Biegała za prezesami po korytarzach, pytając: "jak to zrobić". Dziś do Polki dobijają się banki z całej UE

Sara Koślińska to osoba z gatunku tych, które po wyrzuceniu przez drzwi, wracają oknem. 27-latka nie traci czasu na odbijanie się od płotek, od początku swojej kariery uderza bezpośrednio do najważniejszych ludzi w instytucjach finansowych
Sara Koślińska to osoba z gatunku tych, które po wyrzuceniu przez drzwi, wracają oknem. 27-latka nie traci czasu na odbijanie się od płotek, od początku swojej kariery uderza bezpośrednio do najważniejszych ludzi w instytucjach finansowych mat. pras.
Sara Koślińska to osoba z gatunku tych, które po wyrzuceniu przez drzwi, wracają oknem. 27-latka nie traci czasu na odbijanie się od płotek, od początku swojej kariery uderza bezpośrednio do najważniejszych ludzi w instytucjach finansowych. Zazwyczaj z dobrym skutkiem – po 1,5 roku działalności tworzony przez nią start-up Limitless ma już kilku inwestorów i jest obecny na wszystkich rynkach Unii Europejskiej.

Przez ostatnie lata młoda Polka zjeździła pół świata. Zaglądała do akceleratorów, wizytowała przestrzenie co-workingowe, zaczepiała prezesów dużych firm w trakcie konferencji. Za każdym razem pytała: „jak to robicie, pokażcie, chciałabym się nauczyć”. Jeżeli sama ma choćby cień możliwość, by zabrać głos, również nie waha się ani chwili. – Idę do organizatorów, mówię im czym się zajmuję i pytam, czy mogę podzielić się moim doświadczeniem na scenie – opowiada Sara Koślińska.

Decydenci nie zawsze są skłonni do rozmowy. Czasami wymawiają się zmęczeniem, odmawiają ze względu na brak czasu. Młodej Polki to jednak nie zraża. Jednego z prezesów namówiła do spotkania po tym, jak odmówił jej w trakcie rozmowy w cztery oczy. – Napisałam do niego na LinkedIn: „taka rozmowa zaoszczędzi mi pół roku pracy” – wspomina. Niedługo później skontaktowała się z nią jego asystentka.

– Z takich rozmów często wynika coś konstruktywnego. Jeżeli rozmawiam z inwestorem, to potem umawiamy się na kolejne spotkania. Jeśli z bankiem – dostaję kontakt do innych decyzyjnych osób w firmie – opowiada.
Aplikacja dla millennialsów
Dlaczego akurat kontakty z bankami są dla Sary Koślińskiej tak ważne? Bo to właśnie od nich zależy dzisiaj być albo nie być jej start-upu Limitless. To aplikacja, która - znacznie upraszając - „zmusza” ludzi do oszczędzania i inwestowania. W jaki sposób? Gdy zamówimy kawę na mieście za 13 złotych, aplikacja ściągnie z naszego konta dodatkowe 20 proc. tej kwoty i przeleje je na oddzielne konto. W przypadku kupna elektroniki będzie to np. 2 proc.


– Część pieniędzy jest wtedy przelewane z konta bieżącego na oszczędnościowe albo inwestycyjne. Nasi użytkownicy ustalają sobie cele krótkoterminowe (np. wakacje albo wyciskarka do soków) i jeden niesprecyzowany, długoterminowy – tłumaczy Koślińska.

Choć Limitless wystartował dopiero w grudniu 2016 roku, aplikacja jest już dostępna we wszystkich krajach Unii Europejskiej. W Polsce firma współpracuje z Aliorem w ramach akceleratora Huge Thing i planuje wspolprace z innymi instytucjami finansowymi.

– Banki, które nas miesiącami ignorowały, odezwały się do nas ponownie. Nasze rozwiązanie bardzo dobrze wpisuje się w nowe regulacje w sektorze bankowym – PSD2 (dyrektywa unijna, która daje dodatkowe uprawienia w zakresie udostępniania danych podmiotom niebankowym- przyp. red.) . Banki poczuły, że muszą mieć rozwiązania, dzięki którym staną bardziej konkurencyjne – opowiada CEO Limitless.

W jaki sposób zarabia na tym start-up? Limitless pobiera roczną opłatę licencyjną od banku i niewielką opłatę za każdego użytkownika miesięcznie. Pierwsze pieniądze na rozruch start-up zdobył w Holandii (akcelerator Startupbootcamp) i to właśnie tam Koślińska zdecydowała się założyć firmę.
– Inna sprawa, że w Amsterdamie łatwiej jest zbudować międzynarodowe przedsiębiorstwo, pracownicy prędzej przyjadą do Holandii, niż do Polski – zauważa. Potem zjawili się kolejni chętni. W Limitless zainwestował również węgierski bank MKB i inwestorzy z Singapuru.

„Czym jest start-up? Nie mam pojęcia!”
Pomysł na wejście z produktem do oszczędzania skierowanym do millenialsów wyszedł jednak pierwotnie od Ka-ming Lim. Mężczyzna w branży finansowej działa od dziesięcioleci, nigdy nie miał jednak do czynienia ze start-upami.

