
Ma moc obliczeniową 40 000 domowych pecetów. Gdybyśmy chcieli na naszym domowym komputerze obliczyć to, co on robi w jeden dzień, zajęłoby to bagatela 100 lat. Nowy superkomputer na AGH ma jeszcze skuteczniej wspierać polskich naukowców w odkrywaniu nowych lądów, dlatego dostał imię Prometheus.
Zapotrzebowanie na moce obliczeniowe dla nauki niesłychanie szybko rośnie, dlatego wciąż powstają nowe, szybsze, mocniejsze superkomputery. Dla wielu naukowców to szansa na ogromną pomoc w prowadzonych przez nich badaniach. Z pomocy Prometheusa skorzystać mogą naukowcy z w wielu różnych dziedzin: chemii, fizyki, astrofizyki, biologii, energetyki, nanotechnologii czy medycyny.
Co można dzięki niemu zyskać? Na przykład symulować eksperymenty medyczne, niwelując tym samym liczbę tych przeprowadzanych na zwierzętach. Można przeprowadzać wyliczenia służące tworzeniu energooszczędnych samochodów. Superkomputery na świecie przewidują zmiany klimatyczne, katastrofy i tworzą długoterminowe prognozy pogody. Odnajdują nowe obiekty w kosmosie i odkodowują ludzki genom. Poprzez testy na wirtualnych prototypach przyspieszają wprowadzenie nowych produktów w przemyśle motoryzacyjnym czy lotniczym. Wykorzystywane są też mocno w przemyśle zbrojeniowym np. do obliczeń siły wybuchów jądrowych.
– Zasadniczo to możliwe i myślę nawet, że to się dzieje na świecie, bo przecież posiadanie superkomputera dziś zależne jest już przecież głównie od kapitału, jakim dysponuje inwestor – odpowiada Karol Krawentek.
Biorąc pod uwagę fakt, że moc obliczeniowa 500 najmocniejszych superkomputerów podwaja się co 14 miesięcy, co odpowiada tysiąckrotnemu wzrostowi ich mocy co 11 lat, twórcy Prometheusa zdają sobie sprawę, iż za 3 do 5 lat ich bohaterska dziś maszyna, z punktu rozwoju nauki będzie technologicznym trupem.
