
Fuzja Orlenu z Lotosem to pomysł, dzięki któremu w połączonej firmie wzrósłby udział procentowy Skarbu Państwa i zabezpieczył tę pierwszą firmę przed wrogim przejęciem – mówi minister Henryk Kowalczyk. Nie wiadomo jednak przed kim chce bronić Orlenu.
REKLAMA
Minister Kowalczyk podkreśla, że zespolenie Orlenu i Lotosu w jedną spółkę zwiększyłoby udział Skarbu Państwa w strukturze akcjonariatu takiego paliwowego megakoncernu. Dzięki takiej fuzji Orlen byłby również zabezpieczony przed „wrogim przejęciem”. Minister nie mówi jednak o tym, kto mógłby się o to pokusić.
Dziś Skarb Państwa ma 53 proc. akcji Lotosu, wartych ok. 4,6 mld zł. W Orlenie ten odsetek jest mniejszy i sięga 27 proc. Ale akcje Orlenu mają też PERN oraz fundusze należące do państwowych instytucji finansowych (PKO BP, PZU i Pekao SA). De facto udział państwa w akcjonariacie Orlenu to ok. 48 procent. Na dodatek statut firmy jest tak skonstruowany, że jakiekolwiek wrogie przejęcie jest praktycznie niemożliwe.
Pomysły na połączenie dwóch de facto państwowych koncernów paliwowych nie są nowe - pojawiają się już od kilkunastu lat. I od lat stają im na przeszkodzie dwie sprawy. Pierwszą jest zgoda Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Połączenie Orlenu i Lotosu dałoby im łącznie od 80 do 90 proc. hurtowego rynku paliw i trudno sobie wyobrazić, by Urząd mógł się na to zgodzić.
Drugim problemem są protesty trójmiejskich samorządowców – Lotos to jeden z największych pracodawców i podatników w regionie.
Źródło: Gazeta.pl
Napisz do autora: konrad.baginski@innpoland.pl
