Badass wśród ultrabooków. Recenzja ThinkPad X1 Carbon

Recenzja ultrabooka ThinkPad X1 Carbon szóstej generacji Fot. natemat.pl
Przyszło mi recenzować bardzo ciekawy (przynajmniej na papierze) sprzęt – ultrabook ThinkPad X1 Carbon. Przyznaję bez bicia, przed rozpoczęciem testów trochę się obawiałem. Urządzenie owszem, wygląda świetnie, jednak wątpiłem, czy od strony praktycznej sprawdzi się w warunkach bojowych – na Forum Ekonomicznym w Krynicy. Dlatego wziąłem drugiego laptopa, na wszelki wypadek. Niepotrzebnie.

Oczywiście, że wzornictwo produktu odgrywa wielką rolę. Jednak przez ręce przewinęło mi się zbyt wiele komputerów i telefonów, bym zwracał na to szczególną uwagę. Sprzęt jest do pracy, ma być wydajny, nie wyglądać.
W sytuacjach, jak Forum Ekonomiczne w Krynicy, gdzie trzeba biegać z panelu na panel, tłoczyć się z innymi uczestnikami, pisać szybko, wysyłać jeszcze szybciej, nie wygląd się liczy, a wydajność, szybkość pracy czy uruchamiania/wybudzania. Gdy panelista coś mówi, muszę notować, nie mam czasu czekać, aż system czy urządzenie „zaskoczy”.

Z tymi obawami z tyłu głowy postanowiłem wrzucić Lenovo ThinkPad X1 Carbon na głęboką wodę. Nie tylko nie utonął, ale pływał prawie jak Phelps. Lenovo, co oczywiste, chciało z przytupem uczcić 25-lecie marki ThinkPad. I ten plan się powiódł. Ale po kolei.

In your face, znana marko!
Wbrew recenzenckim zwyczajom, nie zacznę od parametrów czy opisów wizualnych, a od tego, co liczy się najbardziej – funkcjonalności. System działa niebywale szybko i płynnie dzięki mocnym podzespołom, ani razu nie zdarzyło mi się niecierpliwić czy sarkać, że się zawiesił. Trudno o inny werdykt przy 16 GB RAM, procesorze Intel Core i7 ósmej generacji i dysku SSD. Na takich podzespołach Windows 10 to cud, miód, malina. In your face, marko z innym systemem!
Wybudzanie uśpionego komputera czytnikiem linii papilarnych to kwestia nawet nie sekund, co ułamków sekund.

Zbrodnia, ale bez kary - bateria
Wielkim atutem jest bateria i funkcja szybkiego ładowania po złączu typu USB-C. Przy przyciemnionym ekranie i oszczędnym używaniu, wytrzyma nawet 15 godzin – wynika z opisu producenta. W Krynicy, wytrzymał ponad 10 godzin dość intensywnego użytkowania. Mowa tu o pisaniu i internetowym researchu, bez oglądania filmów czy YouTube.

Funkcja szybkiego ładowania jest zbawienna. Zwłaszcza na tego rodzaju imprezach, gdzie popyt na gniazdka znacznie przewyższa ich podaż. Pod koniec dnia, gdy sprzęt już padał, a mnie zostały do obskoczenia dwa panele, w studio zaprzyjaźnionej redakcji chyłkiem odłączyłem jedną z lamp naświetleniowych, by go podładować.


Minęło jakieś 30 minut, zanim któryś z techników zauważył naruszenie infrastruktury i przyszedł mnie ochrzanić, do tego czasu bateria była naładowana w ponad 60 proc. Pozostało mi oddalić się w zorganizowanym pośpiechu z miną pt. „nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem”.

Sprzęt jest bardzo lekki, waży 1,13 kg. W ogóle nie czułem ciężaru, gdy z ultrabookiem pod pachą przepychałem się między innymi dziennikarzami.

Sen paranoika
Jeśli ThinkPad X1 Carbon miałby mieć drugie imię, brzmiałoby „Bezpieczeństwo”. Ultrabook to w zasadzie mokry sen każdego umiarkowanego paranoika, jak ja, jeśli chodzi o bezpieczeństwo danych. Wzór linii papilarnych zapisywany jest na układzie scalonym, co niweluje prawdopodobieństwo jego przechwycenia lub kradzieży.
Osobny układ dTMP zapewnia dodatkową warstwę ochrony – odpowiada za szyfrowanie danych na urządzeniu. Wreszcie – system FIDO, trzywarstwowa warstwa zabezpieczeń logowania do serwisów jak Facebook, Google, Paypal.

