Przez opieszałość Ministerstwa Zdrowia mogą zniknąć setki małych firm, a rynek o wartości 200 mln zł przestać istnieć

Przez opieszałość Ministerstwa Zdrowia mogą zniknąć setki małych firm, a rynek o wartości 200 mln zł przestać istnieć.
Przez opieszałość Ministerstwa Zdrowia mogą zniknąć setki małych firm, a rynek o wartości 200 mln zł przestać istnieć. Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta
Czarne chmury zbierają się nad przedsiębiorcami prowadzącymi sklepy zlokalizowane w szkołach. Od 1 września prowadzenie tego typu działalności może stać się dla nich nieopłacalne. Ma to związek z tworzonym przez Ministerstwo Zdrowia rozporządzeniem, które ma zawierać listę produktów, jakimi wyłącznie będzie można handlować w szkołach – donosi Money.pl.


Celem rozporządzenia, nad którym pracuje aktualnie Ministerstwo Zdrowia, jest wyeliminowanie ze szkolnych sklepów niezdrowej żywności, co ma pomóc rozwiązać problem otyłości wśród dzieci i młodzieży. Jednak przedsiębiorcy zwracają uwagę, że najprawdopodobniej zostanie ono przygotowane dopiero 1 września. W efekcie sklepy nie będą miały wystarczająco dużo czasu na przygotowanie się do nowych wymogów.


Do tego sklepikarze skarżą się, iż projekt rozporządzenia zawiera wiele kontrowersyjnych i niejasnych propozycji. Ministerstwo Zdrowia chce, żeby w szkolnych sklepach można było kupić jedynie kanapki przygotowane na pieczywie razowym bądź pełnoziarnistym, sałatki, mleko, warzywa, owoce oraz niektóre napoje. Całkowicie z asortymentu mają zniknąć batony, chipsy, drożdżówki czy zawierające dużą ilość cukru napoje gazowane.


Jednakże propozycje wymogów, jakie musi spełnić żywność sprzedawana w szkolnych sklepach, budzą spore wątpliwości. Przykładowo będzie można handlować kanapkami z wędliną, która posiada nie więcej niż 10 gram tłuszczu w 100 gramach produktów. Jednak problem w tym, że producenci nie mają obowiązku podawania informacji na opakowaniach o wartości odżywczej wytwarzanych przez siebie produktów. W efekcie przedsiębiorca niemal całkowicie zostanie pozbawiony możliwości udowodnienia kontrolerowi, że przygotował kanapkę spełniającą wymogi zawarte w rozporządzeniu. A ten może nałożyć na sklepikarza karę do 5 tys. zł.


Z kolei suszone owoce i orzechy będą mogły być sprzedawane jedynie w opakowaniach o pojemności 50 gram. Problem w tym, że - jak wskazuje Money.pl - są one trudno dostępne w hurtowniach spożywczych. Ponadto z powodu zbyt dużej zawartości cukru nie będzie można sprzedawać niektórych batonów musli. Jednak rozporządzenie nie zawiera żadnych informacji o stabilizatorach smaku i konserwantach. Oznacza to, że jeśli część produktów nie będzie zawierać za dużo cukru, to i tak trafi do obrotu.

W rezultacie sklepikarze narzekają, że w wyniku działań Ministerstwa Zdrowia rynek wart 200 mln zł może całkowicie przestać istnieć. Jak wskazują, dzieci zamiast kupować żywność w szkolnych sklepikach, przeniosą się do placówek handlowych znajdujących się w okolicy szkoły, gdzie bez problemu kupią to, na co mają ochotę, w tym chipsy czy batony. Z kolei dr Dobrawa Biadun z Konfederacji Lewiatan wskazuje, że szkolne sklepiki to nie jest dobre miejsce do przygotowywania soków, co nakazuje rozporządzenie. W efekcie nie wpłynie to korzystnie na… zdrowie dzieci.

Napisz do autora: kamil.sztandera@innpoland.pl

Źródło: Money.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Polacy wymyślili świetną apkę, która ubierze cię, jak gwiazdę serialu. Atakują nowy, odległy rynek
0 0Krótka ławka trenera Morawieckiego. Nowy minister finansów debiutował jeszcze u Tuska
0 0Do kogo trafiają pieniądze z PFN? Detektyw ujawnia sztuczki na "wyprowadzanie środków"
0 0Smartfona powinniśmy używać co najmniej 25 lat. Ten raport jest zatrważający
0 0"Znaleźli lukę w systemie". Atak na rafinerie obnażył słabe punkty ich zabezpieczeń
0 0"Ktoś dobrze wybrał cel". Uderzenie w saudyjską ropę zaboli cały świat, również nas
NAUKA 0 0Polacy szykują inspirowaną glonami rewolucję w medycynie. Właśnie dostali na to 21 mln zł
0 0Rząd chce wiedzieć, gdzie jeździsz i za ile. Dane z Ubera i Bolta przejmą służby