Taki pracodawca to prawdziwy skarb. Biznesmen z Podlasia uznał, że nie kupi maszyn, bo miejscowi się na niego obrażą

Mirosław Angielczyk, właściciel firmy Dary Natury
Mirosław Angielczyk, właściciel firmy Dary Natury youtube.com/Dary Natury
Dary Natury zatrudniają na stałe ponad 100 osób, z kolejnymi kilkuset stale współpracują. Właściciel firmy Mirosław Angielczyk rocznie sprzedaje zioła, mieszanki ziołowe, przyprawy i herbaty za ok. 36 mln złotych. Część zarobku pochłaniają jednak pensje pracowników, choć nie musi tak być. Ot, na przykład, wystarczyłoby zwolnić wszystkich pracowników, zajmujących się pakowaniem, a w ich miejscu postawić urządzenie, które zautomatyzowałoby cały proces.

W tej chwili pakowaniem w firmie Angielczyka zajmują się pracownicy z okolic podlaskich Korycin, czyli niewielkiej wsi położonej na Podlasiu, gdzie mieści się siedziba „Darów Natury”. Tzw. rynek pracownika to w tamtejszym powiecie bardzo teoretyczny konstrukt. Wprawdzie na koniec 2016 roku bezrobocie rejestrowane w powiecie siemiatyckim wyniosło ponad 9 proc., ale wynika to m.in. z faktu, że zdecydowanie więcej osób wyjeżdża stamtąd do pracy niż przyjeżdża.

– Gdybym kupił ze dwie maszyny do pakowania, zwróciłyby mi się w 2 miesiące – deklaruje w tym samym czasie Angielczyk. Jak szacuje, tylko w tym jednym aspekcie pozwoliłoby mu to na zwolnienie około 30 osób. Dlaczego więc tego nie robi?

– Wie pan, urodziłem się tutaj i tutaj założyłem w 1990 roku swoją firmę. Część osób pracuje dla mnie już od kilkunastu lat, związali z moim zakładem swoje życie. Co miałbym im powiedzieć? Przecież nie wybaczyliby mi takiej decyzji – opowiada.
Tak więc Angielczyk kombinuje. Opowiada, że w branży zielarskiej bezpośredni kontakt z ludźmi to pewna zaleta, nadaje produktowi cech ekskluzywności. Dlatego ręczne rwanie, segregowanie i pakowanie ziół ma uzasadnienie. – Jeżeli nie istnieje konkretna przyczyna, dla której miałbym zwolnić pracownika to wymyślam czasochłonne prace wykonywane ręcznie. Żeby utrzymać miejsce pracy – opowiada przedsiębiorca.

I szybko dodaje, że dodatkowe koszty przerzuca na klienta. – Zapłacić 7-8 groszy więcej za opakowanie to żaden problem. A dzięki temu ludzie mają zatrudnienie – przekonuje.

Ziołowy posag
Angielczyk od zawsze przejawiał zainteresowanie tematem ziół. Wraz z babcią Józią, wioskową znachorką, zgłębiał wiedzę na temat ich zbierania, suszenia i przechowywania. Chłonął również rodzinne historie. Z jednej z nich dowiedział się, że babcia z mieszanki ziół stworzyła posag dla swojej córki.


W końcu, po skończeniu studiów na warszawskiej SGGW, mężczyzna postanowił otworzyć własną firmę. Konkurencja z takimi potęgami jak Herbapol nie wchodziła rzecz jasna w grę. Młody przedsiębiorca postanowił załatwić to inaczej. Jeszcze na studiach dorabiał sobie sprowadzaniem ziół z rodzinnych okolic do stolicy. Tak było np. w przypadku budziszka cuchnącego. Jeden z profesorów wspomniał, że nadaje się on do zwalczania bielactwa. Ludzie ruszyli do sklepów, zapasy szybko się skończyły. A Angielczyk skoczył w tym czasie do Korycin i przywiózł kilka worków. Działa tak zresztą do dziś.

