Właściciel firmy spedycyjnej z Gryfina dalej odczuwa skutki tragedii.
Właściciel firmy spedycyjnej z Gryfina dalej odczuwa skutki tragedii. Twitter / The Sun

Chociaż od tragicznego w skutkach zamachu w Berlinie minęły dwa miesiące, właściciel firmy spedycyjnej ma przed sobą poważne problemy. Ariel Żuławski, do którego należała ciężarówką, przy pomocy której dokonano ataku, stanął przed realną groźbą bankructwa.

REKLAMA
Ciężarówka, którą prowadził polski kierowca, została uprowadzona i posłużyła jako środek do przeprowadzenia ataku terrorystycznego. Łukasz Urban, kierujący pojazdem, zginął, zabity przez zamachowca. Od tamtego czasu zarówno tir, jak i naczepa są dowodami w śledztwie, prowadzonym przez niemiecką policję. Stoją na parkingu w Berlinie.
Cytowany przez Polsat News Żurawski przyznał, że jego sytuacja finansowa jest niepewna. Problemem jest fakt, że niemiecka policja nie zabezpieczyła towaru, który znajdował się na naczepie. Przez cały czas trwania śledztwa wystawiony był na zmienne czynniki pogodowe. W efekcie 25 ton metalowych elementów, który miały zostać dostarczone do odbiorcy, zardzewiało.
Żurawski jest załamany. Jego ubezpieczenie nie obejmuje bowiem aktów terroru. Grozi mu wysoka kara finansowa za dostarczenie zardzewiałej przesyłki. Dalej nie ma również zgody na wydanie ciężarówki. A ta jest obciążona leasingiem. Firma, która udzieliła mu kredytu, zawiesiła spłatę rat na trzy miesiące, jednak dalej pozostało mu 27 płatności po 10 tysięcy zł każda.
Żurawski sam nie wie, jak sytuacja się rozwinie. Przyznaje, że czuje się opuszczony przez instytucje państwowe. Polskie urzędy czy prokuratura nie skontaktowały się z nim, podkreśla. – Każdy chciał się pokazać, być fajny i poklepać po ramieniu – konkluduje gorzko.
Źródło: Polsat News

Napisz do autora: grzegorz.burtan@innpoland.pl