W tym polskim mieście życie jest bajecznie tanie. Burmistrz walczy o mieszkańców dopłatami

W Kozienicach mieszkańcy płacą najmniej za usługi komunalne
W Kozienicach mieszkańcy płacą najmniej za usługi komunalne youtube.com/KDKimBK
Komunikacja miejsca, dostarczanie wody i odbiór śmieci – nikt w Polsce nie załatwi ci tego taniej niż Kozienice. Pod względem cen za usługi publiczne niewielkie miasteczko bije inne ośrodki w Polsce nawet trzykrotnie. Wszystko dlatego, że mieszkańcy masowo z niego uciekają.


Jeśli chodzi o usługi dostarczane przez miasto (ranking zebrał miasta powiatowe), nie znajdziesz w Polsce tak taniego miejsca jak Kozienice. Z raportu „Ranking wydatków mieszkańców na usługi komunalne” przygotowanego przez firmę Curulis wynika, że mieszkańcy mogą się zamknąć z budżetem na te cele w kwocie 1310 zł. To ewenement na mapie Polski, bo przy kolejnym w zestawieniu Działdowie widnieje już liczba 1432 zł.


O dużych miastach lepiej nawet nie wspominać. Warszawa, Kraków i Gdańsk– prawie 3 tys zł. Dalej mamy Wrocław (3145 zł) i Poznań (3157 zł). Prawdziwy wstrząs wywołuje jednak dopiero rzut oka na dół tabeli. A tam Rybnik, Mysłowice i Tarnowskie Góry – każde z tych miast ściąga z mieszkańców niemal po 4 tys. złotych.

Łatwo więc policzyć, że - nieco upraszczając - życie jest tam trzy razy droższe niż w Kozienicach. Ranking uwzględnia takie aspekty jak zaopatrzenie w wodę, odprowadzanie ścieków, odbiór odpadów, komunikację publiczną i strefy płatnego parkowania.

Dlaczego w Kozienicach jest tak tanio?
– Od 20 lat w Kozienicach prowadzona jest zrównoważona polityka rozwoju. Dbamy o nieustanny rozkwit gminy, o dobrą jakość oraz poziom życia mieszkańców – tłumaczy ogólnikowo w raporcie burmistrz miasta Tomasz Śmietanka.
Wystarczy jednak wczytać się w wypowiedzi kozienickich polityków, by zauważyć, że tym, co spędza im sen z powiek, jest wizja exodusu młodych ludzi. A być może nawet nie tyle wizja samego wyjazdu, co fakt, że do rodzinnej miejscowości mogą już nigdy nie wrócić.


Mieszkańcy Kozienic śmieją się, że miasto zostało zbudowane za norweskie korony. Pieniądze zarobione na malowaniu domów czy innych pracach fizycznych przywożą bowiem do miasta, stawiając sobie pokaźnych wielkości chałupy i inwestując w drogie samochody.

Jedna z krążących po Kozienicach anegdot opowiada zresztą o zatrzymaniu wrocławskich chłopaków przez policję z Oslo.
– Skąd jesteście? – pytają funkcjonariusze.
– Z Polski – wyjaśnia kierowca.
– Niemożliwe, polska rejestracja to WKZ – słyszą w odpowiedzi.

Sposobem na zatrzymanie młodych ludzi ma być właśnie sięganie do miejskiego budżetu. A jest do czego sięgać. Bogactwo Kozienic, podobnie jak w przypadku innych małych, acz zamożnych gmin, bierze się z sąsiedztwa dużej spółki energetycznej, która odprowadza podatki do miejscowego budżetu. W przypadku „polskiego Kuwejtu”, czyli najbogatszej w Polsce gminy Kleszczów, chodzi o PGE. W przypadku Kozienic pieniądze leją się strumieniem z Elektrociepłowni Kozienice.

– Kozienice to bogata gmina. Ma relatywnie wysoki udział dochodów własnych ze względu na elektrownię. Dlatego może sobie pozwolić na dotowanie miejskich usług – potwierdza prof. Eugeniusz Sobczak z z Wydziału Administracji i Nauk Społecznych Politechniki Warszawskiej.

Kozienice myślą o przyszłości
Spójrzmy choćby na wywiad, jakiego "Echu Dnia" udzielił Martin Bożek, kandydat na nowego burmistrza. Bożek wspominał w nim o opracowywaniu tanich mieszkań na wynajem, rozbudowie szkół i przyciąganiu nowych firm, które dadzą nowe miejsca pracy, bez których mieszkańcy skazani są na zarobkowa emigrację, ot choćby do Warszawy.
Już dzisiaj zresztą miasto orze jak może. Około 40 proc. kosztów za wodę i ścieki jest pokrywanych z budżetu gminy. – Nie jest to rozwiązanie popularne, bo uszczupla budżet gminy, jest za to ukłonem w stronę mieszkańców i biznesu – tłumaczył w raporcie Śmietanka.

Kozienice wprowadziły również bezpłatną komunikację miejską. Choć takie stwierdzenie w przypadku kilkudziesięciotysięcznego miasta jest być może trochę na wyrost. W rzeczywistości chodzi o jedną linię zwaną „metrobusem”, która całe miasto objeżdża w nieco ponad pół godziny zaliczając po drodze dworzec autobusowy, szpital, stadion, miejskie urzędy i co większe osiedla oraz siedziby firm.

Czy to wystarczy, by zatrzymać mieszkańców? – To na pewno dobry trop, bo zwiększa konkurencyjność migracyjną miasta. Kozienice zmagają się jednak dzisiaj z problemem odpływu mieszkańców. W tej chwili największym pracodawcą jest elektrownia. Z tego względu wielu wykształconych mieszkańców szuka pracy w innych częściach Polski – puentuje prof. Sobczak.

Samych mieszkańców informacja o tym, że żyją w najtańszym mieście w Polsce, też zdaje się przesadnie nie ruszać. – Jeśli spojrzymy na ranking średniego dochodu gminy na mieszkańca to już tak różowo nie jest: bodajże 367. miejsce. Reasumując, wolałbym aby nasza gmina była na pierwszym miejscu w dochodach a na 367. w opłatach komunalnych – komentuje jeden z internautów.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Zrobił aplikację, bo chciał pomóc mamie. Okazała się takim hitem, że rzucił pracę i założył firmę
DZIEJE SIĘ 0 0Jak ministerstwo mogło płacić za usługi trolli? Detektyw ujawnia możliwe scenariusze
DZIEJE SIĘ 0 0Przepis PiS-u na bezkarność. Człowiek partii na czele najważniejszego organu kontroli w państwie
BIZNES 0 0Para Polaków zrobiła biznes... na psich głowach. Sprzedają swoje rzeźby na całym świecie
0 0Stoją w kolejkach, kupują buty i sprzedają je drożej. Na parze zarabiają nawet 5 tys. zł