– Pytał swoich znajomych o odpowiednią osobę. Moja koleżanka, która jest aniołem biznesu, wskazała na mnie. Zdecydowałam się po 15 minutach rozmowy – wspomina Polka.
Sara Koślińska zbudowała zespół, zmieniła model biznesowy, który pierwotnie miał się opierać na sprzedawaniu aplikacji bezpośrednio użytkownikom i zarabianiu na reklamach w aplikacji. Pomysł przerodził się w dochodowy biznes.

Żeby jednak zrozumieć, skąd bierze się swoboda Polki w poruszaniu się w środowisku start-upów, trzeba cofnąć się kilka lat wstecz. Sara pracowała w start-upie w czasach, gdy na dźwięk tego słowa nasi rodacy bezradnie rozkładali ręce, tłumacząc, że nie mają pojęcia o co chodzi.

W wieku 20 lat założycielka Limitless pojawiła się w izraelskim Shvoong. Podczas gdy polscy przedsiębiorcy miotali się od ściany do ściany, starając się intuicyjnie wyczuć na czym polega tworzenie start-upu, Polka obserwowała jego działanie od środka.

– W firmie była duża rotacja, ludzie przychodzili i odchodzili. Pojawiały się też kryzysy związane np. z nagłą utratą dużej części przychodów. Przez rok mogłam jednak zobaczyć, jak taki model funkcjonowania biznesu wygląda na bardziej dojrzałych rynkach – opowiada.

Po powrocie do Polski próbowała swoich sił z własną firmą tłumaczeniową, a potem szkołą językową. Z tą drugą wiąże się zresztą ciekawa historia. – Otworzyłam ją wraz z koleżanką w Zebra Tower na ul. Mokotowskiej w Warszawie. Mieściły się tam siedziby wielu międzynarodowych koncernów. Pierwszych klientów pozyskiwałam, jeżdżąc windą po wszystkich piętrach i nagabując recepcjonistki – śmieje się.
Z tego interesu Koślińska szybko jednak zrezygnowała, by skupić się na bardziej skalowalnym biznesie. Wyemigrowała do Londynu, ale zanim trafiła do Limitless, zdążyła jeszcze zwiedzić Malezję i Singapur. W tym ostatnim kraju pracowała dla firmy Foodpanda należącej do grupy Rocket Internet (dostarczanie jedzenia, platforma działająca mniej więcej jak pyszne.pl w Polsce).

- W trakcie rozmowy rekrutacyjnej inwestor spytał, czy potrafię ciężko pracować. Powiedziałam, że tak. Potem padło pytanie o lokalizację. „Dubaj” stwierdziłam bez wahania. W odpowiedzi usłyszałam, że jeszcze w tym tygodniu mam być gotowa do wyjazdu do Singapuru – wspomina szefowa Limitless.

Technologiczny seksizm
I choć Polka, z racji doświadczeń i osiągnięć w branży fintech, powinna mieć już z grubsza ugruntowaną pozycję, przyznaje, że jej wiek i płeć wciąż stanowią duży problem dla inwestorów i klientów. Technologiczne start-upy złożone są niemal wyłącznie z mężczyzn. Kobiety zatrudniane są głównie do marketingu, operacji i sprzedaży.

– Gdy siadam do rozmów biznesowych wraz ze wspólnikiem, oczy inwestorów zwykle kierują się ku niemu. Zdarzyło się, że musiał tłumaczyć rozmówcom, że mam połowę udziałów i jestem osoba ostatecznie podejmująca decyzje w firmie – tłumaczy 27-latka.

Bywa jednak jeszcze mniej przyjemnie. – Od jednego z inwestorów usłyszałam: „co ta mała, interesująca dziewczynka ma nam do zaoferowania?” A gdy innemu zaproponowałam wyjście na kolację ze znajomymi odpowiedział: „To znaczy, ze nie mogę cię mieć tylko dla siebie?” Takie niestosowne komentarze zdarzają się niestety zbyt często – opowiada Polka.

W skalowaniu biznesu jej to jednak w ostatecznym rozrachunku nie przeszkadza. – Jeszcze w tym roku zamierzam wyjść z Limitless poza rynki europejskie – zapowiada.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Piotr BuckiPiotr Bucki

Na jednym ze szkoleń uczestnicy robią ćwiczenie. Mają przygotować prostą anegdotę. Na dowolny temat. Może to być własna historia. Może być zasłyszana. Jedna z uczestniczek bardzo precyzyjnie i dobrze opowiada historię „o bezstresowym wychowaniu”. Być może ją znasz.

Igor IluninIgor Ilunin

Komunikacja machine-to-machine jest jednym z kluczowych składników przyszłości transportu globalnego.

Łukasz MurawskiŁukasz Murawski

Jeśli piszesz (lub zamierzasz pisać) książki, to raport z badań stanu czytelnictwa w Polsce za rok 2017 powinien Cię dodatkowo motywować.