Bangladesz nad Wisłą, kilka kilometrów od centrum Warszawy. Trzysta złotych za dwa tygodnie pracy

Lata płyną, a w polskich szwalniach nic się nie zmienia.
Lata płyną, a w polskich szwalniach nic się nie zmienia. Fot. Włodzimierz Piątek / Agencja Gazeta
Najpierw było 300 złotych za dwa tygodnie pracy, ale Kasia dopiero się wdrażała. Znając już sposoby stosowane przez inne szwaczki, by poprawić efektywność, w ciągu miesiąca pracy po dziesięć godzin dziennie – udało się zrobić oszałamiające 900 złotych. Tak wyglądają realia w szwalni zlokalizowanej w samym sercu Polski.

Kasia to bohaterka reportażu opublikowanego na stronach magazynu „Duży Format”. Miała uczyć się krawiectwa, więc trafiła do szwalni na praktyki. - Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Maszyny bardzo stare. Dziurkarka z lat 70., stebnówki nie miały szybek, które chronią oczy, jakby igła pękła. Kable na wierzchu – opowiadała autorce reportażu.

Nie lepiej było z warunkami pracy. Dziesięć godzin pracy, z 20-minutową przerwą śniadaniową. Trzysta złotych za dwa tygodnie pracy, potem 900 złotych za miesiąc. Trudno się dziwić, gdy spojrzy się na wyceny poszczególnych prac: zrobienie dziurki i przyszycie guzika to 5-10 groszy. Ile guzików można przyszyć w ciągu minuty? Niezadowolenie kwitowane jest krótko. - Chodzisz do szkoły, mieszkasz z rodzicami, pomogą ci – kwituje przełożona. To samo – pod względem warunków pracy, relacji międzyludzkich, wynagrodzenia – spotyka autorkę reportażu, która próbuje zatrudnić się w szwalni.

Zgodnie z informacjami z opowieści o warszawskiej szwalni, w tych warunkach szyją swoje ubrania firmy, które pozycjonują się w branży jako „premium” i „ekskluzywne”. „Najwyższa jakość wykonania” i „perfekcja kroju” mają „kreować wizerunek nowoczesnej kobiety”. Autorka wylicza te marki – to m.in. Molton, Potis & Verso, Caterina, Beata Cupriak. Do tego należałoby dodać podobne zakłady, które pracują dla polskich światowych marek, jak m.in. Vistula czy Hugo Boss.


Warunki pracy w takich szwalniach zbadała organizacja Clean Clothes Polska. Z jej badań wynika, że warszawska szwalnia to wierzchołek góry lodowej: w rozsianych po Polsce szwalniach zarabia się średnio około półtora tysiąca złotych, często kosztem składek ZUS, z reguły pracując więcej niż standardowe osiem godzin dziennie. Problem w tym, że cała ta branża wydaje się być skazana na nieuchronny upadek: szwalnie walczą wyłącznie cenami, a nawet prestiżowe marki „cisną” na niską wycenę robocizny.

Po drugiej stronie są szwaczki – zwykle skazane na taką pracę, bez kwalifikacji, coraz częściej pochodzące z Ukrainy, Wietnamu, Rumunii, Chin. Podobno część zakładów rozważa ściągnięcie pracowników z... Indii i Bangladeszu. To jednak nic nie zmieni w ostatecznym bilansie: masowe szycie na potrzeby dużych firm to w Polsce działalność na pograniczu łamania praw człowieka. Zaprowadzenie porządku w tej branży oznaczałoby praktycznie jej likwidację. Albo znacznie wyższe ceny ubrań – na co już polski konsument nie pozwoli.

źródło: warszawa.wyborcza.pl
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Marek PorzeżyńskiMarek Porzeżyński

Geoblokowaniem nazywane są praktyki polegające na blokowaniu dostępu do stron internetowych lub przekierowywania na strony przewidziane dla danego rynku ze względu na przynależność państwową odwiedzającego. Takie praktyki uznawane są za dyskryminujące...

Bartłomiej DąbkowskiBartłomiej Dąbkowski

Pewne książki warto przeczytać, inne trzeba. Do tej drugiej kategorii zalicza się z pewnością „Siła Nawyku”, której autorem jest Charles Duhigg. Jak tłumaczy już sam podtytuł, książka pozwala zrozumieć „dlaczego robimy to co robimy i jak można to zmienić w życiu i biznesie”. Otóż okazuje się, że mózg działa według pewnych schematów.

Krzysztof SurgutKrzysztof Surgut

Twoja Firma została zaatakowana przez hakerów? No to może warto odpowiedzieć im "Pięknym za Nadobne" i przygotować lub zlecić kontratak? To nie jest najlepszy pomysł. Dlaczego? Zapraszam do lektury.