
Libacje zamiast szkoleń, aplikacje, z których nikt nie korzysta, portale, które nikomu do niczego nie służą. Po bardzo wielu beneficjentach funduszy unijnych nie ma już śladu. Część z nich po prostu przegrała walkę na rynku. Ale wiele z nich było bezpardonowym skokiem na kasę. Zróbmy cokolwiek, Unia da nam na to środki.
Szkolenia
Kilka dni temu na portalu piekielni.pl użytkowniczka skara zamieściła niezwykle emocjonalny wpis o następującej treści.
skara / piekielni.pl
Osoby zajmujące się organizacją szkoleń przyznają, że bardzo często tak zwane szkolenia unijne były realizowane metodą minimalna jakość za minimalną cenę. Najważniejsze żeby zgadzały się papiery. Największymi beneficjentami wcale nie byli uczestnicy, ale właśnie firmy organizujące szkolenia. Choć teoretycznie na projektach unijnych nie można było wykazywać zysku, znakomicie działała kreatywna księgowość. Ważny był zysk, nie jakość. Unia płaciła za hotele, wyżywienie, a nawet wieczorne imprezy. Kiedy przykręcono kurek z pieniędzmi z EFS, firmy wyspecjalizowane w pozyskiwaniu środków zostały z niczym. Nie wypracowały przez ten czas żadnego know-how, które w tej branży jest podstawą.
Piotr, trener biznesu, szkolił w projektach unijnych
Innowacje Ale nie tylko w szkoleniach unijne środki wypływały szerokim strumieniem. Program Operacyjny Innowacyjna Gospodarka bardzo często wspierał projekty, które wcale nie były innowacyjne, a przede wszystkim nie przetrwały próby czasu. Wystarczy kilka kliknięć żeby na stronie http://www.mapadotacji.gov.pl/ odnaleźć beneficjentów, którzy dostali po kilkaset tysięcy złotych na stworzenie stron internetowych. Stron, dodajmy, które nie działają. A w najlepszym razie nie przynoszą żadnego przychodu. Mechanizm wyprowadzania pieniędzy był bardzo prosty – zarabiał zaprzyjaźniony informatyk, zaprzyjaźniony grafik, a zyskami dzielili się „pod stołem” ze zleceniodawcą. Sposobów było mnóstwo. Środki zostały przejedzone, a nie wytworzono wartości dodanej. Ale przez kilka lat dało się żyć z wdrażania nikomu niepotrzebnego serwisu.
Paweł Nowicki,
prezes BTM Innovations oraz koordynator Mazowieckiego Klastra Biotechmed, na antenie RDC
Orzech włoski Za fundusze z Unii Europejskiej posadzono tysiące hektarów ekologicznej uprawy orzecha włoskiego. Inwestorzy, bo niekoniecznie rolnicy, dostawali dotacje na taką hodowlę, a nie byli nawet zobowiązani do zbierania plonów. Największe plantacje miały po 300 hektarów, na każdy z nich roczna dopłata wynosiła 3000zł. Można tak było zarobić 900.000zł rocznie. Nie wnosząc do gospodarki żadnej wartości dodanej.
Oczywiście, jest mnóstwo dobrych projektów, mnóstwo uczciwych działań, ale na kombinatorstwie przejedliśmy jako Polska grube miliony złotych. Zamiast na innowacje – wydaliśmy je na bieżące potrzeby, na tworzenie niepotrzebnych rozwiązań, na nic nie wnoszące szkolenia, na uprawy, które gniły na polu.
