
100 milionów euro rocznie – właśnie tyle ma zyskać polski przemysł okołokosmiczny każdego roku. Na początku czerwca, w ramach raportu śródokresowego, minister Piechociński zapewniał, że nasz kraj już czerpie korzyści z rozwoju technologii kosmicznych. W jaki sposób?
Polskie akcenty Polska do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) przystąpiła w 2012 r. Od tamtego czasu nasz kraj wpłacił do "funduszu wspólnotowego" ponad 130 milionów euro. Co z tego mamy?
Na początku czerwca odbyła się konferencja śródokresowa, podsumowująca nasz udział w europejskim programie. Na konferencji "Space High Level Meeting: Experiences, Challenges and Future Perspectives" Janusz Piechociński zapewniał, że polski przemysł działający w sektorze pośrednio i bezpośrednio związanym z eksploracją kosmosu już odniósł pierwsze wymierne sukcesy.

Zaprezentowany na konferencji raport ESA podkreśla, że choć Polska finansuje niecały 1 proc. całego budżetu Agencji (choć nie omieszkano zauważyć, że nasze PKB jest na tyle wysokie, by zwiększyć składki do 3 proc.), szefostwo organizacji zapewnia, że jesteśmy "pełnoprawnym członkiem", a nie "młodszym partnerem".
By skoordynować sprawne dysponowanie środkami z ESA oraz wspierać polskie firmy w przetargach na tworzenie technologii kosmicznych, w zeszłym roku zapowiedziano powstanie Polskiej Agencji Kosmicznej. Jej prezesem został prof. Marek Banaszkiewicz, który jest przekonany, że na jesieni działalność instytucji ruszy pełną parą.
Marek Banaszkiewicz, prezes Polskiej Agencji Kosmicznej
Budżet europejskiego odpowiednika NASA pochodzi zarówno od UE, jak i bezpośrednio od krajów członkowskich. Rocznie daje to sumę blisko 4 mld euro, z czego połowę wpłat zapewniają Francja i Niemcy.
Polska wyjątkowo ważna Ustępującego 1 lipca szefa ESA Jean-Jacques Dordaina zastąpi Johann-Dietrich Woerner. Niemiecki naukowiec podkreślał, że Polska ma "szczególny potencjał w rozwijaniu gospodarki kosmicznej". Jak jednak wynika z raportu, "uzyskanie maksymalnych korzyści z członkostwa Polski w ESA zależy od zwiększenia nakładów prywatnych na rozwój współpracy z sektorem naukowym."
Jakie konkretnie branże korzystają i mogą skorzystać w najbliższej przyszłości na projektach ESA? Wiceminister gospodarki Grażyna Henclewska wyjaśniała, że przoduje robotyka i technologia wspierająca eksplorację przestrzeni, sektor obronny, IT i lotniczy, obserwacja Ziemi dla celów ochrony środowiska i bezpieczeństwa oraz technologie lokalizacyjne.
Z kolei premier Piechociński przytaczał przykłady praktycznego wdrażania innowacji opracowywanych z myślą o przemyśle kosmicznym do "przyziemnej" gospodarki: coraz więcej miast wprowadza systemy inteligentnego transportu, sprzężonego z nawigacją satelitarną, polskie instytuty naukowe współpracują z GUS-em przy dostarczaniu coraz precyzyjniejszych prognoz plonów, informacje związane z suszami czy wymarznięciu zasiewów. Z technologii monitoringu z poziomu orbity korzystają na dużą skalę także firmy spedycyjne, optymalizujące trasy i wydatki eksploatacyjne.

