
Z wykształceniem polskich prezydentów bywał różnie. Od elektryka do zaprzysiężonego właśnie prawnika. Jednak w całej historii tylko dwóch inżynierów pełniło tę najbardziej zaszczytną funkcje w państwie. W pewnej mierze to chichot historii, ponieważ bardziej znani są ze swojej działalności politycznej, niż imponującym osiągnięciom zawodowym. Jednego doceniał Einstein, drugi mógł pochwalić się tytułem doktora 17 uczelni, a obiekty przez niego wybudowane działają do dzisiaj.
Kariera Ignacego Mościckiego wygląda niczym niczym amerykański film. Pracował m.in. jako robotnik – rzeźbił w drewnie, był pomocnikiem fryzjerskim (mimo fatalnej sytuacji materialnej rodziny, wzbudzał sensację wśród klientów odmawiając z powodów honorowych przyjmowania napiwków). Dzięki finansowej pomocy matki udało mu się nabyć zakład, w którym produkował kefir. Szybko zbankrutował. Później zajął się stolarką i inkrustowaniem mebli.
Można więc powiedzieć, że Mościcki ze swoim wynalazkiem idealnie wpasował się w okres największego zapotrzebowania na ten produkt, co przyniosło początkowo wielkie korzyści firmie Société de l’Acide Nitrique, w której pracował jako kierownik techniczny. Warto dodać, że przedsiębiorstwo to zostało założone przez prof. Kowalskiego z kapitałem w większości polskim. Mościcki był mózgiem tej fabryki.
Opracował konstrukcje bezpieczników elektrycznych, które kupowano w całej Europie. Był gwiazdą. Jego wynalazki oceniał i doceniał sam Albert Einstein, który akurat w tym czasie pracował w Szwajcarii jako ... ekspert urzędu patentowego! Tak to dzięki swej pracowitości i pomysłowości Mościcki (chemik!) w krótkim czasie stał się autorytetem w dziedzinie elektryczności. Wynalazł sposób zabezpieczania sieci przewodów elektrycznych przed niszczącym działaniem wyładowań elektrycznych, który natychmiast zastosowano w całej Europie.
Z kolei Gabriel Narutowicz był doktorem honorowym 17 uczelni, członkiem Polskiej Akademii Umiejętności i Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Był konstruktorem oraz inżynierem.
