
Firmy w Polsce mają problem ze znalezieniem ponad 400 tys. wykwalifikowanych fachowców. Dlatego natychmiast zatrudniają absolwentów techników i zawodówek z miejsca oferując im etat oraz zarobki nawet dwukrotnie wyższe niż osobom z dyplomem czołowych uniwersytetów – donosi „Gazeta Wyborcza”.
REKLAMA
Łukasz Kozłowski, analityk organizacji Pracodawcy RP szacuje, że w Polsce firmy od ręki potrzebują zatrudnić ponad 400 tys. absolwentów zawodówek i techników. Dlatego na starcie oferują im zarobki na poziomie nawet 4,5 tys. zł brutto. Tymczasem jak wynika z obliczeń Work Service, zaraz po studiach w większości przypadków można liczyć jedynie na wynagrodzenie w przedziale 2-3 tys. zł brutto.
Niestety za rosnącym zapotrzebowaniem na fachowców nie nadąża system edukacji. Dlatego, że od końca lat 90-tych XX wieku liczba zawodówek i techników zmalała z 2,1 do 1,8 tys. Tymczasem w tym samym czasie lawinowo wzrosła liczba uczelni – ze 160 do 460.
W rezultacie firmy co roku mogą przebierać w kandydaturach 400 tys. osób z wyższym wykształceniem, w tym większości humanistów. Tymczasem młodych ludzi z zawodem w ręku przybywa na rynek pracy zaledwie 150 tys. rocznie.
Dlatego przedsiębiorstwa, aby uzupełnić ten niedobór stawiają na emigrantów. Jak wynika z danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, tylko w pierwszym półroczu 2015 r. firmy zatrudniły ponad 400 tys. Ukraińców. Przede wszystkim w takich branżach, jak budownictwo, przemysł oraz rolnictwo.
Napisz do autora: kamil.sztandera@innpoland.pl
