
Belgijski biznesmen przeżył chwilę grozy, gdy padł ofiarą intrygi uknutej przez zdesperowanego porywacza. Szczęśliwie, z opresji wybawiła go najpopularniejsza na świecie wyszukiwarka internetowa – Google.
REKLAMA
Sander Cokelaere został uprowadzony przez 51-letniego Johna Charlesa Spence'a. Sprawca domagał się od firmy SMET UK LTD, w której pracował poszkodowany, zwrotu kwoty w wysokości 2000 dolarów. Kiedy wysyłane przez niego drogą e-mailową groźby nie przyniosły spodziewanego rezultatu, uciekł się do perfidnego planu. Udając zainteresowanego zakupem klienta i zakładając fałszywą skrzynkę elektroniczną, zorganizował spotkanie z ofiarą, którą następnie wywiózł wypożyczoną furgonetką do lasu i grożąc wiatrówką przykuł do drzewa.
Przerażony biznesmen dał jednak radę wywieść w pole swojego prześladowcę. Wolność podarował mu ukryty w skarpetce smartfon, którego użył w chwili, gdy oprawca oddalił się od niego. Korzystając z usługi Google namierzył swoją lokalizację i przesłał jej zdjęcie swojemu szefowi. W ciągu dwóch godzin został odnaleziony przez policję.
Porywacz, który przyznał się do szantażu, porwania, kradzieży, defraudacji pieniędzy z konta bankowego i posiadania narzędzia imitującego broń palną, został skazany na 8 lat więzienia. Spence wyraził skruchę i napisał list z przeprosinami do swojej ofiary.
Źródło: The Telegraph