
Klientów Lidla spotkała w ten weekend dość szokująca niespodzianka. W niektórych sklepach sieci aktywiści doczepiali do kiści bananów małe notki oraz liściki. Opisywały one moralnie wątpliwe praktyki, których firma miałaby dopuszczać się w stosunku do swoich dostawców owoców.
„Podczas gdy zarobki na plantacjach ledwie wystarczają na życie, pensje i zyski wyższej kadry zarządzającej, a przede wszystkim właściciela grupy Lidl, są olbrzymie: kwotę, którą pracownik plantacji w Ekwadorze zarabia przez rok, Dieter Schwarz [właściciel grupy Schwarz, do której należy między innymi Lidl i Kaufland] inkasuje w 68 sekund” - takie informacje można było przeczytać w dyskontach sieci w Krakowie, Warszawie i Radomiu.
O happeningu redakcja INN:Poland została poinformowana przez Fundację Kupuj Odpowiedzialnie. W wiadomości przytoczono również inny komunikat, na który natrafili niczego niespodziewający się klienci. Jego treść brzmiała: „W Ekwadorze z roku na rok wzrasta liczba dzieci, które rodzą się z poważnymi niepełnosprawnościami w wyniku wzrastającego użycia pestycydów na plantacjach.” Zarzuty aktywistów są zatem poważne – nie chodzi tylko o kwestię nierówności płacowych, ale i zagrożenia zdrowia.

Fundacja Kupuj Odpowiedzialnie prowadzi również petycję, w której nawołuje m.in. do płacenia adekwatnych stawek dostawcom owoców tropikalnych oraz zapewnienie pracownikom prac związkowych przez włodarzy sieci. Na chwilę obecną pod listem podpisało się prawie 70 tysięcy internautów. Jego pełną treść można znaleźć tutaj.
Poprosiliśmy biuro prasowe polskiej filii sieci Lidl o skomentowanie tej sytuacji. W momencie powstawania artykułu redakcja INN:Poland nie otrzymała żadnej odpowiedzi.
Aktualizacja: Otrzymaliśmy oficjalne stanowisko Lidla. Pełną treść można znaleźć poniżej:
