Polak potrafi. Firma z Bielska-Białej zarabia na niesamowitych fajerwerkach nawet 50 tys. zł na minutę

Ryszard Suzdalewicz, szef jednej z najlepszych polskich firm organizujacej pokazy pirotechniczne
Ryszard Suzdalewicz, szef jednej z najlepszych polskich firm organizujacej pokazy pirotechniczne Surex
Dali prawie 1200 pokazów ogni sztucznych na całym świecie. Obejrzało je 7,5 miliona ludzi. Światowy potentat? Z jednej strony tak. A z drugiej – rodzinna firma z Bielska-Białej. Możecie obejrzeć ich pokazy już w Sylwestra, m.in. w Szczecinie, Łodzi, Chorzowie czy w Zakopanem.


Ryszard Suzdalewicz założył swoją firmę od razu po przełomie w 1989 roku, kiedy sytuacja gospodarcza w Polsce zmieniała się z dnia na dzień. A o fajerwerkach mało kto myślał.

– Racja – kiedy zaczynaliśmy, to pokazami pirotechnicznymi zajmowało się praktycznie tylko wojsko. Jedynie oni mieli dostęp do materiałów wybuchowych i w zasadzie nikt inny nie mógł tego zrobić. Zresztą same fajerwerki były wtedy w Polsce stosunkowo mało popularne. Po 1989 roku granice na świat zostały otwarte, mogliśmy wyjeżdżać i patrzeć na to, co się dzieje gdzie indziej. Stąd wzięło się moje zainteresowanie – zacząłem od importu i sprzedaży fajerwerków. Braliśmy je głównie z Niemiec – mówi w rozmowie z INN:Poland Ryszard Suzdalewicz.


Od tamtej pory jego firma przeszła długą drogę, stając się jednym z najlepszych w Polsce i Europie przedsiębiorstw zajmujących się profesjonalną oprawą pirotechniczną różnych imprez.

– Firm, które mogą pokazać widowisko na światowym poziomie jest w Polsce kilka, w Europie - kilkadziesiąt. My jesteśmy jedną z nich – opowiada pan Ryszard. Od handlu do projektowania artystycznych widowisk jest jednak daleka droga.

– Pokazy zaczęliśmy robić ok. 20 lat temu. Pewnego razu pojechałem do Włoch na zaproszenie jednego z tamtejszych producentów sztucznych ogni. Obchodzili właśnie stulecie istnienia firmy. Jak zobaczyłem ich pokaz, pomyślałem, że w ogóle zrezygnuję z fajerwerków. Wydawało mi się, że taki poziom, jaki oni prezentują, jest niemożliwy do osiągnięcia. 20 lat temu koszty związane z zakupem elektroniki, która sterowała tymi pokazami były dla nas całkowicie zaporowe. Ja z wykształcenia jestem energetykiem i pierwsze urządzenie, które odpalało fajerwerki, żeby można było je bezpiecznie, z daleka wystrzeliwać, zrobiłem sam. Przyciski wciskało się palcem, wszystko szło po kablu, nie drogą radiową. Dziś fajerwerki można odpalać co jedną setną sekundy - palcem nie da się tak szybko przyciskać guziczków – śmieje się Suzdalewicz.

Sami zobaczcie, co potrafi Surex:

– W ogóle kiedyś to rakiety odpalało się i od papierosa. Dziś to już jest nawet niemożliwe do wykonania. W moim przypadku swoje zrobiły kolejne podróże do Włoch i Hiszpanii. Tam od dziesięcioleci działają rodzinne firmy zajmujące się pokazami sztucznych ogni. Udało mi się przenieść ten model na polski rynek i dziś również mamy firmę w pełni rodzinną. To wielki sukces, szczególnie biorąc pod uwagę, że wystartowaliśmy 25 lat temu i ciągle się rozwijamy – podkreśla pan Ryszard. Razem z nim pracuje spora część rodziny - między innymi syn, synowa, córka, zięć, bratanek, siostrzeniec. – Do tej rodziny trzeba też zaliczyć innych pracowników, kilkoro z nich pracuje ze mną już prawie 30 lat – podkreśla pan Ryszard.
Wśród wielu Polaków panuje przekonanie, że detaliczny rynek fajerwerków to tylko dostępna w supermarketach czy bazarach „chińszczyzna”.


– Tak jest, ale nie do końca. Rynek detaliczny jest opanowany przez chińskie firmy, ale dystrybutorzy wyselekcjonowali grupę tych, których produkty są bardzo dobrej jakości. Zresztą nasze wejście do Unii Europejskiej i certyfikacja tych produktów doprowadziły do tego, że one muszą spełniać wyśrubowane normy, być bezpieczne i zgodne z opisem. Dziś już nie handluje się pirotechniką na bazarach. Kiedyś można było tam znaleźć nawet rosyjskie petardy wojskowe, które urywały ręce. Tego już na szczęście nie ma, rynek jest unormowany, szarej strefy w tej branży nie ma prawie w ogóle. Jeżeli tylko użytkownik stosuje się do instrukcji, są to produkty naprawdę bezpieczne – twierdzi nasz rozmówca.

