
Mark Zuckerberg przyznał ostatnio, że w biurze przebywa 50-60 godzin tygodniowo, ale o rozwoju swojego biznesu myśli w zasadzie cały czas. Wielu przedsiębiorców ma podobnie – firma jest dla nich jak ukochane dziecko. Nawet po wyjściu z biura, myślą jeszcze co można by poprawić lub zrobić nowego. Jak przekonuje dr Krzysztof Kosy, psycholog pracy z Uniwersytetu Warszawskiego, nie ma w tym nic złego - do czasu.
REKLAMA
W przypadku Zuckerberga tak duży wkład energii w pracę nie powinien dziwić. Wszak kieruje firmą, którą stworzył od podstaw, a która przyniosła mu miliardowe zyski. Polscy przedsiębiorcy, szczególnie z mikro i małych firm, też nierzadko spędzają w biurze po 12 godzin dziennie, a po wyjściu wciąż myślą o tym, co mogliby jeszcze zrobić.
Coraz częściej problem ten dotyka też pracowników, którzy wracają do domu o 18.00 tylko po to, by otworzyć laptopa i dalej pracować. Rozróżnić, w którym jesteśmy stanie: głębokiego, niemal fanatycznego zaangażowania, czy może nerwowego uzależnienia od pracy, jest trudno. Jak to robić i czy w pracowaniu niemal non-stop jest coś złego, opowiada dr Krzysztof Kosy, psycholog pracy z Uniwersytetu Warszawskiego.
Jest coś z złego w tym, że ktoś pracuje bardzo dużo, niemal cały czas?
Krzysztof Kosy: Oczywiście, nie ma w takich sytuacjach prostych wniosków. Ale jeśli jesteśmy w miejscu, w którym chcemy być, w którym dobrze się czujemy i realizujemy się, to możemy tam przebywać i 100 godzin tygodniowo. Nieważne, czy to dom, czy praca.
Krzysztof Kosy: Oczywiście, nie ma w takich sytuacjach prostych wniosków. Ale jeśli jesteśmy w miejscu, w którym chcemy być, w którym dobrze się czujemy i realizujemy się, to możemy tam przebywać i 100 godzin tygodniowo. Nieważne, czy to dom, czy praca.
To co Pan mówi wielu osobom może wydać się szalone. Takie podejście do pracy nie wydaje się Panu chorobliwe?
Dzisiaj trochę demonizuje się tę kwestię. Prof. Tatarkiewicz napisał kiedyś cały, gruby traktat o szczęściu, w którym analizuje różne trendy filozoficzne i ich podejście do tego jak osiągnąć szczęście. Jego kluczową konkluzją było to, że jedynym pewnym źródłem szczęścia jest satysfakcja – bo przyjemności hedonistyczne dają radość na krótką metę. A praca jest jednym z głównych źródeł tej satysfakcji w życiu.
Przy czym mówimy tutaj o przypadkach takich, jak Zuckerberga – gdzie firma jest jego pasją, to jego dzieło życia. Nie ma w tym ani nic dziwnego, ani złego, że myśli o niej non stop. Wiele osób znajduje się jednak w odwrotnej sytuacji – wychodzą z biura, ale nie mogą opuścić go myślami, nawet jeśli chcą.
To kwestia bycia „uwiązanym” - w postaci maili, telefonu? Dzisiaj wiele osób narzeka na to, że mają być zawsze dostępni dla swojego szefa.
Tak, dzieje się to również poprzez różne elektroniczne utensylia, które są jak macki pracy. Wracamy do domu, włączamy serial, ale jednocześnie wiemy, że jeszcze coś trzeba zrobić. Niby jest przerwa, ale mentalnie cały czas jesteśmy w pracy. Kiedyś tak nie było – o 16.00 kończyło się pracę i wracało do niej następnego dnia.
Jeśli zaś jesteśmy cały czas aktywni z przymusu – bo szef, bo terminy, bo presja – to z kolei generuje bardzo duży nawis stresu. Nie ma momentu, w którym można się zrelaksować i oderwać od pracy, tworzy się błędne koło: presja, praca, stres, i od nowa.
Po czym poznać, że już wpadło się w takie błędne koło?
Najczęściej widać to, jak robimy inne rzeczy, które powinny sprawiać nam przyjemność, a nie sprawiają – bo ciągle myślimy o pracy. To poważny i negatywny objaw, którego nie można lekceważyć.
Może być też tak, że pracujemy dużo, ale jesteśmy partnerem, ojcem, żoną, matką itd. Jeśli w związku z pracą zaniedbujemy role społeczne, to też stanowi to problem. W krótkim okresie można tego w ogóle nie odczuć, ale na dłuższą metę może to poważnie zaburzać funkcjonowanie społeczne. Przypomina to trochę nałóg, jak hazard czy alkohol – służy za ucieczkę od codziennych obowiązków. Pomijając sytuację, w której ktoś jest, jak już wcześniej rozmawialiśmy, zmuszany do takiej pracy.
A jeśli ktoś nie jest uzależniony ani zmuszony, tylko sam z entuzjamem pracuje tak dużo, to niesie ze sobą jakieś zagrożenia?
Nawet jeśli ktoś przebywa w biurze 18h godzin na dobę, samo w sobie nie jest to złe. Kłopot może jednak pojawić się, nawet jeśli lubimy swoją pracę, gdy nam się ona znudzi. To możliwe nawet wtedy, gdy dane zajęcie sprawia nam nawet największą frajdę.
