Oto 5 prostych reguł, które sprawią, że nie natniesz się na kupno podrobionych perfum. Mało kto, o tym wie

Odróżnienie oryginalnych perfum od podróbek wbrew pozorom nie jest specjalnie trudne
Odróżnienie oryginalnych perfum od podróbek wbrew pozorom nie jest specjalnie trudne Foto: kasto / 123RF
Zbliża się czas wielkich zakupów – przed nami Mikołajki, święta, a wcześniej Czarny Piątek, podczas którego świat ogarnia zakupowe szaleństwo. Promocje skłaniają nas do kupna kosmetyków – spora część z nich jest podrobiona. Jak nie dać się oszukać?

Przede wszystkim pamiętajmy o tym, że perfumy lepiej kupować w sklepach stacjonarnych, gdzie możemy dokładnie obejrzeć opakowanie. Jeśli wybieramy sklep internetowy, sprawdźmy jego markę i opinie. Uznane firmy nie pozwolą sobie na handlowanie podróbkami, choć nie można wykluczyć, że nawet im może zdarzyć się taka wpadka.

Cena
Nasze wątpliwości powinna wzbudzić podejrzanie niska cena perfum. Owszem, zdarzają się bardzo atrakcyjne promocje czy okazje, ale kupienie ulubionego zapachu za jedną trzecią ceny sklepowej jest po prostu nierealne. Być może trafimy nawet na oryginalne perfumy, ale pochodzące z nielegalnego źródła. Słowem – kradzione.

Jasne jest, że sklepy internetowe mogą zaoferować dużo niższe ceny, niż stacjonarne sieci. Te drugie muszą przecież płacić galeriom handlowym za powierzchnię, wyposażyć placówki i płacić pracownikom.

Weźmy pod uwagę fakt, że składniki perfum są niekiedy piekielnie drogie. Jak czytamy na blogu Tagomago.pl do wyprodukowania 1 ml esencji potrzeba niekiedy nawet 1 kilograma płatków kwiatu. To nie może być tanie.

Opakowanie
Nasze podejrzenia powinny wzbudzić wszystkie drobiazgi i nieścisłości, od folii poczynając. Jeśli produkt jest nawet w minimalnym stopniu niechlujnie zapakowany, nie kupujmy go. Jeśli folia jest pogięta, drze się – to może być podróbka. Znaczenie ma także jakość nadruku na opakowaniu. To nie proszek do prania, tu nie ma różnych produktów na różne rynki. Wszędzie na świecie dostaniemy dokładnie taką samą jakość.


Flakonik
Buteleczka z perfumami nie może mieć żadnych niedoróbek, ostrych krawędzi, załamań. Nawet sam atomizer musi być perfekcyjnie dopracowany. Firmy produkujące perfumy przykładają to tego wszystkiego baczną uwagę i nie pozwalają sobie na wpadki. Obejrzyjmy więc dokładnie każdy element opakowania i buteleczki.

Numer seryjny
Niewiele osób wie, że w sieci można znaleźć serwisy weryfikujące prawdziwość perfum. Każda fiolka ma swój numer seryjny, wytłoczony na ogół na spodzie buteleczki. Wystarczy wpisać go na przykład na stronie checkcosmetic.net i dowiedzieć się, czy kosmetyk jest legalny. Jeśli numeru nie ma, to oznacza, że albo jest podróbką, albo w grę wchodzą jakieś rzadkie edycje. W każdym razie warto sprawdzić.

Pojemność
Fałszerzom zdarza się produkować podróbki perfum w innych, niż oryginalne pojemnościach. Na przykład oryginalne dostępne są we flakonach 70 i 125 ml, tymczasem ktoś oferuje nam 50 i 100 ml. Lepiej nie brać. Pamiętajmy też o sprawdzeniu, czy perfumy, które chcemy kupić są w ogóle produkowane! Do wyboru mamy przecież różne stężenia – perfumy mają 20 – 40 proc. ekstraktu, wody perfumowane od 15 do 20 proc., wody toaletowe 7 – 15 proc. a kolońskie od 3 do 7. Być może nasz zapach w ogóle nie jest sprzedawany np. jako woda perfumowana bądź kolońska.

Węch
Jeśli tylko możemy, sprawdźmy sam zapach – w sklepach stacjonarnych na ogół są testery. Jeśli znamy woń tego, co chcemy kupić, to bez problemu wyczujemy różnicę.
Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Piotr BuckiPiotr Bucki

Podczas ostatniej konferencji Kurs na HR w Gdańsku, Marcin Grzegory z Invest in Pomerania, zadał widowni pytanie, „Kto z Państwa wie coś na temat projektu Invest in Pomerania”. Potem dodał, „Pytam, bo wiem, że nie ma nic gorszego niż opowiadania o rzeczach, które ludzie znają i kojarzą”. Miał rację.

Łukasz DudkoŁukasz Dudko

Odpowiedzi na to pytanie jest tyle, że wystarczyłoby pewnie na grubą książkę, ale skupmy się na dwóch kluczowych błędach: słabej analizie konkurencji oraz nieprzygotowaniu produktu i zespołu. Bez tego ekspansja na rynki zagraniczne nie ma szans.

Bartłomiej DąbkowskiBartłomiej Dąbkowski

Walter Isaacson, w podsumowaniu biografii Leonardo da Vinci, podsuwa nam sporą listę wniosków wynikających z działalności artysty, które można wykorzystać do rozwijania swojej kreatywności.