Miały odbierać miejsca pracy, a w Polsce przyczyniły się do ich wzrostu. Czy powinniśmy bać się robotów w pracy?

Miały odbierać miejsca pracy, a w Polsce przyczyniły się do ich wzrostu. Nie musimy bać się technologii w pracy
Miały odbierać miejsca pracy, a w Polsce przyczyniły się do ich wzrostu. Nie musimy bać się technologii w pracy Fot. Michael Coghlan/cc2.0/http://bit.ly/1CVTZWq
Mówienie o robotyzacji i automatyzacji w przedsiębiorstwach zawsze wywołuje falę niepokoju w społeczeństwie i uruchamia głosy ekspertów ostrzegające przed maszynami, które zabiorą ludziom miejsca pracy. Tymczasem jak wynika z najnowszego raportu ADP Polska, nowoczesna gospodarka tworzy coraz więcej miejsc pracy i osiągnęła pod tym względem w 2015 roku imponujący wzrost na poziomie 4,33 proc. Czyżby więc technologie przysparzały miejsc pracy, zamiast je zabierać?


Więcej technologii, więcej pracy
Z badania ADP Polska przeprowadzonego na 100 firmach z branży: sprzedaż detaliczna, usługi, produkcja, telekomunikacja, IT, finanse oraz farmacja, wynika że początek 2015 r. był rekordowy dla sektora produkcyjnego Nowoczesnej Gospodarki.

Co to ta "nowoczesna gospodarka"?

Za firmy przynależne do Nowoczesnej Gospodarki uznaje się te, które stale usprawniają bieżącą działalność m.in. poprzez korzystanie z nowoczesnych technologii i outsourcingu, wdrażają innowacyjne rozwiązania, a jednocześnie mogą skupić się na swojej podstawowej działalności, powierzając część z nich zewnętrznym partnerom biznesowym.

W I kwartale tego roku nowocześnie działające firmy specjalizujące się w produkcji zwiększyły zatrudnienie aż o 7,9 proc. w stosunku do analogicznego okresu z zeszłego roku.


Tym samym branża ta ustanowiła największy wzrost zatrudnienia w Nowoczesnej Gospodarce na przestrzeni ostatnich czterech lat. Z bardzo dobrym wynikiem I kwartał zakończyły również duże firmy produkcyjne (powyżej 500 pracowników). W przedsiębiorstwach tych pracę znalazło o 5,63 proc. osób więcej w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Wzrost zatrudnienia, choć mniejszy niż w sektorze produkcyjnym, zanotowały także firmy usługowe. W obu tych sektorach większy procentowy wzrost nowych miejsc pracy powstało jednak w mniejszych zakładach niż w większych.


Zdaniem Iwony Kubeczek, Menedżera ds. Rozwoju ADP Polska, powyższa tendencja w firmach Nowoczesnej Gospodarki powinna się utrzymać, bo NG to przyszłość, którą czeka dalszy rozwój.
Iwona Kubeczek, Menedżer ds. Rozwoju ADP Polska

Sektor Nowoczesnej Gospodarki jest stabilnym pracodawcą. Usługi i produkty najbardziej innowacyjnych firm kierowane są nie tylko na rynek lokalny, ale także poza granice Polski. Awangarda biznesu charakteryzuje się ponadto większą odwagą, która bezpośrednio przekłada się na większe możliwości pozyskiwania nowych kontraktów, a te ‒ na wzrost zatrudnienia. Nowoczesną Gospodarkę czeka dalszy rozwój. Wzrost ten będzie stymulowany przez otwartość na innowacje oraz skłonność do implementacji rozwiązań usprawniających zarządzanie biznesem.

Straszenie maszynami
A jednak część naukowców i ekspertów rynku pracy twierdzi, że automatyzacja i robotyzacja są zagrożeniem dla ludzki poszukujących pracy. W 2014 r. badacze z Uniwersytetu Oksfordzkiego z 2014 ogłosili, że za 10 do 20 lat nowe generacje robotów mogą sprawić, że zniknie około 700 zawodów, zwłaszcza tych niewymagających wysokich kwalifikacji.


