PKP Intercity chwali się zyskami, ale spółka "zapomniała" powiedzieć o rekordowych dotacjach i karach, jakie nałożyła na Alstom
PKP Intercity chwali się zyskami, ale spółka "zapomniała" powiedzieć o rekordowych dotacjach i karach, jakie nałożyła na Alstom Jakub Orzechowski/Agencja Gazeta

PKP Intercity pochwaliło się niedawno rekordowym wynikiem finansowym. Spółka poinformowała, że 2017 rok zakończy z zyskiem 270 mln złotych. Jej przedstawiciele zarzekają się, że jest to efekt poprawiającej się obsługi pasażerów. Prawda jest jednak nieco inna.

REKLAMA
Większa liczba połączeń międzynarodowych i lepsza oferta internetowego systemu sprzedaży – to, zdaniem rzeczniczki prasowej PKP IC Agnieszki Serbeńskiej,zadecydowało o finansowym sukcesie polskiego przewoźnika.
Wydaje się jednak, że jej opinia dość mocno rozmija się z rzeczywistością. „Gazeta Wyborcza” wytknęła bowiem spółce, że jej budżet znacznie podreperowały dotacje od Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa. W ubiegłym roku spółka otrzymała w ich ramach 546 mln złotych, czyli o 8 mln więcej niż w 2016 roku i 53 mln więcej niż w 2015. Jak zauważyła „GW”, w 2010 roku spółka dostała tylko 291 mln złotych, a od tamtego czasu liczba pasażerów wzrosła o 7 mln rocznie (z 37 do 43).
Na zyski PKP składają się także...kary nałożone na Alstom. Francuski koncern spóźnił się z dostawą Pendolino, za co musiał zapłacić PKP Intercity aż 210 mln złotych.
Inna sprawa, że na wyniki finansowe przewoźnika wpływa również brak konkurencji na trasach dalekobieżnych. Sytuacja ta miała ulec zmianie w grudniu, kiedy na polskich torach miał pojawić się czeski LeoExpress. Firma chciała uruchomić połączenie z biletami od 19 zł na trasie Kraków-Praga i z przystankami w Katowicach, Ołomuńcu, Ostrawie, ale okazało się, że najpierw musi dostosować oświetlenie swoich pociągów do polskich przepisów.
źródło: Gazeta Wyborcza