
Mało kto odważy się powiedzieć swojemu szefowi, co o nim myśli. Skrytykowanie jego zachowania, nawet gdy mamy do tego solidne podstawy, też nie przechodzi z łatwością przez gardło – boimy się po prostu zemsty przełożonego, który zacznie traktować nas jak wroga, gdy ośmielimy się zwrócić mu uwagę. Obawiamy się również odmówić wykonania polecenia, bez względu na to, jak niemoralne by one nie było.
Kiedy szef wkracza do biura, wszyscy znajdujący się w środku zamierają. Bo on nie otwiera drzwi, tylko wysadza je kopniakiem. To jest chyba taka manifestacja: patrzcie, wasz władca właśnie przekroczył progi tego przybytku. A wy, drobny plebs, macie kłaniać się mu w nogi. (…) Następnym „krokiem” szefa jest krzyk z gabinetu: "Przyniesiecie mi, ku..., kawę, czy nie?