Faktycznie jednak w Polsce nie wytwarza się sztucznych ogni. Można by to robić, ale albo przy zachowaniu bardzo niskich cen, albo bardzo wysokiej jakości. W pierwszym przypadku przegramy z producentami z Dalekiego Wschodu, w drugim – z firmami z Włoch czy Hiszpanii, działającymi od wielu dekad i mających odpowiednie know-how.

– W Polsce nie ma poważnego producenta, który robiłby fajerwerki czy sztuczne ognie - używając fachowej terminologii. Jest to bardzo specyficzna produkcja, związana bezpośrednio z materiałami wybuchowymi. Cała branża – jeśli chodzi o produkty - opiera się na imporcie, wyszukiwaniu naprawdę dobrych producentów. Jeżeli chodzi o mnie, to mam luksus wybierania absolutnie najlepszych partnerów, takich rodzynków. Mi chodzi tylko o to, żeby ognie jak najlepiej prezentowały się na niebie. Żeby efekt i jego charakterystyka były odrębne od wszystkich innych, które są dostępne wszędzie na świecie – mówi Ryszard Suzdalewicz.

Jak zrobić dobry pokaz?
- Pomysłów na fajerwerki, ich rodzajów są tysiące. Jedna firma czy importer nie jest w stanie zaopatrzyć się w to wszystko. My w ofercie mamy ponad tysiąc efektów, by od ręki można było wykorzystać je w pokazach. W pewnym sensie jesteśmy artystami. Trzeba dobrać odpowiednie tło muzyczne. Jeśli ja siądę przy jednym biurku do stworzenia scenariusza pokazu pirotechnicznego pod konkretne tło muzyczne, a przy drugim i trzecim biurku to samo zrobią mój siostrzeniec czy bratanek mojej żony, którzy również się tym zajmują, to każdy z nas wykona całkiem inną kompozycję tego pokazu i napisze całkowicie inny scenariusz – opowiada.
Przynajmniej raz do roku lata z synem do Chin, by tam, bezpośrednio u producentów kupować tzw. efekty, które spełniają ich oczekiwania i będą mogły wzbogacić pokazy Sureksu. – Przywozimy je do kraju i później z tych efektów komponuje się całe widowisko pirotechniczne. Reszta to już wyłącznie nasza inwencja i odpowiednio skomponowana reżyseria pokazu. Każdy dobiera sobie komponenty tylko i wyłącznie według własnego pomysłu. Kompozytor tworzy muzykę z nut, my gramy fajerwerkami – opowiada szef firmy.

Na pytanie, ile kosztuje średni lub nieduży pokaz, nie odpowiada wprost. – To ja pytam: czy chce pan mieć wyrzucone w niebo ładunki jednocalowe? Dwu-, pięciocalowe? Czy ma być skromnie czy życzy pan sobie bardzo efektownego pokazu? W ciągu jednej minuty można wystrzelić w powietrze dwa tysiące złotych, ale można też w zasadzie nieograniczoną kwotę. Bo w ciągu tej samej minuty i przy tym samym tle muzycznym można bez problemu wydać 30, 40 czy 50 tysięcy złotych, czyli równowartość samochodu. Wszystko zależy od tego, czego sobie klient życzy – podkreśla Suzdalewicz.

Surex organizuje w Polsce kilkadziesiąt pokazów rocznie, od weselnych poczynając, do naprawdę dużych widowisk miejskich czy dla firm. – Jesteśmy też często zapraszani na zagraniczne festiwale i konkursy pirotechniczne. Oznacza to, że nasze widowiska pirotechniczne z tłem muzycznym są akceptowane i podobają się na świecie. Naszą największą reklamą jest to, co jurorzy w tego typu konkursach zobaczą. Przekazują to potem dalej, mówiąc, że taką firmę z Polski można zaprosić, bo robi to całkiem nieźle – mówi nam pan Ryszard.
Jeśli chcecie zobaczyć jak jego pokazy wyglądają na żywo, najbliższą okazję będziecie mieli w Sylwestra.

– Tego dnia robimy nawet kilka pokazów. Już od kilku lat mamy wyszkolonych techników, kilkanaście zatrudnionych osób, jesteśmy więc w stanie zrobić widowiska czy pokazy w różnych miastach naraz. W tego Sylwestra największe nasze pokazy odbędą się w Szczecinie, Łodzi, Chorzowie czy w Zakopanem – ale w tym ostatnim mieście na zlecenie prywatnego podmiotu, chodzi o hotel. Tam nie może być zbyt hucznie, w końcu jest to bezpośrednie sąsiedztwo parku narodowego – zaprasza Suzdalewicz.

Napisz do autora: konrad.baginski@innpoland.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...