Zdaniem ministra, gospodarka, nie tylko Polska, ale ogólnoświatowa, w coraz większym stopniu jest uzależniona od usług geolokalizacyjnych. Woerner zapewniał na konferencji, że jednym z priorytetowych programów dla ESA jest rozwój Galileo, a więc europejskiego odpowiednika systemu GPS. Podkreślano, że z planowanych 27 satelitów, które mają stworzyć sztuczną konstelację, na orbicie jest już 8. Jeśli tempo zostanie utrzymane, do końca przyszłego roku projekt będzie w pełni funkcjonalny.
Ambitny CEO Inne projekty, w których Polska może liczyć na zgarnięcie kontraktów, to m.in. program obserwacji Ziemi Copernicus, budowa instrumentów badawczych przeznaczonych do penetracji Marsa ExoMars czy szereg zadań związanych z kontynuowaniem misji Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS).
Nowy szef europejskiej agencji zapowiedział, że instytucja poważnie rozważa dalsze losy ISS, którego możliwości operacyjne dobiegną końca w 2024 roku. Zaproponowano dosyć śmiały pomysł zastąpienia orbitującej wokół Ziemi stacji... sieć baz na Księżycu.
- Druga strona Księżyca, której nie możemy dostrzec z Ziemi, doskonale nadawałaby się do instalacji teleskopów. Mogłyby one bez żadnych przeszkód być wykorzystywane do obserwacji odległych zakątków przestrzeni - wyjaśniał profesor Woerner. W swoich rozważaniach przyjmuje, że na początku, co oczywiste, kluczowe będzie stworzenie infrastruktury mieszkaniowej, żywieniowej i instalacja urządzeń produkujących wodę z wodoru. W takiej księżycowej placówce naukowcy mieliby pracować przez kilka miesięcy.

Mimo, że obsługa ISS to do dziś koszt ponad 75 miliardów, misja ma potrwać jeszcze 9 lat, a projekt baz na Księżycu będzie zapewne wiązał się ze znacznie większymi nakładami, szef ESA przekonany jest, że kraje zaangażowane w eksplorację kosmosu podejmą się wyzwania. Uniwersytet Technologiczny w Darmstadt podobno rozpoczął pierwsze prace projektowe.
Ten przykład pokazuje, że uczestnictwo w ESA może okazać się nie tylko atrakcyjne z ekonomicznego punktu widzenia, ale także zapewnić nam udział w misjach istotnych dla całej ludzkości.
Pieniądze z kosmosu Jak wynika z danych ESA, w agencyjnym programie zarejestrowanych jest 175 podmiotów z Polski, z czego 92 od listopada 2012 r. już starało się o kontrakty. Choć obecność w Agencji wiąże się z regularnymi wpłatami, 5-letni program "ochronny" przysługujący nowym członkom zostanie najprawdopodobniej przedłużony Polsce o kolejne dwa lata.
To by oznaczało, że aż do 2019 r. moglibyśmy uczestniczyć w programach adresowanych szczególnie do naszych firm, starać się o dotacje na realizację projektów zlecanych przez ESA czy czerpać z know-how innych partnerów (choćby w postaci szkoleń i wymian naukowych). W ramach okresu przejściowego mamy pewność, że co najmniej 45 proc. składek wpłacanych przez Polskę wróci w postaci kontraktów. W tej przestrzeni rodzą się szanse zarówno dla mniejszych podmiotów, jak i większych graczy.
Dobrym przykładem jest choćby firma ITTI prof. Witolda Hołubowicza, która od razu zabrała się za wykorzystanie preferencyjnych warunków i w ciągu zaledwie 2,5 lat wygrała i zrealizowała 6 kontraktów. Jednym z nich był projekt SpaceR. Jego celem jest implementacja oraz walidacja protokołu SpaceWire-R. Prace będą realizowane we współpracy z firmą Teletel, która jest podwykonawcą w projekcie SpaceMan.
– Celem przedsięwzięcia jest stworzenie oprogramowania narzędziowego, służącego do zarządzania sieciami SpaceWire (ang. SpaceWire Network Management Tool). SpaceWire to protokół sieci komunikacyjnych, stosowany na pokładach statków kosmicznych – tłumaczył Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości Krzysztof Samp, Dyrektor ds. Rozwoju ITTI.
Krzysztof Samp, Dyrektor Operacyjny ITTI
Woerner zapewniał w Warszawie, że w ciągu ostatnich 15 lat dokonało się istotne przesunięcie działalności ESA - z czysto naukowych projektów do "twardej" gospodarki.
– 50 lat temu chodziło o wyścig kosmiczny napędzany próżnością mocarstw. Dziś duże zainteresowane kosmosem ma bardzo duży wymiar komercyjny – podsumowywał Woerner.