– Gdy tylko dowiaduje się o brakach na rynku, od razu przekazuję informację do naszych punktów skupu. Nasi pracownicy instruują natomiast zbieraczy. Wszystko trwa dosłownie godziny, to nasza przewaga nad dużymi firmami, w których zarząd przez dwa dni może zbierać się na narady – zauważa.

Żubrówka na wyłączność
Sposób zorganizowania pracy w Darach Natury jest bardzo prosty. Firma współpracuje z około 300 zbieraczami. To ludzie, którzy zarabiają tylko wtedy, gdy pojawią się w punkcie skupu z konkretnymi ziołami. Wcześniej przechodzą szkolenie, na którym tłumaczy im się, jakie gatunki są z punktu widzenia firmy najbardziej pożądane. Angielczyk opowiada, że dla części z nich, taka praca stała się już sposobem na życie. Choć początkowo trudno było przekonać miejscowych do biegania po lasach i szukania ziół.
– W latach 90. zbieranie ziół kojarzyło się z ubóstwem. Wraz z upływem czasu takie historyczne konotacje zaczęły jednak odchodzić w niepamięć – wspomina.

Z punktów skupu (także obwoźnych – dla osób, które np. ze względu na podeszły wiek nie mają możliwości dotarcia na miejsce) zioła wędrują do zakładu w Korycinach. Tam są następnie pakowane i rozsyłane na całą Polskę, do Czech, Danii, Irlandii, Islandii, Finlandii, Anglii, ale też USA czy Kanady. Jako jedyny w naszym kraju uprawia na skalę przemysłową żubrówkę, której źdźbło możemy znaleźć w każdej butelce jednej z najsłynniejszych wódek nad Wisłą.

Przedsiębiorstwo wciąż się jednak rozrasta, rocznie zwiększa przychody od 15 do 40 proc. W ubiegłym roku polska firma podpisała także umowę z siecią sklepów dystrybuujących produkty ze Starego Kontynentu do Chin, co wiąże się z ogromnymi, idącymi w tony, zamówieniami. Angielczyk rozgląda się więc za kolejnymi pracownikami-zbieraczami. Ich maszyny nie zastąpią, nawet gdyby komuś wpadł taki pomysł do głowy. Jako, że młodzi do tego zawodu się raczej nie garną, podlaski biznesmen zamierza zaprząc do pracy w terenie...emerytów, których chce ściągać z dużych miast, m.in. z oddalonej o godzinę jazdy pociągiem Warszawy.

– Na miejscu mamy kwatery, możemy ich wozić po stanowiskach. Będą mieszkać na wsi, żywić się ekologicznym jedzeniem. Coś jak wczasy agroturystyczne, a może uda im się coś jeszcze na tym zarobić. Starsi ludzie pracują zresztą najdokładniej. Zapytałem się niedawno kobiety, która niemal prasuje te zioła, po co to robi, przecież i tak je później potniemy. Odpowiedziała, że tak zawsze sobie wyobrażała pracę przy produkcji ziół – opowiada Angielczyk.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Marek PorzeżyńskiMarek Porzeżyński

Geoblokowaniem nazywane są praktyki polegające na blokowaniu dostępu do stron internetowych lub przekierowywania na strony przewidziane dla danego rynku ze względu na przynależność państwową odwiedzającego. Takie praktyki uznawane są za dyskryminujące...

Bartłomiej DąbkowskiBartłomiej Dąbkowski

Pewne książki warto przeczytać, inne trzeba. Do tej drugiej kategorii zalicza się z pewnością „Siła Nawyku”, której autorem jest Charles Duhigg. Jak tłumaczy już sam podtytuł, książka pozwala zrozumieć „dlaczego robimy to co robimy i jak można to zmienić w życiu i biznesie”. Otóż okazuje się, że mózg działa według pewnych schematów.

Krzysztof SurgutKrzysztof Surgut

Twoja Firma została zaatakowana przez hakerów? No to może warto odpowiedzieć im "Pięknym za Nadobne" i przygotować lub zlecić kontratak? To nie jest najlepszy pomysł. Dlaczego? Zapraszam do lektury.