
To fajnie, że część Polaków segreguje swoje odpady. Ale wiele osób ciągle wyrzuca wszystkie śmieci do jednego worka. Ci, którzy tak robią, będą płacić czterokrotnie wyższą stawkę za ich odbiór – zakłada rządowy projekt. Prawo ma być gotowe we wrześniu 2018 r.
REKLAMA
Projekt powstaje w Ministerstwie Środowiska. Zakłada on, że stawka za śmieci zmieszane będzie 4 razy wyższa, niż za te posegregowane. Wysokość stawek podstawowych ustalają gminy i w całym kraju są one bardzo zróżnicowane. W jednych miastach płaci się 15 złotych, w innych ledwie 2,50 zł za gospodarstwo domowe.
Gminy w zasadzie cieszą się z projektu, bo już dziś perspektywa oszczędzenia ledwie kilku złotych miesięcznie na segregowaniu śmieci wielu Polakom nie wystarcza. Gminy dostają więc śmieci różnej jakości i nie za bardzo wiedzą, jak mobilizować mieszkańców. Teraz miałyby w ręku argument ekonomiczny, bo same boją się podnosić stawki, by nie narażać się mieszkańcom.
Mimo wszystko – jak pisze Gazeta Wyborcza – dużym problemem pozostaje ciągle kontrola wyrzucanych śmieci. Niektóre gminy wysyłają strażników miejskich i pracowników zakładów oczyszczania. Ich skuteczność nie jest wysoka, ale mieszkańcy wiedzą, że śmieci da się kontrolować i bardziej się pilnują.
Motywacją do wprowadzenia podwyższonych opłat może być niski współczynnik recyklingu w Polsce. Unia zobowiązała nas do odzyskiwania połowy surowców ze śmieci, tymczasem wyrabiamy ledwie połowę tej normy.
Drugim przyczynkiem może być rosnąca liczba pożarów śmieci, o których mówi już pół Europy.
