W tej chwili Polska ma całe 100 km rzek, które nadają się do transportu towarów.
W tej chwili Polska ma całe 100 km rzek, które nadają się do transportu towarów. Fot. Pixabay

Dwadzieścia gazoportów, albo dwanaście nitek warszawskiego metra, a może cztery lotniska centralne wraz z przyległą infrastrukturą? Do takich inwestycji da się porównać koszty stworzenia sieci dróg wodnych w Polsce – przedsięwzięcie, do którego szykują się ministerstwo gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej oraz ministerstwo środowiska. Branża przekonuje, że nie będą to pieniądze wyrzucone w błoto: potencjalne korzyści mogą sięgnąć nawet 300 mld złotych.

REKLAMA
Od trzech tygodni po sejmowych kuluarach krąży przygotowany przez oba resorty „Plan rozwoju śródlądowych dróg wodnych w Polsce na lata 2014-2020 z perspektywą do roku 2030”. Ten dokument nie pozostawia żadnych wątpliwości: rząd życzy sobie, żeby w najbliższych latach polskie rzeki, nomen omen, rozkwitły. Powodów ku temu nie brakuje.
logo
Nawet 300 mld złotych korzyści może przynieść rewitalizacja polskich rzek. Tyle, że najpierw należałoby wysupłać 70 mld zł. Fot. Pixabay

Cena

Eksperci z branży logistycznej nie ukrywają: przewóz towarów rzekami – żeby nie powiedzieć „spływ” - jest tani, np. średnio o 30 proc. tańszy niż w przypadku przewozów kolejowych. Jego jedynym minusem jest wydłużenie się czasu dostawy. Za to surowce z powodzeniem mogłyby być spławiane rzekami.

Środowisko

Transport rzeczny jest czystszy, wiąże się z mniejszą ilością zanieczyszczeń, pochłania mniej energii i wiąże się z niższą emisją hałasu.

Bezpieczeństwo

W porównaniu do natężenia ruchu na drogach, transport rzeczny wydaje się być niemal całkowicie bezkolizyjny.

Infrastruktura

Dostosowanie rzek na potrzeby transportu śródlądowego byłoby idealną okazją, żeby zabezpieczyć brzegi rzek przed wylewami, a przy okazji przygotować infrastrukturę turystyczną.

Gospodarka

Pojawienie się portów rzecznych, nowych firm transportowych oraz nowej – w polskich realiach – branży mogłyby ożywić koniunkturę, zwłaszcza w mniejszych miastach. Skorzystałyby małe i średnie przedsiębiorstwa, ożywiłby się rynek pracy.

Status prawny

Próba rozbudowy siatki autostrad czy kolei oznacza konieczność uporządkowania prawnego statusu gruntów, przez które będzie przebiegać nowa trasa. W przypadku rzek takich problemów nie będzie.

Unia Europejska

Zgodnie z białą księgą UE dotyczącą transportu, do 2030 roku państwa członkowskie powinny zapewnić, by 30 proc. transportu w danym kraju odbywało się innymi sposobami niż transport drogowy – a więc koleją lub transportem rzecznym. Do 2050 r. ta proporcja ma wzrosnąć do 50 proc. Polska przyjęła to zobowiązanie.
logo
Transport śródlądowy jest 30 proc. tańszy od kolejowego. Nie pytajcie, o ile jest czystszy od drogowego! Fot. Pixabay
Po liście atutów i pobożnych życzeń przychodzi czas na konfrontację z realiami. Dziś łączna długość odcinków rzek zdatnych do żeglugi towarowej to 100 km – czyli dystans między Warszawą a Radomiem. Rzekami spławia się 0,4 proc. wszystkich transportowanych w Polsce towarów – na Zachodzie jest to przeciętnie około 10 proc., w Holandii – prawda, pociętej kanałami wzdłuż i wszerz – 30 proc.
Kolejnym problemem są pieniądze. Zgodnie z niedawnym wystąpieniem wiceministra środowiska Mariusza Gajdy, na sfinansowanie projektu wodnych autostrad potrzeba byłoby 70 mld złotych. Z tego jedynie 1 miliard da się pozyskać ze środków europejskich. Skąd miałoby pochodzić pozostałe 69 miliardów? Na to pytanie nikt już nie potrafi odpowiedzieć. Zresztą nawet kwota 70 mld zł jest dyskusyjna: podczas niedawnej konferencji „Transport Week” w Sopocie koszty całego procesu rewitalizacji rzek oszacowano na 100 mld złotych. Sam kanał Wisła-Bug kosztowałby w przybliżeniu 40 mld zł, restrukturyzacja Wisły – niewiele mniej, 36,5 mld zł.
Tyle że potencjalne zyski byłyby dwu- albo i trzykrotnie wyższe. Eksperci szacują je na 216-300 mld zł. – Jedna złotówka włożona w zagospodarowanie Dolnej Wisły, od Warszawy do Bałtyku, przyniosłaby 6 zł korzyści. I to w trakcie budowy – podkreśla prof. Krystyna Wojewódzka-Król z Uniwersytetu Gdańskiego.
Tylko decydenci nie wiedzą dokładnie, co z tym fantem zrobić. – Co my możemy zrobić przez cztery lata... Zobaczymy. To, co się uda, to zrobimy – wyznał z rozbrajającą szczerością wiceminister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej, Paweł Brzezicki, na jednym z branżowych spotkań. Ale póki co, pogadać zawsze sobie można.

Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl