Radny Filip Pelc i wieża antysmogowa
Radny Filip Pelc i wieża antysmogowa Facebook / studioroosegaarde.net

Radny Białołęki Filip Pelc zgłosił do budżetu partycypacyjnego Warszawy jeden z najbardziej oryginalnych pomysłów – wieżę zjadającą smog. – To nie jest mój autorski pomysł, idea pochodzi z Holandii. Taka wieża, zbudowana przez holenderskiego projektanta i artystę, stoi w Rotterdamie. Ma 7 metrów wysokości. To jest taki trochę odkurzacz, gigantyczny jonizator powietrza. Wciąga brudne powietrze, filtruje je i wypuszcza – już w lepszej jakości – mówi w rozmowie z INN:Poland radny Pelc.

REKLAMA
– Już nie możemy udawać, że smog to jest problem teoretyczny, jak uważa choćby minister Radziwiłł. Mieszkańcy coraz lepiej zdają sobie z tego sprawę, ze problem jest słabo widzialny, ale odczuwalny, skoro nawet 50 000 ludzi w Polsce umiera przedwcześnie – dodaje.
Autorem pomysłu wieży jest Daan Roosegaarde, który zaprojektował np. fluorescencyjne pasy na autostradzie czy świecącą ścieżkę rowerową (ale nie tę pod Lidzbarkiem Warmińskim).
Filip Pelc, radny warszawskiej Białołęki
Filip Pelc, radny warszawskiej Białołęki Facebook
– Mówi się, że Białołęka to zielone płuca Warszawy, ale nawet tu mamy problem ze smogiem. W ostatnich dniach było widać nad ulicami jego gęstą powłokę. Uznałem, że w końcu trzeba zacząć coś z tym robić. Oczywiście postawienie wieży antysmogowej nie rozwiąże problemu smogu w Warszawie i na Białołęce. Jest krokiem doraźnym, ale może zadziałać na kilka sposobów. Po pierwsze zwiększy świadomość mieszkańców, po drugie – może choć trochę polepszy jakość powietrza. Jeśli to rozwiązanie okaże się skuteczne, to będzie można myśleć o tym, żeby podobne wieże postawić w większej liczbie lokalizacji – twierdzi Filip Pelc.
Tłumaczy, że problem smogu w jego dzielnicy jest poważny.
– Mamy bardzo ruchliwą ulicę Modlińską, która przecina dzielnicę oraz szybko rozbudowujące się osiedla. Do tego dochodzi spora ilość małej zabudowy – przyczyną zanieczyszczeń jest palenie w piecach śmieciami czy nienajlepszej jakości węglem. I to nie tylko na Białołęce, ale i w gminach ościennych, Legionowa czy Jabłonny. Tam też ten problem istnieje i dociera do nas – mówi radny.
Holenderska wieża kosztowała ok. 50 tys. euro, radny zawnioskował więc o kwotę 250 tys. zł w budżecie partycypacyjnym.
– Uznałem, że warto w tym celu wykorzystać budżet partycypacyjny, żeby mieszkańcy mogli się wypowiedzieć, czy są za tym, żeby taka wieża stanęła. Ale jeżeli z różnych przyczyn ten projekt nie przejdzie, to być może będę namawiał zarząd dzielnicy do podobnej inwestycji. Chociaż mam sporą nadzieję, że wniosek w budżecie partycypacyjnym przejdzie – odzew mieszkańców jest bardzo pozytywny i naprawdę wiele osób go popiera – zapewnia radny Pelc.
Chciałby, aby wieża stanęła przed ratuszem Białołęki, na skrzyżowaniu ulicy Modlińskiej i Światowida. Według niego byłby to pewien symbol. – Ale podejrzewam też, że to może być jedno z najbardziej zanieczyszczonych miejsc w dzielnicy z powodu sąsiedztwa z ruchliwą Modlińską. Nie wiem na pewno, bo na Białołęce nie mamy obecnie stacji pomiarowej zanieczyszczeń powietrza. Kiedyś była jedna, na ulicy Porajów. Obecnie składam interpelację w sprawie jej przywrócenia – mówi nam Pelc. Zapewnia też, że w związku z rosnącym zainteresowaniem wieżą, szybko skontaktuje się z jej projektantem, by ustalić jak zbudować identyczną na Białołęce.
Antysmogowa wieża Daana Roosegaarde jest też projektem po trochu artystycznym. Zebrany smog prasuje i wypluwa jako niewielkie kamyczki, z których można wytwarzać biżuterię. Radny Pelc nie zamierza na niej zarabiać.
– Idea budżetu partycypacyjnego jest inna, nie ma tu mowy o projektach komercyjnych. Ale jeśli władze nie miałyby nic przeciwko, to można taką biżuterię rozdawać mieszkańcom, robić z tych kamieni jakieś okolicznościowe medale. Nie skupiałem się nad tym, bo nie to było moją ideą. Ale jeśli będzie znajdziemy jakąś furtkę, to czemu nie? – zastanawia się Filip Pelc.

Napisz do autora: konrad.baginski@innpoland.pl