Ten gadżet pokochają lekarze i pacjenci. Polacy wprowadzają na rynek urządzenie, które rozładuje kolejki w przychodniach

Polski start-up CardioCube już za miesiąc chce wprowadzić na rynek wirtualnego asystenta
Polski start-up CardioCube już za miesiąc chce wprowadzić na rynek wirtualnego asystenta mat. pras.
Wyobraź sobie, że kilka zdań zamienionych z wirtualnym asystentem pozwoli ci uniknąć czekania w kilometrowych kolejkach do lekarza. Ta wizja może już za niedługo stać się rzeczywistością. Polski start-up CardioCube już za miesiąc chce wprowadzić na rynek wirtualnego asystenta, który zagada do nas o wrażenia po ostatnio obejrzanym meczu, a w międzyczasie mimochodem zapyta, jak się czujemy.

Amazon Echo (urządzenie do rozpoznawania głosu) z wyglądu przypomina niewielką tubę wyposażoną w głośnik. Polska firma wykorzystała produkt technologicznego giganta, dołożyła do niego swój software i...voila. Powstało CardioCube AI – urządzenie, które za niedługo może się stać naszym dobrym znajomym.

Jak stary znajomy
– Wyobraźmy sobie, że pan Jan jest wielkim kibicem Bayernu Monachium. Urządzenie poinformuje go, że jego klub gra w najbliższą środę w Lidze Mistrzów, a „Lewy” ma wybiec w pierwszym składzie. W trakcie towarzyskiej pogawędki wspomni też, że pora wziąć leki, wypyta o to, co Jan chce zjeść w trakcie spotkania, wyciągnie też od niego dane dotyczące aktualnej wagi (żeby ocenić retencję wody) i przyjmowanych płynów – opowiada nam Oskar Kiwic, CEO CardioCube.
Rozmowa z maszyną w zaciszu własnego mieszkania brzmi dużo lepiej niż wyczekiwanie w korytarzu w poradni tylko po to, by dowiedzieć się o potrzebie małej zmiany w terapii lub zwiększeniu dawki leku. Urządzenie polskiego start-upu ma ten problem rozwiązać. Dzięki dyskusjom z wirtualnym lekarzem liczba nieplanowanych wizyt w klinikach ma się ograniczyć do minimum.

– Pacjenci z niewydolnością serca są leczeni w szpitalu, po czym wychodzą z niego do domu, a później do 30 proc. z nich w ciągu jednego miesiąca wraca wskutek komplikacji – tłumaczy Kiwic.

Tymczasem dzięki CardioCube informacja o stanie zdrowia pacjentów trafia do doktora w formie przejrzystych zbiorów danych i trendów, które obrazują, czy sytuacja chorego się nie pogarsza. - Dzięki temu zapoznanie się z listą 200-300 pacjentów zajmuje 15 minut – tłumaczy Kiwic. Jeżeli stan zdrowia ulega pogorszeniu, lekarz zaprosi pacjenta na wizytę. Równie dobrze może jednak wysłać informację do systemu o zwiększeniu dawki leku. Wtedy kontakt z pacjentem odbywa się wyłącznie za pomocą CardioCube.


"Firmy rzadko zarabiają na telemedycynie"
Przemysław Magaczewski, Tomasz Jadczyk i Oskar Kiwic poznali się kilka lat temu. Pierwszy z nich jest prawnikiem, drugi kardiologiem, Kiwic jest jeszcze na studiach medycznych. Wszyscy trzej w 2016 roku stworzyli prototyp wirtualnego lekarza, który zanieśli do 30 losowo wybranych pacjentów zmagających się z chorobami serca. Przez miesiąc cierpliwie odwiedzali testerów, pytali się o ich wrażenia z obcowania z maszyną. Opinie okazały się nad wyraz pozytywne. Aż 75 proc. osób uznało, że korzystanie z pomocy CardioCube poprawiło komfort ich życia. Tylko jedna osoba powiedziała że miała ochotę zrezygnować, bo jest dobrze zorganizowana.
– Może przeszkadzało jej to, że urządzenie wtrącało się w jego prywatne sprawy niczym wścibska teściowa? – dopytuje. – Wykluczone. System jest konfigurowany pod każdego użytkownika indywidualnie. Jeżeli mamy do czynienia z mrukiem, CardioCube ograniczy dyskusje do niezbędnego minimum – zapewnia Kiwic.

Produkt działa na razie w języku angielskim. Nic dziwnego Stany Zjednoczone to dla telemedycyny w tej chwili najbardziej obiecujący rynek. Wejście na niego będzie możliwe tuż po tym, jak polska firma zdobędzie certyfikat FDA dla wyrobu medycznego. Wcześniej, bo już w przyszłym miesiącu, urządzenie ma się pojawić w Europie. Na pierwszy ogień pójdą Niemcy (wersja niemieckojęzyczna jest już w przygotowaniu) i Chorwacja.

CardioCube ma trafić przede wszystkim do prywatnych klinik. Te będą musiały zapłacić 100 dolarów za kupno urządzenia i kolejne 20 za każdy miesiąc użytkowania go przez pacjenta. Niska cena, to dla polskich przedsiębiorców sprawa priorytetowa.

– Telemedycyna nie jest dostępna dla każdego, a firmy rzadko na niej zarabiają. Większość z nich ma strukturę grantową. Tymczasem my od momentu stworzenia produktu do jego ukończenia, rozwijamy się za pomocą własnych środków – podkreśla Kiwic.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Bartłomiej BaranowskiBartłomiej Baranowski

Ponad roku temu polscy widzowie mogli zobaczyć, jak wygląda proces wydawania gry przez małe niezależne studio. Film dokumentalny „Wszystko z nami w porządku” ukazuje trud tworzenia produkcji „Lichtspeer”. O grach i o filmie porozmawiałem z twórcami gry oraz reżyserem filmu.

Bartłomiej DąbkowskiBartłomiej Dąbkowski

Pewne książki warto przeczytać, inne trzeba. Do tej drugiej kategorii zalicza się z pewnością „Siła Nawyku”, której autorem jest Charles Duhigg. Jak tłumaczy już sam podtytuł, książka pozwala zrozumieć „dlaczego robimy to co robimy i jak można to zmienić w życiu i biznesie”. Otóż okazuje się, że mózg działa według pewnych schematów.

Krzysztof SurgutKrzysztof Surgut

Twoja Firma została zaatakowana przez hakerów? No to może warto odpowiedzieć im "Pięknym za Nadobne" i przygotować lub zlecić kontratak? To nie jest najlepszy pomysł. Dlaczego? Zapraszam do lektury.