
Reklama.
Mózgiem operacji zdaniem sądu był 27-latek, zawodowo zajmujący się sprzedażą wędlin i mięsa. Zamówił on u swojego kolegi, 31-letniego dekarza i blacharza, namalowanie 20 obrazów. Umowę spisano, wraz z wytycznymi i karami umownymi. Termin wynosił 90 dni, więc dekarz musiał malować jeden obraz co 4,5 dnia.
Pewnie dlatego całą swoją pracę wycenił na dokładnie 2 miliardy i 160 tysięcy złotych brutto. Taką też fakturę wystawił swojemu koledze a ten bez cienia żenady zaniósł ją do urzędu skarbowego i zażądał zwrotu 160 milionów złotych podatku VAT – pisze PolsatNews.pl.
Jak to możliwe, że wpadli?
Trudno powiedzieć, co wzbudziło czujność urzędników – czy to wysoka cena, przebijająca dzieła Rembrandta, Picassa czy Leonarda da Vinci, czy może fakt, że obrazy były rozmazane, bo twórca nie wiedział jakiego użyć rozpuszczalnika i wszystko spłynęło.
Trudno powiedzieć, co wzbudziło czujność urzędników – czy to wysoka cena, przebijająca dzieła Rembrandta, Picassa czy Leonarda da Vinci, czy może fakt, że obrazy były rozmazane, bo twórca nie wiedział jakiego użyć rozpuszczalnika i wszystko spłynęło.
Poważna kontrola wykazała, że malarz kompletnie nie umiał malować, materiały kupił w markecie i w żadnym razie jego obrazy dziełami sztuki nie są. Jeszcze poważniej do tej próby wyłudzenia podszedł sąd, skazując rzeźnika na 4 a dekarza na 5 lat za kratami.
Szkoda, że sądy nie przyglądają się zagadkowym wycieczkom polskich posłów do wakacyjnych kurortów, oczywiście za pieniądze z budżetu.