I mała rzecz, która robi wielką różnicę – wbudowana osłona na kamerkę internetową. No bajka! Można by kamerę zakleić taśmą, ale raz – mało to eleganckie, dwa – mało wygodne. Można kupić plastikową naklejkę, ale te – w wersji na niemal bezramkowe ultrabooki – są drogie. Tu wystarczy przesunąć palcem.
Niestety recenzencki egzemplarz nie miał kamery podczerwieni, potrzebnej do działania funkcji Windows Hello – odblokowywania komputera twarzą czy przesuwanie kursora ruchami oczu. Szkoda, słyszałem, że Microsoft wykonał kawał dobrej roboty, nie dane mi było jednak jej sprawdzić.

Nie do przecenienia jest złącze Thunderbolt 3, dzięki czemu dane przesyłane są z prędkością do 40 Mb/s. Na tego rodzaju konferencjach zwykle są problemy z internetem, Wi-Fi zamula, zrywa itd. Sprzęt obsługuje LTE A, zapewniający przepustowość do 1 GB/s. Naturalnie uzbrojony w kartę przedpłaconą nie dałem rady wykręcić takiego wyniku, jednak na brak internetu, w odróżnieniu od większości uczestników, narzekać nie mogłem.

Klawiatura - z Jelcza do Tesli
Pisząc tę recenzję, nie mogę nacieszyć się klawiaturą. Na ThinkPad X1 Carbon przesiadłem się z konkurencyjnego sprzętu innego producenta. Tak, różni je kilka lat i generacji, ale pod względem pisania i ergonomii klawiatury, to jak przesiadka z Jelcza do Tesli. Nie ugina się w żadnym miejscu, nie trzeszczy, ma trzy stopnie podświetlenia, oczywiście minigładzik, charakterystyczna dla Lenovo czerwona kropka, palce wręcz po niej płyną.
Bardzo praktycznym zabiegiem jest szeroki klawisz delete. Obecnie coraz częściej obok delete pojawia się przycisk uruchamiania, użytkownicy, przyzwyczajeni przez lata, że w prawym górnym rogu klawiatury jest delete, nieustannie mylą przyciski i usypiają sprzęt. To wielka wada ultrabooka, którego używam w domu, prywatnie. Nie ma dnia, żebym na to nie sarkał.

Ale z Lenovo nie jest tak cukierkowo, o nie. Bezsensownym i nietrafionym pomysłem jest przesunięcie klawisza funkcyjnego (fn) na sam lewy dolny róg klawiatury. I tu pochwalę mojego prywatnego laptopa, klawisz Ctrl, a więc niezbędnik każdego klawiszowego skrótu Windowsa, jest po bożemu umieszczony w lewym dolnym rogu, funkcyjny jest obok.

To nie pierwszy model Lenovo z takim rozmieszczeniem, nie wiem jednak, dlaczego producent zdecydował się przełamać coś, co działa dobrze i upodobnić tym samym do innej marki z Kalifornii, w lewym dolnym rogu umieszczając klawisz funkcyjny. Kończąc temat klawiatury, do głównego gładzika nie mam żadnych zastrzeżeń – przyjemny w dotyku, responsywny, czuły.

Ekran
Minimalne ramki wokół ekranu nadają mu drapieżnego wyglądu. Sprzęt jest bardzo smukły. Niestety (lub stety), muszę skrytykować rodzaj matrycy. Choć kolory są żywe i ostre jak brzytwa, od laptopa przeznaczonego do pracy mobilnej i polowej wymagałbym półmatowej matrycy, nie błyszczącej.
Ale to zawsze odbija się na jakości barw, poza tym to dziedzina wysoce subiektywna. Znam takich, co matów nie znoszą w żadnym wariancie, a bez problemu pracują w naświetlonych miejscach. Zresztą ekran ThinkPada X1 Carbon daje spore pole manewru, ma dużą rozpiętość, do 180 stopni, co pozwoli dostosować go pod odpowiednim kątem w każdych warunkach, także silnego nasłonecznienia.

