
Ma oko do mody. Nie poprzestaje jednak na kupowaniu stylowych ubrań i podziwianiu cudzych kreacji. Sama pragnie być kreatorem, który dba o niepowtarzalny i efektowny wygląd innych. O tym, jak realizuje to marzenie, czemu się nie poddaje i jak zamierza rozwinąć skrzydła w tej niewdzięcznej branży relacjonuje naszemu portalowi Marzena Mackiewicz.
REKLAMA
Proszę powiedz, jakiego rodzaju sztukę uprawiasz?
Jest to sztuka wykonywania robótek ręcznych. Od dawna wyszywam obrazy, serwety i poduszki. Aktualnie skupiam się na projektowaniu i wyszywaniu sukienek, w tym pasujących do nich torebek.
Skąd ten talent do tego typu rękodzieła?
Można powiedzieć, że to rodzinna tradycja ciągnąca się przez pokolenia w linii żeńskiej. Najpierw prababcia, potem babcia, no i wreszcie moja mama, której bacznie przyglądałem się, gdy pracowała nad tego rodzaju ozdobami. Pamiętam, jak w wieku 15 lat złapałam za igłę, chcąc jej zaimponować. W pamięci mam też swój pierwszy wyszyty obraz, na którym widniały kaczki pływające w stawie. Ciepłe wspomnienia wywołuje u mnie również wielkie serce, jakie zrobiłam, gdy miałam 17 lat.
W którym momencie uświadomiłaś sobie, że to jest właśnie to, w czym chciałabyś się spełniać?
Przez długi czas specjalizowałam się w wyszywaniu obrazów tzw. haftów krzyżykowych. Tak jak wielu dziennikarzy zaczyna od pisania tekstów do szuflady, tak ja latami zbierałam swoje prace, powiększając domową kolekcję. Pewnego dnia w zwiazku ze ślubem znajomych naszła mnie myśl, by zaprojektować sukienkę i pójść na przyjęcie we własnoręcznie wykonanej kreacji. Miała to być jednorazowa inicjatywa. Jedna z osób, która była tam obecna, zasugerowała, bym poszła w tym kierunku. A ponieważ była znawcą w tej dziedzinie, pomyślałam - czemu nie spróbować. Od tego czasu człowiek, który wyszedł z tą propozycją, jest moim nieoficjalnym menadżerem, który pomaga mi w promowaniu mojej twórczości.
Jak najbliższe otoczenie reagowało na Twoją twórczą pracę?
Pytasz o rodzinę? Mama - pokrewna dusza artystyczna - gdy za bardzo się w to angażowałam, mówiła: "daj sobie z tym spokój". Wiem jednak, że tylko tak żartowała i zawsze mogłam liczyć na jej wsparcie. Co do dalszych znajomych, to reakcje były różne, niektórzy podchodzili do tego z obojętnością, inni pytali, co jest w tym takiego nadzwyczajnego. Trzeba tu zaznaczyć, że takie opinie biorą się z niewiedzy. Przyzwyczajonym do masowej produkcji towarów ludziom wydaje się, że jest to bardzo prosta i szybka praca, a tak naprawdę jest ona bardzo mozolna i czasochłonna. Przykładowo, wyszycie haftu do jednej z sukienek zajęło mi 3 miesiące. W każdym razie liczy się dla mnie fakt, że eksperci potrafią to dostrzec.
Jeśli mnie pamięć nie zawodzi, studiowałaś na kierunku, który jest daleki od Twojego rzemiosła?
Tak, ukończyłam administrację publiczną. Nie uważam jednak, by było to przeszkodą. Zawód i pasja to dwie różne sprawy, nie muszą się wzajemnie wykluczać. Oczywiście idealna sytuacja to taka, gdy można połączyć jedno z drugim.
Potwierdzasz, jak wielu domorosłych artystów, że trudno zostać zauważonym w przesiąkniętym tanizną i komercją świecie?
Tak.
Więc dlaczego się nie zniechęcasz i dalej próbujesz?
Cóż, to moja pasja, a ona ma to do siebie, że nie rezygnuje się z niej, nawet gdy napotyka się po drodze liczne przeszkody. Moim natchnieniem dla tej pracy są przede wszystkim dzieci, z którymi zawsze miałam świetny kontakt. Przez długi czas zajmowałem się projektowaniem wzorów dla dorosłych, teraz zamierzam poświęcić się dziecięcym kreacjom. Widząc piękne sukienki noszone przez dziewczynki, mam ochotę sprawić, żeby wyglądały jeszcze lepiej. Wtedy przychodzą mi do głowy nowe koncepcje.
A skąd czerpiesz pomysły na wzory do swoich haftowanych sukienek?
Z czasopism branżowych. Z kolei przy wyszywaniu obrazów ważnym dla mnie źródłem inspiracji są zdjęcia rodzinne.
W jaki sposób promujesz swoje prace?
Wykorzystuję do tego media społecznościowe – Facebooka. Cały czas uczę się, jak najlepiej wykorzystać możliwości autopromocji, jakie daje ten serwis. W planach mam też założenie autorskiego bloga i zorganizowanie profesjonalnych sesji. Jest już kilka propozycji takich pokazów, ale wolę nie wdawać się w szczegóły, aby nie zapeszyć.
Jak zatem na dzień dzisiejszy wygląda ta działalność od strony komercyjnej?
Nie ukrywam, że odbiór moich prac na FBu jest pozytywny i spotykają się one z pewnym zainteresowaniem - zgłaszają się poszczególne osoby, które proszą o zaprojektowanie/wyszycie swoich sukienek. Jest to więc póki co działalność na zamówienie. Nie ukrywam, że chciałabym na tym regularnie zarabiać, ale nie jest to dla mnie najważniejsze.