Nigeryjczycy śpią w polskich domach, a polskie firmy śnią “African dream”. Strach przed nieznanym wynagradzają zyski

Plac Tinubu w Lagos, stolicy Nigerii
Plac Tinubu w Lagos, stolicy Nigerii Fot. Wikipedia / Jeremy Weate
- W nowoczesnym, globalnym świecie to nie odległość decyduje o bliskości - takim stwierdzeniem Jan Kulczyk zamykał usta niedowiarkom, którzy jego inwestycje w Afryce kwitowali jednoznacznym uśmiechem - politowania. Kilka lat później, powody do śmiechu miał polski miliarder oraz ci, którzy zaufali jego instynktom. Odrzucenie stereotypów pod tytułem “Afryka dzika” kosztuje sporo odwagi, ale stopa zwrotu z takiej inwestycji jest, jak się okazuje, bajeczna.


- W Polsce deweloper zarabia 30 proc. i bardzo się z tego cieszy. W Nigerii minimalnie 100 proc.- twierdzi Paweł Włodarczyk, prezes firmy Polhouse, który właśnie w tym kraju buduje osiedla domków jednorodzinnych - z polskich materiałów, polskimi rękami i, jak zapewnia Włodarczyk - w podobnym do polskiego standardzie. Okazało się, że to właśnie jakość wykonania, czyli coś, do czego zgodnie z kolejnym stereotypem, w Afryce raczej nie przywiązuje się wagi, zdecydowało o sukcesie jego firmy.


- W Nigerii nadal panuje gigantyczny podział na biednych i bogatych, ale klasa średnia tworzy się bardzo dynamicznie. Na przestrzeni ubiegłego roku urosła o 34 proc. I to właśnie do nich kieruję swoją ofertę - tłumaczy Włodarczyk, który w 22-milionowej stolicy - Lagos, buduje już piąte osiedle. - Deficyt mieszkaniowy Nigerii szacuje się na 17 mln domów. Liczba potencjalnych konsumentów jest więc gigantyczna - dodaje.


O tym, że “African dream” nie ziści się jeśli inwestor nie wykaże się odpowiednim podejściem wiedział już Jan Kulczyk. Zakładając konsorcjum, wydobywające w delcie Nigru ropę zapewniał, że nie będzie patrzył na Nigeryjczyków okiem “XIX wiecznego kapitalisty”. Obietnicy dotrzymał: zyski z wydobycia ropy dzielił z nigeryjskim rządem, dwójką współpracowników i pracownikami zakładów.
Włodarczyk potwierdza, że dzisiaj na gospodarczą “kolonizację” Afryki nie ma szans. - Bez miejscowego zaufanego partnera biznesowego nic się nie zdziała. Tamtejsze przepisy są jasne - jako nie-rezydent nie mogę otworzyć firmy, nie założę konta bankowego - tłumaczy. Zyski z budowy osiedli Włodarczyk dzieli więc z nigeryjskim partnerem, na którego barki spada również ciężar wszelkiego rodzaju negocjacji. - Gdybym sam pojawił się na spotkaniu w sprawie zakupu ziemi dostałbym cenę kilka razy wyższą, niż mój partner - tłumaczy.


Na pytanie, czy to nie względy bezpieczeństwa decydują o tym, że na rozmowy biznesowe wysyła współpracownika, Włodarczyk kategorycznie zaprzecza. - Wydaje mi się, że dzisiaj to Europa ma wyższą średnią zamachów, niż Nigeria. Przemieszczając się po Lagos nie potrzebuję ochrony - zapewnia i dodaje, że dzisiejsza Afryka to już nie ten sam kontynent, który jeszcze kilkanaście lat temu na wyścigi chcieli uratować wszyscy - począwszy od polityków po gwiazdki pop i miss świata. Kraje takie jak Nigeria nie potrzebują już pomocy humanitarnej, tylko inwestorów z otwartymi głowami.

- Bez pewnej dozy tolerancji nic się tu nie zdziała - przyznaje Włodarczyk. Przykład? Domów w Nigerii nie kupuje się na metry, tylko na pokoje. Do tego każdy pokój musi mieć osobną łazienkę. - Tego typu niuanse trzeba po prostu przyjąć do wiadomości. Jeśli je zaakceptujemy - wyjdzie nam każdy biznes - przekonuje Włodarczyk.

Patrząc na portfolio polskich firm, które to właśnie w Afryce rozwijają skrzydła, można się z tą tezą zgodzić. Polskie ciągniki marki Ursus już niedługo równie często co na naszych polach, będzie można spotkać w Zambii - kolejnym po Etiopii i Tanzanii afrykańskim kraju, z którym koncern podpisał umowę na eksport i montaż maszyn. W Algierii leki produkuje polska Polpharma, gotowe posiłki Pamapolu można kupić właściwie na całym wschodnim wybrzeżu, a kawy Mokate napić się zarówno w RPA, jak i w Algierii.

Włodarczyk również stara się w pełni wykorzystać potencjał regionu i na deweloperce nie poprzestaje. Ostatnio przeniósł do Nigerii produkcję dachówek betonowych Martens. - U nas klienci wolą już dachówkę ceramiczną. Ale w Nigerii ta linia produkcyjna zyskała drugie życie. Jestem tam jedynym producentem dachówki betonowej - tłumaczy polski przedsiębiorca, dodając że podobnych biznesowych nisz jest na kontynencie sporo.

Artykuł powstał we współpracy z Great Private Equity.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Czy można przeklinać w pracy? Odpowiedź jest bardziej skomplikowana, niż się wydaje
0 0Syn twórcy plastikowych toreb o intencji ojca. „Zostały wynalezione, by chronić planetę”
0 0Gdzie są podatki, tam zawsze będzie szara strefa. Tak wygląda "praca na czarno" w Polsce
0 0VAT na e-booki spadł, ceny ani drgną. Czytelnicy są wściekli, ale nie znają całej prawdy

INNSPIRACJE

0 0Polak rozkręcił świetny biznes w USA. Zdradza, jak radzić sobie z porażką i brakiem motywacji
0 0W sukces tej Polki nikt nie wierzył. Uparła się i stworzyła rewolucyjny krem antysmogowy

STARTUPY

0 0Amerykańskim naukowcom się nie udało, a one to zrobiły. Tak powstały innowacyjne kosmetyki
0 0Start-up chce zasilać samochody wodą i alkoholem. Ale trochę się zapędzili