W recenzenckim modelu zawiasy pracowały idealnie, żadnych zgrzytów czy oporu. Wyglądają solidnie. Sama obudowa jest też dobrze sparowana, nic nie odstaje, nic nie trzeszczy. ThinkPad X1 Carbon pokryty jest miłą w dotyku, czarną, trochę matową powłoką. Wygląda rewelacyjnie, ale ma swoją cenę – trudno utrzymać ją w czystości, zwłaszcza pokrywa trochę się „palcuje”.

Audio
Głośniki spełniają swoje zadanie śpiewająco. Nie da się tego stwierdzić, słuchając zapisu jakiegoś panelu, potrzebujemy większego wyzwania. Dlatego w wolnych chwilach grał Metallikę i Ironsów na full, a moje wyczulone na piskliwe dźwięki gitar ucho było ukontentowane. Bądźmy szczerzy, nie jest to głośnik Marshalla i nie oczekujmy cudów.

Jednak jak na ultrabook – świetnie dają radę. Trudno obwiniać producentów, obudowy w ultrabookach są bardzo wąskie, w przypadku ThinkPad X1 Carbon niecałe 1,6 cm, stąd niełatwo jest zmieścić tam konkretny głośnik.
Nie mogę narzekać na wbudowany mikrofon. Wychwytuje dźwięki z kilku metrów, redukuje szumy i hałasy. Wideorozmowa na tym sprzęcie to czysta przyjemność.

Piękniś i twardziel
Wszystko ładnie pięknie, ale współczesna elektronika ma to do siebie, że jest bardziej wrażliwa niż skorupka jajka. Początkowo pomyślałem, że ThinkPad X1 Carbon, choć bardzo urodziwy, okaże się mięczakiem. Maltretowałem go na wszystkie strony, raz (jakby pytał ktoś z Lenovo, to zupełnym przypadkiem, samo się stało, słowo!) spadł mi ze stołu na podłogę. I nic mu się nie stało, co powitałem z ulgą. Inna sprawa, że ultrabook był zamknięty, historia mogłaby się zakończyć gorzej dla matrycy, gdyby pokrywa była podniesiona.

Producent podaje, że laptop jest zgodny z certyfikatem MIL-STD 810. To zestaw testów wydajnościowych i odpornościowych zaprojektowanych pierwotnie przez amerykańskie wojsko. Sprawdzana jest m. in. wytrzymałość urządzenia na uszkodzenia czy trudne warunki pogodowe (wysoka/niska temperatura, wilgotność, zapylenie itd.).
Poniżej możecie zobaczyć przykład takich testów - naturalnie nie przeprowadzają ich wojskowi, ale wedle wojskowych standardów.
Zwykle sprzęty oznaczone tym certyfikatem są uznawane za bardzo solidne, zazwyczaj są też droższe. Lenovo ThinkPad X1 Carbon 6. generacji to sprzęt uniwersalny, do tańca i różańca, dla naprawdę wymagających. Wymagająca jest też cena, zaczynająca się od pułapu ok. 8 tys. zł.

Na stronie Lenovo zapoznasz się z dokładną specyfikacją urządzenia w różnych wariantach.

Artykuł powstał we współpracy z Lenovo

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Piotr BuckiPiotr Bucki

Aaron Sorkin – amerykański dramaturg, scenarzysta, reżyser i producent filmowy i telewizyjny – przekonuje, że jeśli nie masz w swojej opowieści takich słów jak „ale”, „jednak”, „z wyjątkiem”, „poza”, „tymczasem”, to nie stworzysz dobrej historii. Jeśli nie masz właśnie takich słów funkcyjnych, to nie masz też dobrej narracji do swojej prezentacji.

Bartłomiej DąbkowskiBartłomiej Dąbkowski

Pewne książki warto przeczytać, inne trzeba. Do tej drugiej kategorii zalicza się z pewnością „Siła Nawyku”, której autorem jest Charles Duhigg. Jak tłumaczy już sam podtytuł, książka pozwala zrozumieć „dlaczego robimy to co robimy i jak można to zmienić w życiu i biznesie”. Otóż okazuje się, że mózg działa według pewnych schematów.

Krzysztof SurgutKrzysztof Surgut

Twoja Firma została zaatakowana przez hakerów? No to może warto odpowiedzieć im "Pięknym za Nadobne" i przygotować lub zlecić kontratak? To nie jest najlepszy pomysł. Dlaczego? Zapraszam do lektury.