Wendell Wallach z Interdyscyplinarnego Centrum Bioetyki Uniwersytetu Yale i autor książki „Dangerous Master” o wymykaniu się ludziom kontroli nad nowoczesnymi technologiami jest zdania, że doszliśmy do punktu, gdy technologia będzie nam już tylko pracę odbierać, powodując efekt tzw. bezrobocia technologicznego.

Eksperci ostrzegają, że tendencja do tworzenia coraz nowocześniejszych technologicznie przedsiębiorstw doprowadzi do jeszcze większego pod względem finansowym rozwarstwienia społecznego, gdzie bogaczami będą właściciele maszyn, a biedakami robotnicy maszyny obsługujące, których zatrudniać się będzie za minimalne stawki.
Ostrzegał przed tym niedawno Business Insider, apelując o błyskawiczne działania rządów w tej kwestii, w celu uniknięcia globalnego kryzysu, a z początkiem 2015 r. także Forbes. Forbes cytował głosy ekspertów biorących udział w konferencji "Thinking with Algorithms", która odbyła się na angielskim University of Durham. Uczestniczący w niej David Barry z University of Sussex, powiedział wtedy:

Wkraczamy stopniowo w erę kapitalizmu opartego na technologiach obliczeniowych, w którym czeka nas nierówna rywalizacja o pracę z maszynami. Informatyzacja i mechanizacja kolejnych zawodów już wkrótce doprowadzi do pojawienia się nowego typu robotnika, który będzie rywalizował o wykonywanie tej samej pracy nie tylko z innymi, ale także z maszynami.

Potwierdził to także sam Bill Gates, który już przed dwoma laty, podczas przemowy w think tanku American Enterprise Institute w Waszyngtonie mówił: „Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak wiele miejsc pracy zostanie wkrótce zastąpionych przez zaprogramowane roboty”.

Czy zatem powinniśmy się bać? I jak owe zapowiedzi kryzysu, mają się do wyników badań wspomnianych na początku?

Bez paniki, ale z rozwagą
Raport Międzynarodowej Federacji Robotyki choć zaprzecza, że roboty zabiorą nam etaty, bo zdaniem MFR stanie się wręcz przeciwnie, to jednak wskazuje, że miejsca pracy, jakie będą powstawać dzięki robotyzacji i automatyzacji pracy, będą nisko płatne.

Raport prognozuje, że dzięki wprowadzaniu robotów do kolejnych gałęzi przemysłu, tylko przez najbliższe 7 lat na świecie powstanie od 2 do 3,5 miliona nowych miejsc pracy. Najwięcej w przemyśle samochodowym i elektronicznym, ale również spożywczym. W końcu przecież ktoś te wszystkie maszyny musi obsługiwać.

Z pewnością jednak Polska nie jest liderem robotyzacji. Gdy światowa średnia mówi o 58 robotach przypadających na 10 tys. zatrudnionych pracowników, w Polsce z liczbą 20 jesteśmy daleko poniżej średniej. Może to i dobrze, bo z kolei USA, które są w czołówce państw o największej liczbie zautomatyzowanych przedsiębiorstw, już odczuwają skutki robotyzacji. Zdaniem Martina Forda – futurologa, inżyniera i przedsiębiorcy z Doliny Krzemowej, „maszyny to nie tylko stracone miejsca pracy, to także np. stagnacja płacowa”.

– W USA płace nie rosną od dekad – mówił w wywiadzie dla opserwatorafinansowego.pl Ford (http://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/makroekonomia/maszyny-tym-razem-sa-naprawde-grozne/). – Ponad połowa absolwentów studiów wyższych w USA nie może znaleźć pracy, do której wykonywania konieczny jest dyplom wyższej uczelni. O czym to świadczy? Że nowe miejsca pracy nie powstają, albo że powstają miejsca pracy o niskiej jakości. Ludzie konkurują o nie, wytwarzając presję na spadek płac i jest tylko gorzej - podkreślał.

Niestety, raport ADP Polska nie podaje jakich miejsc pracy przybyło w firmach Nowej Gospodarki, ale można się domyślać, że właśnie takich, które dotyczą głównie nisko płatnych stanowisk. A jeśli nawet jeszcze oscylują one wokół etatów o normalnych stawkach płacowych, to wszystko wskazuje na to, że dalszy rozwój nowych technologii i innowacyjność przedsiębiorstw będzie szedł w kierunku zmierzającym do tego, co już ma miejsce np. właśnie w USA.

