Składy Dart i lokomotywy Gama na razie wypadają gorzej od swoich odpowiedników sprzed dwóch czy trzech dekad.
Składy Dart i lokomotywy Gama na razie wypadają gorzej od swoich odpowiedników sprzed dwóch czy trzech dekad. Fot. Tomasz Rytych / Agencja Gazeta

Słowem-kluczem jest tutaj „wskaźnik dostępności”. Innymi słowy, niezawodność. Okazuje się, że jeżeli wagony Dart wypadają jeszcze jako-tako – ich wskaźnik dostępności sięga poziomu 89 proc., to już lokomotywy Gama wypadają bardzo kiepsko: w ich przypadku niezawodność sytuuje się na poziomie 58 proc. Znaczy, słabiutko.

REKLAMA
Kolejarze robią dobra minę do złej gry. - Darty są pociągami nowej generacji, a osiągają wskaźniki dostępności niższe niż pojazdy dwudziesto-, a nawet trzydziestoletnie – komentował Ignacy Góra, p.o. prezesa Urzędu Transportu Kolejowego. - Tak być nie powinno, ale jestem przekonany, że kiedy przejdą tzw. choroby wieku dziecięcego, ich niezawodność zdecydowanie się poprawi. Każdy nowy tabor po wdrożeniu do eksploatacji ma okres zwiększonej usterkowości. Docelowo musi jednak gwarantować bezawaryjną pracę – ucinał.
Cóż, Pesa przygotowywała nowy tabor w szybkim tempie. Same testy nowych rozwiązań powinny trwać około dwóch lat – tak, by można było bez większej presji usuwać usterki i potwierdzić poprawność przyjętych rozwiązań technicznych i konstrukcyjnych. O ironio, lokomotywy mają wręcz tylko tymczasowe dopuszczenie do eksploatacji – bieżące wygasa już w lutym. Bezterminowe wymagałoby rekomendacji przewoźnika. Tego samego, który teraz musi regularnie podstawiać autobusy dla pasażerów, gdy kolejna Gama odmawia współpracy.

Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl