Biura wśród jezior. Młody burmistrz wabi Polaków wracających po Brexicie ekologicznym eldorado

Burmistrz Złotowa w woj. wielkopolskim buduje ekologiczną stolicę Polski
Burmistrz Złotowa w woj. wielkopolskim buduje ekologiczną stolicę Polski facebook.com/Złotów.Wielkopolskie Zdroje; youtube.com/Hejłobuzy
Złotów to miasto położone daleko od autostrad, ekspresówek, a nawet dróg krajowych. Jego burmistrz Adam Pulit próbuje to przekuć w zaletę – chce postawić biura coworkingowe, stawia drzewo za drzewem, wymienia stare piece, a nawet uczy, jak poprawnie karmić ptaki. Bo mieszkańcy ponoć nie umieją. Samorządowiec jest w trakcie budowania na obrzeżach Wielkopolski ekologicznego eldorado.

– Za chwilę Polacy mają zacząć falę powrotów po Brexicie. Chcę, by przyjeżdżali do nas – tłumaczy INNPoland.pl Adam Pulit.

Rzutki, 43-letni samorządowiec zabrał się do tematu bardzo poważnie. Wykorzystując doświadczenie zdobyte w organizacjach samorządowych i nadleśnictwie zabrał się do budowania na północnych krańcach Wielkopolski wymarzonego miejsca dla ekologów i fanów zdrowego trybu życia. To coraz więcej ludzi, szczególnie młodych Polaków. Pulit ogłosił Złotów „wielkopolskim zdrojem” i zabrał się do roboty.
Gdzie jest Złotów?
Złotów na ekologiczną stolice Polski nadaje się idealnie. To niewielka, niespełna 20-tys. miejscowość położona powyżej trasy prowadzącej z Bydgoszczy do Piły. Do najbliższej autostrady mieszkańcy mają szmat drogi, kilkunastukilometrowa przeprawa czeka ich nawet do dróg krajowych nr 10 i 11.

– Przez pewien czas sądziliśmy, że odległość od głównych dróg dyskwalifikuje nas jako miejsce, w którym można osiąść na stałe. Ale ludzie coraz częściej doceniają dobre warunki życia, spokój i to, co ich miejsce zamieszkania może zaoferować im po pracy. U nas można znaleźć się w całkowicie innej, bajecznej krainie. Dookoła mamy tereny leśne, szlaki rowerowe, można pójść na grzyby, rower albo pobiegać – zachęca Pulit.

I na potwierdzenie wylicza, że w pobliżu Złotowa są dwa obszary Natura 2000, kilka spławnych rzek i 100-hektarowy las projektowany przez byłego ogrodnika królów pruskich.

Na pustych frazesach działanie burmistrza się jednak nie kończy. Gdyby tak było, Złotów nie różniłby się zresztą przesadnie od warszawskich apartamentowców o fantazyjnych nazwach jak Lake Park Apartaments czy Zen Garden, które z ekologią łączy zazwyczaj kilka krzaczków zasadzonych pod blokiem.


Pulit do słów „ekologia” i „zdrowy tryb życia” zabrał się bardziej na serio. Do organizowanego przez miasto od 20 lat Euro Eko Festivalu dorzucił cały szereg mniejszych i większych działań.
Mieszkańców męczy smog? Bardzo proszę, burmistrz zamontował w Złotowie czujniki i okazało się, że normy są przekroczone. Stworzył więc „miejską fabrykę czystego powietrza”, czyli program zakładający sadzenie kilkuset drzew rocznie. Ale nie byle jak i byle gdzie. – Zwracamy uwagę na rodzaje nasadzeń tak, by były one przyjazne pszczołom. Ich wymieranie to jeden z większych problemów rozwiniętych krajów – tłumaczy Pulit.

Dla chętnych miasto rozdaje dotacje do 5 tys. na gospodarstwo na wymianę tzw. kopciuchów, czyli starych pieców węglowych.

W tle majaczy również inny, dużo większy projekt. Złotów dostał z Polskiego Funduszu Rozwoju 4 mln złotych na stworzenie ośmiu nowych terenów zielonych. Oprócz tego miasto buduje też szlak turystyczny nad jeziorem Zaleskim i inwestuje w ścieżki rowerowe.

Powietrze to nie wszystko
W budowie ekologicznego eldorado pieniądze to jednak nie wszystko. Ratusz wpadł też na inne, dość niskokosztowe pomysły, które mają uprzyjemnić życie mieszkańcom. Postawił np. przezroczyste popielniczki z przegrodą i napisami: „rzucam palenie” i „nie rzucam”. Efekt?

– Wypełnia się w połowie już w ciągu trzy dni. Zamiast wyrzucać pety na trawnik, ludzie biorą udział w głosowaniu – cieszy się Pulit.
Pewnego dnia burmistrz doszedł też do wniosku, że złotowianie nie potrafią karmić ptaków nad jeziorem.

– Na wodzie lądowały kawałki chleba nasączone przyprawami, które bardziej im szkodzą niż pomagają. Postawiliśmy automat do podawania karmy, którą wytworzyliśmy w lokalnej wytwórni pasz. Było wiele testów i prób, oni mieli doświadczenia z karmieniem karpi. Wcześniej im ta karma tonęła, w końcu udało się stworzyć taką która utrzymuje się na wodzie. Pakujemy ją w opakowania do butów, takie jakie można znaleźć w szpitalach. Za symboliczną złotówkę można teraz pobierać z automatów prażone ziarno, które jest bezpieczne dla ptaków – opowiada.