Za to Warszawski Instytut Studiów Ekonomicznych, w swojej analizie zagrożeń automatyzacją i robotyzacją wskazuje, że w Polsce 1/3 zawodów jest zagrożona. Czy można temu zapobiec?

Dostrzec niebezpieczeństwo, zmienić system
– Technologia daje i zabiera – twierdzi Magda Stawka, blogerka INNPoland w swoim najnowszym tekście „Człowiek i Maszyna – przyjazna współpraca”. – Inwestycje w digitalizację i automatykę wpływają jednoznacznie na kształt rynku pracy. Tworzą nowe zawody. Zamykają także powody utrzymywania starych.

Stawka wskazuje, że na postępie technologicznym z pewnością ucierpią takie grupy zawodowe jak robotnicy fabryczni, pracownicy z obszaru sprzedaży i marketingu, a także pomoce biurowe i asystenckie. Zyska natomiast sektor księgowości, zawody związane z obszarem świadczenia spersonalizowanych usług i te związane z dalszym rozwojem nowych technologii.

– W wyniku robotyzacji środowisko pracy staje się bardziej bezpieczne, bardziej precyzyjnie są wyliczone tzw. normy, wpływa to także na większą elastyczność w sposobie wykonywania zadań.
Dostęp do nowych danych, szczegółowych danych przyczyni się do większej personalizacji usług i produktów, otwierają się nowe rynki dla przedsięwzięć biznesowych. Nowe zawody wypierają stare.

Technologia daje i zabiera. Czy zatem trzeba poskromić technologię, czy może znaleźć sposoby, by ludzie przez nią mniej tracili?

Cytowany tu już wcześniej Martin Ford twierdzi, że rozwoju technologicznego nie należy powstrzymywać, bo ten napędza gospodarkę, jednakże:
Martin Ford

W długiej perspektywie potrzeba nam czegoś, co zapewni ludziom podstawowy byt, np. gwarantowanego dochodu bez względu na to, czy się pracuje, czy nie. Umożliwi to ludziom bycie konsumentami. Już teraz jest wielu bezrobotnych, którzy ograniczają konsumpcję, przez co spada ogólny popyt, mamy deflację. Widać to choćby w Europie. Technologia bez odpowiednich ram instytucjonalnych może tę sytuację pogorszyć.


Marcin Bitner, główny ekonomista Wealth Solution, uważa, że istnieje wiele obszarów ludzkiej pracy, w których ludzi nie da się zastąpić maszynami. Mimo wszystko należy zainwestować w zmianę systemu edukacji, tak by nauczyć się żyć w świecie zmechanizowanym, gdyż upowszechnienie się maszyn zmienia sposób wykonywania pracy.
– Tych zaś, którzy nie potrafią odnaleźć się ani w profesjonalnych zawodach nieosiągalnych dla komputerów, ani we współpracy z maszynami, czekają proste fizyczne prace – prognozuje. – Tych wprawdzie także roboty nie potrafią jeszcze wykonywać, ale chętnych do ich wykonywania robi się niestety zbyt dużo, dlatego pensje w usługach (…) są niskie. (http://wgospodarce.pl/opinie/8803-komu-roboty-zabiora-miejsca-pracy)

Zmieniać, ale jak?
Do uzyskania odpowiedzi na to pytanie, przybliżyć nas może badanie naukowców z Uniwersytetu w Oxfordzie - Carla Frey'a i Michaela Osborne'a. Mówi ono o tym, że czynnikami, które mogą ułatwić zapobieganie automatyzacji miejsc pracy, są takie cechy jak: kreatywność, inteligencja społeczna oraz zdolności skutecznego zarządzania zadaniami.
Potwierdza te wyniki badanie WISE, które dodaje, że automatyzacji miejsc pracy służą: wykonywanie powtarzalnych, mało kreatywnych prac oraz co ciekawe – myślenie krytyczne. Uwzględniając te czynniki, w porównaniu z pozostałymi krajami UE, Polska okazuje się szczególnie zagrożona potencjalnymi problemami, związanymi z występowaniem bezrobocia technologicznego.
Co zatem powinno zrobić nasze państwo? Idąc wskazanym przez badaczy tropem, należałoby wnioskować, że osoby, które zainwestują w edukację takich właśnie zawodów, które wykorzystują czynniki niepoddające się mechanizacji, mogą czuć się stosunkowo bezpiecznie na przyszłym rynku pracy. Pytanie jednak jak szybko rynek wypełni się takimi właśnie osobami? I co wówczas? Poza tym jak słusznie wskazuje Ford, nie każdy nadaje się do tego, by być inżynierem albo terapeutą (zawody dziś uznawane za bezpieczne), więc edukacja w takim kierunku też ma swoje ograniczenia.

