Ceny telefonów wzrosły wielokrotnie, a ludzie płacą. Prawdziwe przyczyny nie są takie oczywiste

Ceny topowych smartfonów dawno przekroczyły już 4000 złotych. Za co płacimy?
Ceny topowych smartfonów dawno przekroczyły już 4000 złotych. Za co płacimy? Fot. Łukasz Wądołowski / Agencja Gazeta
Dlaczego każdy kolejny smartfon znanej marki jest coraz droższy? Jak to się dzieje, że jedynie wzruszeniem ramion podsumowujemy ceny flagowych telefonów, oscylujące w granicach tysiąca dolarów czy euro, a więc przekraczające 4000 złotych? Dlaczego koncerny technologiczne każą nam płacić chore pieniądze za telefon? Bo mogą.


5 lat temu przeciętny klient zastanawiał się, jak to jest możliwe, że topowy smartfon dobrej marki kosztuje 2500 złotych. Dziś za taką kwotę możemy kupić telefon z wyższej półki, ale na pewno nie topowy. Te jakimś cudem dobijają do kwoty ponad 4000 złotych, czyli mniej więcej tysiąca dolarów.


Ale prym i tak wiedzie Apple, żądające za nowego iPhone’a X co najmniej 4979 złotych – za wersję z 64 GB pamięci wewnętrznej lub 5729 zł za model z 256 gigabajtami.

– Na rynku rządzi w dużej mierze moda. Naprawdę jest duża grupa ludzi, która chce i musi mieć najnowszy smartfon. Jak często przeciętny użytkownik zmienia telefon? Dwa – trzy lata to rozsądna norma, ale są i tacy, którzy używają ich przez 4-5 lat. A fani najnowszych technologii muszą mieć nowy co pół roku: bo lepszy aparat, bo lepszy procesor. A przede wszystkim dlatego, że muszą mieć coś pierwsi. Będą zgrzytać zębami, ale zapłacą każdą cenę – tłumaczy Bartosz Słupski, ekspert e-handlu.

– Zmieniła się też rola telefonu w naszym życiu. Kiedyś służyły one do dzwonienia i SMS-ów, co najwyżej do wysyłania i odbierania maili. Dzisiaj smartfon to dla większości ludzi dobrej klasy aparat, nawigacja w samochodzie, kamera, odtwarzacz itp. Każda z tych rzeczy osobno kosztuje niemało i jest mniej poręczna, a więc wyższa cena jest łatwiejsza do uzasadnienia i przełknięcia – mówi INNPoland.pl Jan Rybczyński z portalu GSMONLINE.pl.

Gotują nas jak żabę
Dodaje, że zmienił się też nasz styl życia – bo ktoś, kto nie ma smatfona, tkwi w poprzedniej epoce. Dziś tzw. dumbfony wydają się takim samym przeżytkiem, jak telefony stacjonarne.

Na dodatek producenci telefonów stopniowo podnoszą ceny swoich produktów. W sumie każdy uzna za normę, że nowy model jest o 200 - 300 złotych droższy od poprzednika. Tym sposobem nawet nie zauważamy, że płacimy za telefony coraz więcej. To zupełnie jak przysłowiowe gotowanie żaby. Kwotą, którą zauważyli klienci, było prawdopodobnie 4000 złotych, osiągnięte stosunkowo niedawno.
Co ciekawe, wspomniany Apple promuje się obecnie spotami w polskiej telewizji, pokazującymi jak fajnie jest mieć w telefonie funkcję odblokowywania telefonu za pomocą własnej twarzy. Czyli czegoś, co było nowością w zeszłym roku, dziś tę technologię mają dużo tańsze modele konkurencji. Ale o tym miłośnicy iPhone’ów mogą nawet nie wiedzieć. Na dodatek zrezygnowano z czytnika linii papilarnych, telefon można odblokować tylko własną twarzą albo kodem.


Kto odpowiada za wysokie ceny smartfonów?
Co by nie mówić, to Apple jest w dużej mierze odpowiedzialny za wzrost cen topowych smartfonów. Każdy model jest o wiele droższy od poprzednika. Ósemka kosztuje od 3500 zł do prawie 4000 złotych. Co takiego jest w dziesiątce, że jest o półtora tysiąca droższa od ósemki? Niewiele – lepszy aparat i ekran.

– Urządzenia mają wyższy status, więc można ludziom sprzedać droższą technologię. Apple zwiększa swój zysk na każdym urządzeniu, ale sytuacja producentów smartfonów z Androidem jest bardziej zróżnicowana, niektórzy wychodzą na plus, inni mają straty, nikt nie zarabia tyle co Apple – tłumaczy Rybczyński.

