Po co być wykształciuchem, jeśli możesz iść do zawodówki i dobrze zarabiać. Oto dowód

Zespół Szkół nr 1 w Swarzędzu współpracuje z niemieckim koncernem VW już od 10 lat.
Zespół Szkół nr 1 w Swarzędzu współpracuje z niemieckim koncernem VW już od 10 lat. FOT.LUKASZ CYNALEWSKI / AGENCJA GAZETA PLYTA POZNAN NR 193
Zespół Szkół Zawodowych nr 1 im. Powstańców Wielkopolskich w Swarzędzu świętował w piątek 10-lecie współpracy z fabryką Volkswagen Poznań, w której zatrudnienie znajduje blisko 100 proc. uczniów. Dziś nikogo do nauki w swarzędzkiej szkole zawodowej zachęcać nie trzeba. Na jedno miejsce w klasach patronackich VW jest trzech chętnych.


I trudno się dziwić, że o miejsce na profilach dających niemal gwarancję zatrudnienia w koncernie motoryzacyjnym, młodzież się bije. Nikt też już dziś w Swarzędzu nie wątpi, że powrót zawodówek do łask, byłby najlepszym rozwiązaniem dla polskiej gospodarki, bo efekty mają na własnym podwórku. Dekada współpracy z dużą firmą, to szereg pozytywów. Renoma, dostęp do ekspertów, najnowszych technologii w branży, to szansa na zatrudnienie, awans, specjalizację.


Dziś w swarzędzkiej jedynce kształcą się specjaliści w profilach: monter mechatronik, mechanik automatyki przemysłowej i urządzeń precyzyjnych, elektromechanik pojazdów samochodowych oraz operator maszyn i urządzeń odlewniczych. Obecnie do klas patronackich VW uczęszcza 258 uczniów. Dla porównania, gdy w 2005 r. szkoła tworzyła te klasy, chętnych było tylko 18.

Piotr Stasiak, wicedyrektor ZS nr 1 w Swarzędzu

Do klas mogą się dostać uczniowie, którzy skończyli gimnazjum. Nauka trwa trzy lata trzy dni teorii, dwa dni praktyk zawodowych, które odbywają się m.in. właśnie w fabryce VW. Później, o ile uczniowie nie mają innych sprecyzowanych planów odnośnie swojej kariery, zwykle są zatrudniani przez koncern, a część z nich kontynuuje połączenie pracy z dalszą nauką.

Uczniowie z roczników, które zaczynały w 2005 r. naukę pod patronatem VW, dziś są już nie tylko wieloletnimi pracownikami fabryki, ale niektórzy z nich kontynuują naukę na studiach inżynierskich.

Piotr Stasiak zapewnia, że szkoła będzie nadal kontynuować współpracę z koncernem i w związku z tym zamierza rozwijać i dostosowywać kierunki nauczania do aktualnych potrzeb firmy. To nie tylko zapewni zatrudnienie uczniom szkoły, ale także świadczy o nowoczesnym spojrzeniu władz szkoły na zmiany jakie winny zachodzić w oświacie, a które muszą polegać na nieustannym dostosowywaniu oferty oświatowej do aktualnych potrzeb rynku pracy. ZS nr 1 w Swarzędzu rozumie ten trend i na niego odpowiada. Dzięki temu ma tak dobre wyniki, jeśli chodzi o zatrudnienie jej absolwentów.


Jak jednak podkreśla Stasiak, takich wyników i tak dobrego kształcenia zawodowego bez udziału VW, w Swarzędzu by nie było. Bynajmniej nie chodzi jednak wyłącznie o ten konkretny koncern.

– Nie ma kształcenia zawodowego bez partnerstwa z firmami – twierdzi wicedyrektor.
Jeśli więc chcemy znów mieć w Polsce specjalistów, jeśli widzimy sens w powrocie do łask kształcenia zawodowego, nie tylko nauka w rozumieniu uczelni wyższych musi nawiązać współpracę z biznesem, lecz nauka, oświata, edukacja na każdym jej poziomie.

Fachowiec pilnie poszukiwany
Gdy podczas ostatniej konferencji agencji Work Service eksperci ogłaszali optymistyczne wyniki Barometru Rynku Pracy, jednym z tematów jakie zostały wówczas poruszone, w kontekście wielu ofert pracy, jakie pojawiły się na rynku, było właśnie kształcenie zawodowe.
Krzysztof Inglot, ekspert Work Service HR Academy

Naszym największym błędem, jaki popełniliśmy w latach 90. było zamykanie zawodówek. Dziś widzimy efekty tego ruchu. Na rynku brakuje specjalistów, a ci którzy są, bo nie wyjechali z kraju, a kończyli zawodówki zarabiają dwa, trzy razy więcej niż osoby z wyższym wykształceniem.

