Station F to akcelerator start-upów w budynku byłego dworca kolejowego
Station F to akcelerator start-upów w budynku byłego dworca kolejowego mat. włas.

Rzadko mamy okazje pisać o realnych sukcesach polskich start-upów, ale kiedy już nadarzy się taka okazja, osiągnięcie jest dużego kalibru. Za taki z pewnością można bowiem uznać zakwalifikowanie Nethone do programu akceleracyjnego w miejscu, które aspiruje dzisiaj do bycia centrum światowej przedsiębiorczości - paryskiej Station F. Z racji swojej wielkości śmiało można by ją dzisiaj określić jako prawdziwą "fabrykę biznesmenów". I coś takiego stało się właśnie udziałem warszawskiej spółki Nethone. Choć premiera Morawieckiego uważa się za osobę raczej zorientowaną na technologie i innowacje, prawdziwą obsesję na tym punkcie ma francuski prezydent. I to widać w praktyce.

REKLAMA
Czym jest Station F?
Mówiąc w największym skrócie – największym akceleratorem start-upów na świecie, czyli miejscem, w którym przedsiębiorcy rozwijają swoje produkty do postaci, w której będą mogli zacząć sprzedawać je na rynku. W Station F, poprzez konsultacje i wiedzę ekspercką, pomagają im w tym największe koncerny na świecie.
logo
Hala nr 1 mat. włas.
Otoczenie Station F nie wzbudza przesadnego zachwytu. 13. dzielnica to miejsce, w którym umościło się paryskie „China Town”, raczej jedna z biedniejszych niż reprezentacyjnych miejsc w stolicy Francji. Za największą atrakcję turystyczną okolicy robi zresztą szpital Salpêtrière, w którym na przełomie XIX i XX wieku leczono... histerię i choroby psychiczne. Kontrowersyjne sąsiedztwo, biorąc pod uwagę z jak wielkim niezrozumieniem spotykają się nieraz wizjonerzy, a za takich może przecież uchodzić część założycieli start-upów.
Będąc już jednak całkowicie poważnym - co zdecydowało o takiej, a nie innej, lokalizacji dzisiejszej chluby Paryża? Obecnie dzielnica przechodzi jednak rewitalizację i wybudowanie tam akceleratora nie jest przypadkiem. Podobna myśl stoi przecież za postawieniem na warszawskiej Pradze Google Campus.
Ambicje Macron'a
Choć Francuzi celują we własną Dolinę Krzemową, a prezydent Macron ma obsesję na punkcie nowych technologii (zupełnie jak premier Morawiecki) i chce zamienić swoją ojczyznę w kraj jednorożców, Station F jest inicjatywą wyłącznie prywatną. To dzieło Xaviera Niela – francuskiego miliardera, który majątek zbił na branży teleinformatycznej (jest również jednym z właścicieli dziennika „Le Monde”).
logo
Praca wre mat. włas.
Na punkcie swojego najnowszego przedsięwzięcia jest podobno mocno zafiksowany – mimo ogromu obowiązków jest regularnie widywany, jak przechadza się po korytarzach Station F. Przedsiębiorca zaadoptował na potrzeby start-upów budynek byłego dworca kolejowego o powierzchni 34 tys. m2, wydając na to 250 mln euro. To jednak nie koniec inwestycji - obiekt wciąż jest rozbudowany.
Samowystarczalna fabryka przedsiębiorców
W pierwszej z hal – najbardziej gwarnej i zatłoczonej młodzi przedsiębiorcy mogą znaleźć urzędników, którzy przeprowadzą ich przez proces zakładania własnej firmy oraz księgowych. W tym momencie szumne polskie plany o zakładaniu działalności w jednym okienku brzmią jak straszliwy minimalizm. Na miejscu start-upowcy mają również własne skrzynki pocztowe, a na antresoli usadowiły się fundusze inwestycyjne, które w każdej chwili służą radami odnośnie dopracowywania produktu pod kątem dalszej komercjalizacji. Obok nich można znaleźć również efektownie zaprojektowane pokoje konferencyjne, które od przechodniów odgradza tylko ogromna tafla przezroczystego szkła.
logo
W Station F możemy znaleźć loga największych branżowych gigantów mat. włas.
Hala numer 2 to już miejsce, w którym atmosfera przypomina raczej bibliotekę, gdzie gros przestrzni wypełniają długie rzędy stołów i setki głów pochylonych w kierunku ekranów komputerów i laptopów. Choć pomieszczenie jest ogromne w środku panuje niemal całkowita cisza. Hala podzielona jest między przedsiębiorstwa, które wybrały do akceleracji konkretne start-upy. Można znaleźć tutaj takich branżowych gigantów jak Facebook, Google, Ubisoft, czy wspomniany Thales. Każdy z nich zagospodarował sobie w Stafion F własny kącik.
Na ten moment wciąż wiele miejsc pozostaje pustych, przedstawiciele akceleratora chwalą się jednak, że jest on w stanie pomieścić około 1000 start-upów. A, że każdy z nich jest zobligowany do trzymania w środku co najmniej 2 przedstawicieli (to wymóg uczestnictwa), łatwo policzyć, że przy pełnym obłożeniu w Station F urzędować mogą tysiące przedsiębiorców.
logo
Projektanci zadbali o urozmaicenie przestrzeni mat. włas.
Wyglądając przez szybę można zauważyć, że tuż obok trwają właśnie prace nad przygotowaniem ogromnej restauracji. Jeżeli połączyć to z informacją o budowie strefy mieszkalnej wniosek nasuwa się sam – za moment start-uperzy ze Station F będą zmuszeni wyjść poza mury akceleratora co najwyżej po to, by zobaczyć się z rodziną i znajomymi.
Nethone w Station F
Właśnie w takim otoczeniu od 5 miesięcy rozwija się jedyny polski start-up w tym towarzystwie – warszawski Nethone. Polska spółka znalazła się pod skrzydłami francuskiego koncernu Thales – potentata na rynku usług informatycznych, który działa w 56 krajach na świecie. W Polsce zajmuje się np. sygnalizacją kolejową, dostarcza również ekspertyzy z zakresu obrony powietrznej czy pojazdów taktycznych. Czego koncern chce od polskiego start-upu? Interesują go przede wszystkim narzędzia do wykrywania fraudów internetowych (system na podstawie znajomości naszych preferencji ocenia, czy dokonalibyśmy określonego zakupu w sieci), chce także zainwestować w system, który pomoże mu chronić dane przechodzące przez satelity wykorzystywane m.in. przez firmy telekomunikacyjne.