Kto raz trafił do ksiąg kościelnych zostanie tam już na zawsze. Nie zmieni tego nawet rozporządzenie o RODO.
Kto raz trafił do ksiąg kościelnych zostanie tam już na zawsze. Nie zmieni tego nawet rozporządzenie o RODO. Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta

Trwają spekulacje odnośnie wejścia nowych przepisów o RODO i tego, w jaki sposób, o ile w ogóle, będą się do nich musiały stosować wspólnoty religijne. W Polsce z wiadomych przyczyn największe zainteresowanie budzi sposób podejścia do nowych przepisów przez Kościół katolicki.

REKLAMA

Nie do końca wiadomo, jak należy interpretować to sformułowanie w kontekście ochrony danych w Kościele. Okazuje się bowiem, że do tej pory podlegał on jednej regulacji, którą jest instrukcja, przyjęta w 2009 roku w porozumieniu z GIODO. Władze kościelne uznały ją za kompleksową i na jej podstawie stworzyły dekret, który kilka miesięcy temu przesłano do akceptacji przez władze w Watykanie.

A takich danych jest sporo. Jak pisaliśmy wczoraj, Kościół zbiera nie tylko daty urodzenia i ślubu, ale też np. informacje o tym, kto z parafian lubi sobie popić i który członek rodziny ile zarabia.

Pojawiają się głosy, że regulacje te nie były na tyle szczegółowe, by można było mówić o pełnej ochronie. Takiego zdania jest między innymi Maciej Psyk, twórca portalu Wystap.pl. – Tworząc w ostatniej chwili pseudourząd kościelnego inspektora ochrony danych, próbuje mydlić wszystkim oczy i pokazać, że odrobił lekcję. To jawna próba wyszarpania kawałka suwerenności państwa. Ten dekret ma pozwolić Kościołowi zachować niezależność od prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych – powiedział w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

Ministerstwo Cyfryzacji lawiruje Jeszcze kilka dni temu próżno było szukać jasnej deklaracji ze strony Ministerstwa Cyfryzacji, jako organu, który będzie czuwał nad wprowadzaniem i stosowaniem nowych przepisów związanych z RODO. Z wypowiedzi Macieja Kaweckiego, dyrektora departamentu zarządzania danych w Ministerstwie Cyfryzacji wynikało, że nie jest jednostka ta nie „czuje się do końca właściwym organem do oceny wewnętrznej instrukcji Kościoła i stwierdzenia, czy ma i miała ona czy też nie kompleksowy charakter”. Podkreślił jednak, że z punktu widzenia Kościoła apostata po zerwaniu więzi nadal pozostaje członkiem wspólnoty. Jego zdaniem próba pogodzenia stanowiska apostatów domagających się usunięcia swoich danych z ksiąg ze stanowiskiem Kościoła rodzi dylemat.

Odpowiedź nagle się znalazła Nieoczekiwany zwrot nastąpił podczas wczorajszej audycji radiowej w TOK.FM. Dyrektor Kawecki w podobnych jak do tej pory słowach opowiedział o zastosowaniu zapisów RODO do Kościoła katolickiego i stosowaniu przez niego prawa do „bycia zapomnianym” wobec apostatów. Jednak tym razem dodał coś, czego nie było we wcześniejszych wypowiedziach.

Tym samym osoba, która już raz trafi do ksiąg kościelnych, na przykład w związku z chrztem, pozostanie tam już na zawsze. Takich ograniczeń nie ma nawet w świecie cyfrowym.

Potwierdza to też niejako nasze przypuszczenia, iż prawo kanoniczne, które zakazuje usuwania danych apostatów z ksiąg, może stać się nadrzędnym do prawa stanowionego przez organy sprawujące władzę na terenie Rzeczypospolitej Polskiej.