Według Inglota zaczynamy dostrzegać, że nie tędy droga, że brak różnorodności, przekonanie, że każdy musi skończyć studia, bo to jedyny wyznacznik i pewnik przyszłego, dobrego zatrudnienia, było błędem. Jako wzór myślenia o kształtowaniu rynku, na którym nie brakuje specjalistów, Inglot podaje Niemcy.

– Tam, każdego roku niemieckie Ministerstwo Pracy wydaje informator, w którym podaje 100 zawodów, na jakie w najbliższych latach będzie zapotrzebowanie na rynku – mówi. – Dzięki temu, że ludzie wiedzą, jakich fachowców będzie brakować, mogą dostosować zarówno kierunki kształcenia (szkoły), jak i własne kształcenie (uczniowie, studenci). W ten sposób nie tworzy się i nie utrzymuje kierunków, które nie mają przyszłości, a jedynie te dające realne szanse na zatrudnienie.

Z takiego rozwiązania korzyści czerpią szkoły, uczący się oraz pracodawcy, którzy nie muszą szukać specjalistów poza granicami swojego kraju czy miasta, co ma miejsce już teraz w Polsce.
Z doświadczeń Work Service, już teraz część pracodawców w naszym kraju musi dowozić pracowników do zakładów pracy codziennie nawet po 100 km, bowiem nie ma szans, by znaleźć bliżej fabryki chętnych i kompetentnych ludzi do pracy.

Przyszłością firmowe zawodówki
Być może najlepszym rozwiązaniem zarówno dla uczniów, jak i dla przedsiębiorców byłoby tworzenie przez tych drugich własnych szkół zawodowych, które zapewniałyby im przyszłą kadrę. Tak robi wiele koncernów na Zachodzie. Na przykład niemiecki Siemens. Z resztą najlepiej świadczą na korzyść takiego rozwiązania kolejne działania Volkswagena. Ten planuje bowiem w związku z budową nowej fabryki w Białężycach koło Wrześni, otworzyć kolejne klasy patronackie w tamtejszym Zespole Szkół Politechnicznych.

– Docelowo planujemy uruchomić tam trzy zupełnie nowe dla nas kierunki kształcenia: mechanik precyzyjny, zawód dedykowany dla obszaru lakierni oraz zawód związany z blacharstwem samochodowym i konstrukcją blach – informuje na łamach wpn.pl członek zarządu VW Poznań ds. Personalnych Jolanta Musielak.

Być może w ślady VW będą już wkrótce musiały pójść także inne zakłady przemysłowe w Polsce. Na razie, choć brak fachowców i chętnych do pracy w przemyśle jest już odczuwalny, posiłkują się one pracownikami ze Wschodu, głównie z Ukrainy, jednakże i to może się wkrótce skończyć, gdy Niemcy otworzą dla Ukraińców swoje granice i będą mogli ich zatrudniać. Tylko czy warto na to czekać, czy może już zacząć działać?

Napisz do autorki: izabela.marczak@innpoland.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Gdzie są podatki, tam zawsze będzie szara strefa. Tak wygląda "praca na czarno" w Polsce
0 0Podwójna jakość produktów w Europie potwierdzona. Ale to nie Polacy są gorszym sortem
0 0"Zielone kłamstwo" w Polsce. Tak próbują cię nabrać wielkie firmy
0 0Buty i piłki Adidasa polecą w kosmos. Chodzi o coś więcej niż trening dla astronautów
0 0Plan Szwedów: ZERO ofiar śmiertelnych na drogach. Oto czego możemy się od nich nauczyć
0 0Wyniki finansowe Ubera znów nisko pod kreską. Inwestorzy tracą cierpliwość

INNSPIRACJE

0 0Polak rozkręcił świetny biznes w USA. Zdradza, jak radzić sobie z porażką i brakiem motywacji
0 0W sukces tej Polki nikt nie wierzył. Uparła się i stworzyła rewolucyjny krem antysmogowy
0 0Ujawniają kulisy współpracy ze znaną siecią sklepów. Dziesiątki milionów długów i próby samobójcze
0 0Sapkowski przyznaje, że spór z CD Projektem go przerósł. "Pieniądze nic dla mnie nie znaczą"

STARTUPY

0 0Amerykańskim naukowcom się nie udało, a one to zrobiły. Tak powstały innowacyjne kosmetyki
0 0Start-up chce zasilać samochody wodą i alkoholem. Ale trochę się zapędzili