Co wpływa na cenę?
Czynników jest wiele. Jednym z nich są ceny samych części, z których składa się telefony. Apple częściowo korzysta z rozwiązań projektowanych i produkowanych tylko dla siebie, producenci smartfonów opartych na Androidzie mają do wyboru szeroką gamę procesorów, pamięci i innych elektronicznych elementów.

Jednak nieoficjalne doniesienia mówią o tym, że zbudowanie telefonu z różnych części kosztuje co najwyżej 250 dolarów. Skąd bierze się pozostałe trzy czwarte ceny? To już słodka tajemnica koncernów technologicznych, ale co nieco wiemy.

Po pierwsze: koszty części jednak rosną. Na rynku coraz większe znaczenie mają producenci elementów do budowy telefonów. Niezwykle skomplikowanych, zminiaturyzowanych, coraz wydajniejszych. Od kilku lat ceny części rosną, bo konkurencja na tym rynku jest niewielka. Producenci telefonów są więc w pewien sposób skazani na rosnące ceny. Ich marża spada, więc telefony po prostu muszą być droższe.

Analitycy porównują tę sytuację do produkcji samochodów. Koncerny motoryzacyjne również opierają się na dostawcach części i to ci drudzy dyktują ceny. Fabryka aut jest jedynie miejscem, gdzie wszystko jest składane w całość.

Firmy technologiczne dostrzegły niebezpieczeństwo i próbują się przestawić na własną produkcję. Robi to zarówno Apple, jak i Samsung – koreański koncern między innymi dzięki tym działaniom odnotował w zeszłym roku świetne wyniki finansowe.

Problem w tym, że cały postęp, jaki odbywa się w branży smartfonów niewiele obchodzi konsumentów. Co roku dostajemy nieco lepsze telefony - trochę więcej pikseli, trochę lepszy wyświetlacz, nieco szybszy procesor. Ale ze współczesnymi aplikacjami świetnie radzą sobie też telefony ze średniej półki cenowej czy flagowce sprzed 2-3 lat. To ciągle świetne telefony. Jedynym miejscem, w którym nie zachodzi praktycznie żaden postęp jest bateria. W nawet najlepszym smartfonie można ją wyczerpać do cna po dniu pracy.
R&D to spore koszty
Koszt smartfona to nie tylko jego zbudowanie z dostępnych na rynku części. Całość trzeba zaprojektować tak, by wszystko działało bez zastrzeżeń, płynnie, szybko i zgodnie z oczekiwaniami użytkowników. Proces projektowania telefonu trwa kilka miesięcy i są w niego zaangażowane setki inżynierów i deweloperów. Samsung rocznie wydaje na badania i rozwój ok. 10 miliardów dolarów. To przekłada się na cenę.

Marketing i sprzedaż
Zaprezentowanie konsumentom nowego telefonu kosztuje miliony – w jakiejkolwiek walucie byśmy nie liczyli. Swoją marżę musi dostać sprzedawca, swoje zarobi branża reklamowa, celebryci, organizatorzy imprez, sponsorowanych przez producentów telefonów.

Sprzedaż flagowców nie jest dla producentów specjalnie opłacalna. Znajdują one stosunkowo niewielu nabywców, raczej z sektora biznesowego. Sprzedaż napędzają za to ich młodsi bracia – celowo nazwani podobnie, ale z określeniem „lite” lub „mini”. Są to sprzęty tańsze, ale korzystają z nimbu wypracowanego przez sztandarowe wersje.

– Relacja pomiędzy kosztem produkcji, wyższą ceną i zyskiem producenta jest niejednoznaczna i niejasna. Zwykle najdroższy model spełnia rolę wizerunkową, podczas gdy wolumen robią trzykrotnie tańsze urządzenia. Zależy to też od producenta, Apple gra w innej lidze marginesów zysków niż reszta producentów – podsumowuje Jan Rybczyński.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Bartłomiej DąbkowskiBartłomiej Dąbkowski

Wciąż dość powszechnym jest przeświadczenie o tym, że multitasking przynosi korzyści, szczególnie w zakresie naszej produktywności. Jak natomiast wskazują autorzy książki "Umysł Lidera" jest to przeświadczenie błędne.

Jarosław TrelaJarosław Trela

Za oknem męczą nas mordercze upały, a w Vertigo Green Energy próbujemy po raz kolejny dopasować naszą strategię do zastanych warunków prawnych, które zmieniają się jak w kalejdoskopie.

Marta KarpińskaMarta Karpińska

Spółka Good Safe otrzymała milion złotych od Funduszu SPINAKER alfa finansującego projekt, którego istotą jest możliwość cyfrowego zapisu postanowień różnego rodzaju dokumentów.