Polacy mieli budować innowacyjnego drona na sprzedaż do USA. Co się stało, że projekt okazał się klapą?

Robolifeguard miał pomagać w ratowaniu tonących.
Robolifeguard miał pomagać w ratowaniu tonących. Fot. FlyTech Solutions
Gdy w lutym w Zjednoczonych Emiratach Arabskich odbywał się konkurs Drones for Good, jeden z półfinalistów szczególnie przyciągał uwagę: Robolifeguard. Przyciągał, bo był to jedyny projekt z Polski.


Sprzęt zgłoszony przez Tomasza Muszyńskiego miał być wystrzeliwany z plaży w stronę miejsca wypadku. W razie potrzeby miał pomóc w ratowaniu ludzi, na przykład lądując na otwartym morzu – wbudowane rączki miały pomóc rozbitkom utrzymać się na powierzchni, a chronić ich specjalny... odstraszacz rekinów.


Miał, bo jak przyznaje Przemysław Lekston z FlyTech Solutions, firmy, która zajmowała się budową drona w konsorcjum AeroAtena, na projekt Robilifeguard nie znalazł się kupiec. A projektów bez kupca firma nie realizuje. Tymczasem autor projektu opowiadał o zainteresowanych stronach, których nie było.

Drony komercyjne
– Takie projekty muszą być rentowne. Nie udało się znaleźć kupca, więc nie przeznaczaliśmy więcej środków na budowę Robolifeguard – mówi Lekston. Projekt stanął w miejscu. W lutym na konkursie Drones for Good udało mu się dotrzeć do półfinału. – Konkurs zorganizował rząd Dubaju, by promować ich region i zaangażowanie w działania B+R i nowe technologie – dodaje Lekston.
Nad podobnym projektem pracuje straż przybrzeżna w USA. Mają pomoc rządu i ogromny budżet.


– My chcieliśmy pokazać, co potrafimy dzięki intensywnej pracy trzech osób w ciągu kilku miesięcy – mówi Lekston. Oprócz samego drona stworzyli też system, który zapewnia maszynie autonomiczność. – Chcieliśmy zwiększyć efektywność ratowników morskich. Żaden z nich nie musiał sterować dronem – opowiada Lekston. Nieoficjalnie nazywali go "Pomarańczą" z powodu konieczności użycia takiego właśnie koloru.

W Dubaju
Przemysław Lekston

Robolifeguard startował z katapulty i lądował na wodzie po kilku minutach. Służył zarówno jako tratwa, dzięki wyporności, a także jako łącze komunikacji głosowej między ratownikami a osobą poszkodowaną – mówi Lekston. – Zamontowaliśmy nawet kamerę termowizyjną polskiej produkcji, która miała wspomóc lokalizację ludzi. Niestety, przez restrykcje nie mogliśmy zabrać jej ze sobą do Dubaju.

Lekston mówi, że system z powodzeniem można było również umieścić w luksusowych jachtach.

Rozmówca dodaje, że organizatorzy konkursu skupiali się głównie na multikopterach. – Nie było warunków do latania samolotami – mówi. – Poza tym, projekt, który zdobył drugie miejsce był o wiele bardziej zaawansowany. Pierwszy błysnął przede wszystkim dzięki multimedialnej prezentacji - podkreśla.

Flytech skupia się obecnie nad rozwojem swojego systemu fotogrametrycznego, który znalazł już kilka wdrożeń na rynku. – Chcemy żeby stał się bardziej konkurencyjny. Już teraz system jest autonomiczny i porównywalny z tymi dostępnymi z Zachodu, ale o wiele bardziej dostępny pod względami ekonomicznymi – mówi Lekston i dodaje, że chcą również wejść w sektor energetyczny. Drona, który miał podbijać Arabię Saudyjską i USA, zostawiają w spokoju.

Napisz do autora: adam.turek@innpoland.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Zrobił aplikację, bo chciał pomóc mamie. Okazała się takim hitem, że rzucił pracę i założył firmę
DZIEJE SIĘ 0 0Jak ministerstwo mogło płacić za usługi trolli? Detektyw ujawnia możliwe scenariusze
DZIEJE SIĘ 0 0Przepis PiS-u na bezkarność. Człowiek partii na czele najważniejszego organu kontroli w państwie
BIZNES 0 0Para Polaków zrobiła biznes... na psich głowach. Sprzedają swoje rzeźby na całym świecie
0 0Stoją w kolejkach, kupują buty i sprzedają je drożej. Na parze zarabiają nawet 5 tys. zł