Profesor Iwo Białynicki-Birula
Profesor Iwo Białynicki-Birula Magdalena Wiśniewska-Krasinska/ Fundacja na rzecz Nauki Polskiej

Znany fizyk z Polskiej Akademii Nauk zasłynął kontrowersyjną wypowiedzią podczas spotkania, które kończyło konferencję naukową, poświęconą problematyce fal grawitacyjnych, w obecności prezydenta Andrzeja Dudy i m.in. Jarosława Gowina. – Mamy próby zastąpienia praw aerodynamiki argumentami opartymi na parówkach i puszkach z coca-colą – dowodził. Zapytaliśmy profesora, co konkretnie miał na myśli.

REKLAMA
– Wpływu polityki na naukę nie da się wyeliminować, ponieważ nauka musi działać w formalnych ramach państwa i mieć środki na tę działalność. Chodzi mi o to, i moja wypowiedź tego dotyczyła, żeby nie dopuścić do tego, żeby ignoranci mieli decydujący głos w sprawach, które są wyłączną domeną nauki. Uważam, że nie dzieje się to na dużą skalę, ale są pewne elementy, które należy piętnować – mówi w rozmowie z INN:Poland prof. Iwo Białynicki-Birula.
– Podałem tylko przykładów, nie robiłem żadnej systematycznej analizy tego, co się dzieje w różnych działach nauki. Nie mam na ten temat pełnych informacji, ale z zewnętrznego oglądu widzę, że w wielu przypadkach jest źle. Przytoczony przeze mnie przypadek byłby humorystyczny, gdyby nie chodziło o sytuację tragiczną. Ale sprawa katastrofy smoleńskiej dobrze pokazuje, jak wykorzystuje się ignorantów do tego, żeby próbowali ustalać kierunki badań - w tym przypadku badań przyczyny tej katastrofy – tłumaczy nam prof. Białynicki-Birula.
– Nie mam dostępu do osób tworzących ten parlamentarny zespół ds. wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej, ale jestem przekonany, że prawie żadna z tych osób nie ma pojęcia, co to są prawa aerodynamiki, na jakiej zasadzie samolot leci i dlaczego spada. Do tego potrzebna jest prawdziwa wiedza. Aerodynamika to jest dobrze ugruntowana dziedzina. Jest na ten temat sporo informacji, które nie zostały przez ten zespół w ogóle wykorzystane, ponieważ są to ludzie, którzy nie mają pojęcia jak wyglądają na przykład równania aerodynamiki, co to jest liczba Reynoldsa i ścieżka Karmana – dodaje znany fizyk.
Pytamy profesora w jaki sposób można politycznie sterować nauką? Chodzi o wydawanie poleceń, sterowanie funduszami?
– To jest bardzo złożony problem. Nikt nie znalazł na to bardzo dobrej recepty. Można porównywać systemy, które na świecie funkcjonują i sprawdzać jak one rzeczywiście działają - czy pomagają nauce, czy jej przeszkadzają. Tutaj możemy znaleźć nawet anegdotyczne sytuacje, na przykład ze Związku Radzieckiego. W odróżnieniu od tego, co wspomniałem o hitleryzmie, to akurat w Związku Radzieckim towarzysze byli bardziej rozumni niż Hitler i wykorzystywali naukę w pełni. Ale tam też tam też były dziwne tendencje, miały swoją kulminację w przypadku Trofima Łysenki, któremu udało się zdemolować rolnictwo do tego stopnia, że kraj ten do dziś jest zmuszony do importowania bardzo dużej części żywności. A rolnictwo o okresie carskiej Rosji stało na bardzo wysokim poziomie – mówi profesor.
Dodaje, że problem dotyczył też dziedzin nauki, które teoretycznie powinny być wolne od jakiejkolwiek ideologii – czyli m.in. fizyki.
– Towarzysze radzieccy próbowali też upolitycznić fizykę. Nie wprowadzali ideologii i podziału na "żydowską" i "niemiecką" - jak to się działo w Niemczech, ale na marksistowską i niemarksistowską. Materialistyczną w opozycji od idealistycznej. Kto temu zapobiegł? Ławrientij Pawłowicz Beria, który kazał im się uspokoić, bo wiedział, że bez fizyki nie można utrzymać choćby przemysłu zbrojeniowego, w szczególności zaś broni jądrowej. Niektórzy fizycy radzieccy - wybitni zresztą - zostali nawet przymuszeni, ale część robiła to ze względów patriotycznych. W końcu zbudowali tę bombę Stalinowi. Ale tu nie było żadnego wpływu ideologii - przeciwstawiam to Niemcom hitlerowskim - na rozwój badań – twierdzi Białynicki-Birula.
Jego zdaniem trudne jest uniknięcie wpływu ideologii i polityki na naukę. Najlepszą metodą jest przestudiowanie istniejących wzorców - na przykład amerykańskiego. Profesor zwraca też uwagę na inną kwestię.
– Wydaje mi się, że istotą problemu jest to, że naciski polityczne są związane z ideologicznymi. Z punktu widzenia ideologii może się okazać, że nauka nie daje takich odpowiedzi, jakie są zawarte w podstawach tej ideologii. Konflikty mamy na przykład w przypadku nauk medycznych, zresztą tam sytuacja - jak sam przyznaję - jest dość trudna. Bo jest coś takiego jak etyka, która też musi jakąś rolę spełniać. Jeśli te elementy "etyczne" czy ideologiczne wprowadza sam świat medyczny, to jeszcze pół biedy. Gorzej jeśli robią to politycy, którzy pojęcia nie mają pojęcia o różnych delikatnych mechanizmach, które muszą być brane pod uwagę w medycynie. Wkraczają z brudnymi butami na salę operacyjną – podsumowuje prof. Birula.
- Trudno mi powiedzieć, na ile polityka jest kształtowana przez ideologię, a na ile ideologia jest wykorzystywana przez polityków. To są problemy powiązane. Ale ja bym tego nie oddzielał, bo ideologia wprowadzana jest przez polityków. A oni mają głos decydujący - mogą przecież przegłosować ustawę – mówi fizyk.
Postanowiliśmy zapytać przedstawicieli świata naukowego o to, czy wpływ polityki na naukę rzeczywiście jest odczuwalny, czy utrudnia im pracę. Okazało się to trudne – kilka bardzo poważnych osób odmówiło wypowiadania się na tematy polityczne.
– Wolałbym tego nie komentować, założyłbym pętlę na własną szyję. Nie boję się, ale jestem pragmatykiem. To, co powiedział pan profesor, to bardzo ważne memento – mówi nam były rektor jednej z najlepszych polskich uczelni publicznych.

Napisz do autora: konrad.baginski@innpoland.pl