
Daleko od oczu postronnych obserwatorów Sergey Brin, współzałożyciel Google’a buduje sobie największy statek powietrzny na świecie. Wyda na niego 100 – 150 mln dolarów. Gigantyczny sterowiec ma służyć do dostarczania pomocy humanitarnej w najodleglejszych zakątkach globu.
REKLAMA
Sterowiec Brina ma mieć ok. 200 metrów długości. Będzie to więc największy statek powietrzny na świecie, choć rozmachem ustępuje legendarnym niemieckim zeppelinom z lat 30 XX wieku oraz amerykańskiemu powietrznemu okrętowi wojennemu USS Macon. Statek Brina powstaje jednak w tych samych hangarach, w których kiedyś zbudowano tę drugą maszynę.
Brin nie ujawnia żadnych szczegółów dotyczących projektu, jednak przecieki świadczą o tym, że sterowiec miliardera ma służyć do dostarczania pomocy humanitarnej w różne miejsca globu, ale będzie także luksusowym, międzykontynentalnym "jachtem powietrznym" dla jego przyjaciół i rodziny.
Jedna z osób zaangażowanych w projekt uważa, że współtwórca Google’a robi kolejną rewolucję. Podkreśla, że ciężarówki potrzebują dróg, pociągi torów a samolot nie wyląduje tam, gdzie nie ma lotniska. Sterowiec Brina będzie mógł dolecieć wszędzie. Jego innowacyjna budowa ma mu zapewnić możliwość wylądowania w każdym punkcie kuli ziemskiej.
Brin od dawna fascynuje się sterowcami. Był nawet w Niemczech, by rozmawiać z twórcami zeppelinów, ale uznał, że potrzebuje bardziej nowoczesnej konstrukcji. Jedna z kontrolowanych przez Google firm, Planetary Ventures, za 1,1 mld dolarów wynajęła ponad 1000 hektarów w bazie lotniczej Moffett Field w Ames, w tym trzy duże hangary. Tam właśnie, w tajemnicy przed światem, ma powstawać sterowiec.
Pierwotnie miał wykorzystywać wodór jako gaz pozwalający unosić się w powietrzu. Jednak amerykańskie przepisy wymagają, by do tego celu używać wyłącznie gazów niepalnych. To pokłosie spektakularnej katastrofy sterowca Hindenburg w 1937 roku, która pochłonęła życie 36 osób.
źródło: TheGuardian.com