Eksperci z Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych (Maciej Bitner, Rafał Starościk, Piotr Szczerba) wskazują na możliwe rozwiązania.
Maciej Bitner[br]Rafał Starościk[br]Piotr Szczerba

Koniecznym zdaje się podjęcie odpowiednich działań, mających na celu właściwą alokację potencjału ludzkiego polskiej gospodarki. Proces przemian będzie mniej kosztowny społecznie i szybszy, jeżeli pracownicy z najbardziej zagrożeni automatyzacją znajdą pracę nie w tych zawodach, które również są zagrożone, tylko od razu w relatywnie bezpiecznych. Niestety, zawody bezpieczne wymagają dobrego przygotowania, często kierunkowych studiów (specjaliści) lub doświadczenia (kadra zarządzająca) i podejmowanie działań takich jak szkolenia czy pośrednictwo pracy tylko częściowo złagodzą przejście.


Jako możliwe działania sektora publicznego, mające na celu ułatwienie oraz przyspieszenie omawianego przez ekspertów procesu, wskazują oni: wspieranie polityki edukacyjnej, zwiększanie nakładów na badania i rozwój, czyli szerzej: pobudzanie innowacyjności gospodarki oraz wspieranie korzystnych procesów związanych z cyfryzacją oraz informatyzacją społeczeństwa, poprzez wpływanie na zwiększenie dostępności tych usług.

– Dodatkowo, w szkolnictwie warto zwrócić większą uwagę na umiejętności trudno zastępowalne przez maszyny, czyli perswazję, oryginalność (szkolnictwo ogólne) i zręczność palców (zawodowe), które będą stanowiły atut na szybko zmieniającym się rynku pracy – radzą. – Dla edukacji zawodowej wyzwaniem jest, aby ograniczyć liczbę absolwentów przygotowywanych do zawodów zagrożonych i zwiększyć liczbę uczniów poznających zawody bezpieczne.

Podsumowując – na robotyzację musimy się wszyscy dobrze i mądrze przygotować. Niestety osoby słabo wykształcone, nie będą miały łatwo w przyszłości, choć to raczej nic nowego, bo i dziś, i wczoraj ich pozycja zawodowa była stosunkowo niska. Różnica między osobami wykształconymi choćby nawet nieadekwatnie do rynkowych potrzeb, a niewykształconymi lub słabo wyedukowanymi będzie w przyszłości taka, że te pierwsze znajdą pracę chociażby w przytaczanym tu Starbucksie, a te drugie już nie.

Napisz do autorki: izabela.marczak@innpoland.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Polacy wymyślili świetną apkę, która ubierze cię, jak gwiazdę serialu. Atakują nowy, odległy rynek
0 0Krótka ławka trenera Morawieckiego. Nowy minister finansów debiutował jeszcze u Tuska
0 0Do kogo trafiają pieniądze z PFN? Detektyw ujawnia sztuczki na "wyprowadzanie środków"
0 0Smartfona powinniśmy używać co najmniej 25 lat. Ten raport jest zatrważający
0 0"Znaleźli lukę w systemie". Atak na rafinerie obnażył słabe punkty ich zabezpieczeń
0 0"Ktoś dobrze wybrał cel". Uderzenie w saudyjską ropę zaboli cały świat, również nas
NAUKA 0 0Polacy szykują inspirowaną glonami rewolucję w medycynie. Właśnie dostali na to 21 mln zł
0 0Rząd chce wiedzieć, gdzie jeździsz i za ile. Dane z Ubera i Bolta przejmą służby