
Zwolniony przez warszawską Kuchnię Otwartą pracownik postanowił zemścić się, obniżając oceny restauracji za pomocą fikcyjnych kont. Facebookowe profile, które miałby być narzędziem szybkiej weryfikacji jakości, coraz częściej stają się narzędziem, za którego pomocą niezadowoleni klienci, starają się zniszczyć dobrze prosperujące biznesy.
REKLAMA
– Zwolniony przez nas pracownik (za notoryczne niepojawianie się w pracy i brak umiejętność współpracy), któremu BARDZO pomogliśmy finansowo (restauracja pożyczyła mu pieniądze, żeby mógł rozpocząć nowe życie w Warszawie), wytoczył przeciwko nam działa... internetowe. (…) On i jego żona tworzą więc fałszywe konta i piszą negatywne, nieprawdziwe rzeczy na temat nasz i naszych restauracji – pisze na swoim facebookowym fanpage'u Kuchnia Otwarta.
Restauracja w ramach reakcji postanowiła zablokować możliwość dodawania recenzji i zgłosiła całą sprawę Facebookowi. Znając historię, była to być może jedyna właściwa postawa. W ostatnie wakacje przez brak natychmiastowej reakcji, w ogromne kłopoty popadł bowiem nadmorski bar „Gruby de Lux”.
„Gazeta Wyborcza” opisywała, że knajpa z Dębek została zbombardowana skrajnie negatywnymi komentarzami na temat jakości oferowanego przez nią jedzenia i obsługi. W ciągu dwóch dni na profilu „Grubego de Lux” pojawiło się około 150 opinii z jedną gwiazdką, a oceny w stylu: „psu bym nie dał”, wcale nie należały do najmocniejszych.
Okazało się, że zmasowana akcja jest odwetem miejscowego radnego, który poczuł się źle obsłużony i zaczął namawiać do solidarnego hejtowania lokalu. Apel odniósł skutek. Na koniec drugiego dnia średnia ocena knajpy spadła do poziomu poniżej dwóch gwiazdek. A nie każdy potencjalny klient natknął się przecież na publikację, która wyjaśniała przyczyny tak niskiej oceny.
Na potężną dawkę nienawistnych komentarzy natknął się również swego czasu Tygodnik Powszechny. Zasłużona gazeta podpadła środowiskom nacjonalistycznym przez okładkę, która sugerowała, że narodowcy kradną Polakom patriotyzm i państwowe symbole. Redaktorzy TP wybrnęli jednak z podbramkowej sytuacji w bardzo zręczny sposób.
– W ostatnich 3-4 godzinach dziesiątki albo i setki osób wystawiają nam najniższą ocenę w pozycji Recenzje na stronie profilowej. Podejrzewamy, że żadna z tych osób nie robi tego na podstawie lektury pisma – zakomunikowała redakcja, a post udostępniło ponad 14 tys. ludzi. Dzięki ,mobilizacji stałych czytelników, którzy zaczęli namawiać do wystawiania jak najwyższych ocen, Tygodnik ostatecznie w żaden sposób nie odczuł ataku na swój facebookowy rating, jaki przeprowadzili wcześniej narodowcy.
Zjawisko internetowego hejtowania firmowych profili jest stosunkowo świeże. Kolejne przykłady działań dostarczają nam jednak wiedzy, jakie metody działania są takich przypadkach najskuteczniejsze. Miejmy nadzieję, że już za niedługo jeden sfrustrowany klient lub były pracownik, nie będą w stanie podważyć opinii, na jaką marki pracują całymi latami.
Napisz do autora: adam.sienko@innpoland.pl
