Polacy wpadli na ten pomysł pierwsi na świecie. Dzięki nim stworzysz bajkową przestrzeń, tam gdzie zechcesz

Marzena Płaza i Piotr Kenig.
Marzena Płaza i Piotr Kenig. Fot. Facebook
Marzena Płaza i Piotr Kenig są partnerami w życiu i w biznesie. Uzupełniają się idealnie: ona po architekturze krajobrazu, z wrażliwością i wizją. On po zarządzaniu, z biznesowym know how i działalnością gospodarczą. Prowadzenie firmy było im pisane. Od dwóch lat rozwijają wspólny koncept: modułowe ogrody Garden Box, które pozwalają w minimalnym czasie i bez większej wiedzy o ogrodnictwie stworzyć własny zielony zakątek.

Nie ma żartów – tak przynajmniej uznali eksperci Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, którzy zdecydowali o przyznaniu na rozwój Garden Box niebagatelnej kwoty: ponad 549 tysięcy złotych. Dofinansowania udzielono w ramach konkursu „Rozwój start-upów w Polsce Wschodniej”. Trudno o mocniejszy wiatr w żagle – przyznaje w rozmowie z INN:Poland pełniący rolę wiceprezesa w firmie Piotr Kenig.
Ogród bez wysiłku
– Pomysł pojawił się mniej więcej w 2015 roku – mówi nam Kenig. – Uznaliśmy, że chcemy stworzyć coś takiego, co pomoże każdemu – bez względu na znajomość roślin, doświadczenie czy umiejętności – założyć ogród. Nieważne, jak duża czy mała byłaby działka – dodaje.

W tej chwili założenie ogrodu to przedsięwzięcie wymagające pieniędzy i czasu. Im bardziej wyrafinowany ma mieć charakter, tym większe środki są potrzebne, choćby na usługi architekta krajobrazu, który stworzy nam miejsce do odpoczynku.
Płaza i Kenig chcą oszczędzić nam tego wysiłku. W tej chwili Garden Box to moduły 2 na 1,60 metra, które można dowolnie łączyć. Koszt jednego modułu to ok. 120 zł. Każdy z nich został zbudowany z biodegradowalnej agrowłókniny, na której umieszczono profesjonalny projekt techniczny ogrodu. Firma produkuje w tej chwili sześć wariantów takich „ogródków ad hoc”: angielski, polski, nowoczesny, biały, frontowy i „wokół drzewa”.

Tworzenie takiego ogrodu z modułów to już właściwie formalność. Moduł rozkłada się na ziemi, w zaznaczonych miejscach sadzi się określone i już rozwinięte rośliny, na całość sypie się korę lub żwir. – W zależności od tego, jak chcemy zaaranżować nasz ogród i ile przeznaczymy na niego miejsca, możemy łączyć ze sobą moduły, tworząc spójne kompozycje – mówi Kenig. – Nie sprzedajemy tego z nasionami, bo ich wysiew to dla początkującego ogrodnika spory problem, poza tym nie wszystkie zastosowane w boxach gatunki można wyhodować w ten sposób. Zdecydowanie dużo prostsze i szybsze jest wsadzenie gotowych sadzonek dostępnych w sklepach – dodaje.
Potencjał szans
– Cały pomysł jest nasz i został opatentowany. Z dochodzących do nas sygnałów wynika, że nikt na świecie czegoś takiego nie robi – mówi Piotr Kenig. Firma uruchomiła sprzedaż produktów Garden Box z pewnym poślizgiem, bo dopiero w czerwcu tego roku (a sezon dla mniej lub bardziej wyspecjalizowanych ogrodników trwa w gruncie rzeczy od marca do końca czerwca-początku lipca). Dlatego najważniejsze działania zostały zaplanowane na przyszły rok.


– Planujemy sporo wydać w przyszłym roku na działania reklamowe. Poszukujemy partnerów biznesowych zainteresowanych wprowadzeniem produktu na rynek. Chcemy też uruchomić sprzedaż nieco zmodyfikowanych pod kątem kształtu, wielkości i nieco innych form, produktów. Wreszcie jesteśmy też zainteresowani wejściem na inne rynki europejskie, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, Niemczech i innych krajach sąsiednich – opowiada Kenig.
Wyjście poza granice Polski jest największym wyzwaniem. I nie chodzi nawet o konieczność ponoszenia związanych z tym nakładów. – Zainteresowanie ogrodnictwem na Zachodzie jest nawet większe niż w Polsce, co tworzy spore możliwości rozwoju. Chcemy zatem zbierać stopniowo informacje na temat popytu oraz potencjalnych partnerów zagranicznych – mówi wiceprezes firmy. – Ale nie jest to takie proste: niektóre Garden Boxy wymagają wymyślenia innych rozwiązań, gdyż nie wszystkie rośliny w nich uwzględniane są dostępne w innych państwach, nie wszystkie się tam dobrze rozwijają. Tu czeka nas zatem wiele pracy – kwituje.

Trudno jednak lekceważyć potencjał branży. Wartość polskiego rynku roślin i produktów ogrodniczych jest obecnie szacowana na miliard złotych – i można przewidywać, że będzie rosła. Dotyczy to również eksporterów: wartość eksportu w ubiegłym roku sięgnęła poziomu 359 mln złotych, gdyby uwzględnić również grzybnie – wyszłoby nawet 641 mln złotych. Mało tego, w opinii ekspertów równie obiecująco wyglądają rynki w Turcji, Emiratach czy Japonii. Jest więc o co kruszyć kopie.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Bartłomiej BaranowskiBartłomiej Baranowski

Ponad roku temu polscy widzowie mogli zobaczyć, jak wygląda proces wydawania gry przez małe niezależne studio. Film dokumentalny „Wszystko z nami w porządku” ukazuje trud tworzenia produkcji „Lichtspeer”. O grach i o filmie porozmawiałem z twórcami gry oraz reżyserem filmu.

Bartłomiej DąbkowskiBartłomiej Dąbkowski

Pewne książki warto przeczytać, inne trzeba. Do tej drugiej kategorii zalicza się z pewnością „Siła Nawyku”, której autorem jest Charles Duhigg. Jak tłumaczy już sam podtytuł, książka pozwala zrozumieć „dlaczego robimy to co robimy i jak można to zmienić w życiu i biznesie”. Otóż okazuje się, że mózg działa według pewnych schematów.

Krzysztof SurgutKrzysztof Surgut

Twoja Firma została zaatakowana przez hakerów? No to może warto odpowiedzieć im "Pięknym za Nadobne" i przygotować lub zlecić kontratak? To nie jest najlepszy pomysł. Dlaczego? Zapraszam do lektury.