
Chociaż polska zbrojeniówka produkuje wiele innowacyjnych rzeczy, nie potrafimy ich sprzedawać. A ponieważ rodzime produkty nie są w stanie przebić się na rynek, zamiast tego kupujemy technologie zagranicznych koncernów - jak Patriot czy śmigłowce Airbusa.
Bez konkretnego planu, takiego który nie będzie się zmieniać z roku na rok, miesiąca na miesiąc, żadna fabryka zbrojeniowa nie jest w stanie stanąć na nogi. A tym bardziej zainwestować w kosztowne i ryzykowne prace badawczo-rozwojowe, a następnie rozpocząć produkcję i sprzedawać ją za granicę.
Tymczasem polski MON dokonywał w ostatnich czasach raczej odwrotnych decyzji - czyli kupował sprzęty za granicą.
Tymczasem firmom zbrojeniowym brakuje nie tylko jasnego programu dotyczącego kierunków rozwoju, ale również politycznego wsparcia, niezależnie od tego jaka ekipa zasiada za sterami rządów. Podobnie ma się sprawa z wojskowymi.
Co więcej, w przypadku programu Wisła - czyli tarczy antyrakietowej - producent z USA zawsze będzie mógł powiedzieć, że nie udostępni nam technologii, bo nie zgodziły się na to władze. O tym, że jest to możliwe, mówi w rozmowie z INNPoland Sławomir Kułakowski, prezes Polskiej Izby na Rzecz Obronności Kraju. Dodaje też, że po prostu, brakuje strategii dla branży zbrojeniowej.
Strategia jest konieczna, aby firmy mogły nie tylko realizować już istniejące programy, ale także myśleć o nowych. Na razie wyprowadzamy pieniądze na zakupy za granicą, nie myśląc o tym, żeby polskie firmy zbrojeniowe, produkowały i zasilały budżet z czego przecież większość z nich finansuje prace badawczo rozwojowe. To zamknięte koło. My wspieramy swoimi pieniędzmi polityczne sojusze, nic ponadto.
Wojsko bardzo często, jak to miało miejsce w przypadku zakupu rakiet JASSM, tłumaczy swoje zakupy potrzebą chwili i napięta sytuacją na Ukrainie. Trzeba jednak pamiętać, że kupowanie nawet najnowocześniejszych technologii bez ich polonizacji jest drogą donikąd.
Zdecydowanie przeważa tendencja odwrotna. Zbrojeniówka nie daje sobie rady z wyzwaniami jakie przed nią stoją. Nad „Krabem” przemysł pracuje od blisko 20 lat. Ostatecznie zdecydowano się kupić od koreańskiego „Samsunga” za 320 mln dolarów podwozie, na którym osadzona będzie polska wieża. – To kolejny przykład na to, że po prostu nie potrafimy sami robić niektórych rozwiązań technicznych – mówi Andrzej Walentek.
Napisz do autora: dariusz.rembelski@innpoland.pl