Najnowszy projekt jest już inicjatywą oddolną – rozpoczętą przez miejscowe firmy, które skarżyły się, że po jednym z okolicznych jezior pływają śmieci. Wraz z miastem zachęcają więc do wsiadania na rowery wodne wyposażone w chwytaki. Jeżeli turysta wyłowi z wody kilka butelek, przejażdżkę dostaje za darmo.

Związki z naturą Złotów podkreśla zresztą na każdym kroku. Kilka lat temu miasto zaczęło „klonować” sztucznego jelenia (który widnieje w miejskim herbie). Dzisiaj egzemplarze stoją w siedzibie wszystkich ważniejszych firm, a jeden odlew został postawiony na rondzie przed ratuszem. Służy m.in. do… zbierania pieniędzy.

– Po wysłaniu SMS-a za 4 zł netto zaczyna się kręcić i wydawać ryki godowe. Wszystko można obejrzeć z kamery zamontowanej w moim oknie. Pieniądze idą na uhonorowanie postaci ks. Bolesława Domańskiego, który walczył o zachowanie polskości na ziemiach pod zaborem pruskim – opowiada Pulit.

Herbatki zamiast Red Bulli
Ruch, świeże powietrze – czego jeszcze potrzeba? Ano właściwego odżywania. O tym Złotów też już pomyślał. Pulit dogadał się z miejscową fabryką, która produkuje teraz herbatki ziołowe, które mają dawać długowieczność („nasze miasto zawsze słynęło z dużej liczby stulatków”), uspokajać albo pobudzać – w zależności do potrzeb.
Ta ostatnia nie przez przypadek nazywa się zresztą Ryk Jelenia. – Lepsze to niż, gdyby młodzież miała pić energetyki – zauważa Pulit.

– Na tę uspokajającą młodzież mówi: „złote zioło”. Niech się kojarzy, jak się kojarzy, ale jest kupowana i z tego się cieszę. Polecana nad jeziorem z widokiem na panoramę miastach – dodaje.

Cel? Ściągnąć Polaków
Te wszystkie działania mają konkretny cel. Złotów, jak inne niewielkie miasteczka, zmaga się z problemem depopulacji. Pulit opowiada, że w ostatnim czasie udało się zatrzymać niekorzystny trend i dzisiaj wskaźnik migracji zatrzymał się na zerze, co oznacza, że złotowian przestało ubywać.

Ambicje burmistrza są jednak większe. Chce postawić biura coworkingowe i sprawić, by okolica przestała kojarzyć się z wyłącznie z fajnym miejscem na weekendowy wypoczynek.

– Dzisiaj młodzi ludzie coraz częściej pracują zdalnie. Mogą połączyć się przez Skype'a z kontrahentem z Poznania, Warszawy czy Krakowa w każdej chwili. Odległości przestają być problemem – przekonuje.

Herbatka Złotowska oraz zestaw porcelany z wzorem haftu krajeńskiego fot. zasób UM Złotów #zlotow #herbatka #haft

Opublikowany przez Złotów. Wielkopolskie Zdroje Piątek, 17 sierpnia 2018
Czy ten plan może wypalić? W pewnej mikroskali testuje to już polska firma Code&Pepper. Jej założyciele, kusząc wizją wypoczynku nad jeziorem, ściągają do Suwałk pracowników nawet z drugiej części Polski.

Polityczne przepychanki
Zdaniem części politycznych przeciwników Pulita, samorządowiec ma jednak nazbyt rozgrzaną głowę. Rada Miasta odrzuciła np. pomysł sfinansowania szlaku turystycznego nad jeziorem Zaleskim i utworzenie ośmiu terenów zielonych. Powód? Spór o wysokość środków własnych, jakie trzeba będzie wyłożyć na inwestycję. Z początkowych 800 tys., zrobiło się nagle ok. 2 mln.

– Burmistrz ma jakieś swoje założenia i próbuje forować swoje pomysły. Radni się z tymi pomysłami nie zgadzają. Jest trochę taka przepychanka. To nie jest na zasadzie, że my czegoś nie chcemy, bo my chcemy – cytuje Krzysztofa Żelichowskiego portal asta24.pl. Mężczyzna jest przewodniczącym Rady Miasta w Złotowie i jednocześnie rywalem Pulita w nadchodzących wyborach.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Marek PorzeżyńskiMarek Porzeżyński

Geoblokowaniem nazywane są praktyki polegające na blokowaniu dostępu do stron internetowych lub przekierowywania na strony przewidziane dla danego rynku ze względu na przynależność państwową odwiedzającego. Takie praktyki uznawane są za dyskryminujące...

Bartłomiej DąbkowskiBartłomiej Dąbkowski

Pewne książki warto przeczytać, inne trzeba. Do tej drugiej kategorii zalicza się z pewnością „Siła Nawyku”, której autorem jest Charles Duhigg. Jak tłumaczy już sam podtytuł, książka pozwala zrozumieć „dlaczego robimy to co robimy i jak można to zmienić w życiu i biznesie”. Otóż okazuje się, że mózg działa według pewnych schematów.

Krzysztof SurgutKrzysztof Surgut

Twoja Firma została zaatakowana przez hakerów? No to może warto odpowiedzieć im "Pięknym za Nadobne" i przygotować lub zlecić kontratak? To nie jest najlepszy pomysł. Dlaczego? Zapraszam do lektury.