Dzik niewinny, ale i tak ma zginąć. Minister chce płacić za ich truchła

Myśliwi nie zamierzają przykładać ręki do eksterminacji dzików, uznając ten pomysł za chybiony i nierealny.
Myśliwi nie zamierzają przykładać ręki do eksterminacji dzików, uznając ten pomysł za chybiony i nierealny. Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Ministerstwo raz grozi myśliwym, raz kusi ich pieniędzmi, by tylko wystrzelali jak najwięcej dzików. Ci bronią się rękami i nogami, wspomagani przez ekologów. Minister rolnictwa jako jedyny nie wie, że strzelanie do dzików nie zatrzyma zabijającego całe stada świń wirusa ASF. Cuda zdziałać może za to higiena i rygor sanitarny.

Czym jest wirus ASF?
W Polsce coraz szybciej rozprzestrzenia się wirus ASF – afrykańskiego pomoru świń. Nie ma na niego szczepionki, nie ma lekarstwa, zarażone zwierzęta giną. Zagraża on tylko świniom, dzikom i ich nielicznym krzyżówkom.

Ministerstwo Rolnictwa od dawna poszukuje metod na zahamowanie rozwoju epidemii, ale ogranicza się tylko do zapowiedzi masowego wymordowania dzików w Polsce. Tylko, że to nie dziki odpowiadają za to, że wirus trafia do chlewów i tam sieje śmiertelne żniwo. Przynoszą go tam ludzie.

Co więcej, za fakt, iż w Polsce dzików jest więcej, niż powinno, odpowiadają w znacznej mierze myśliwi, którzy obecnie mają dokonać rzezi tych zwierząt. A na dodatek nieźle na tym zarobić.

Zielone kapelusiki nie chcą strzelać
Większość myśliwych nie zamierza przykładać ręki do eksterminacji dzików, uznając ten pomysł za chybiony i nierealny. Faktycznie – wybicie dzików na jakimś terenie, np. województwa, jest niemożliwe do zrealizowania. No chyba, żeby zaangażować do tego całą armię, policję, wojska obrony terytorialnej i inne uzbrojone służby. A i to nie zagwarantuje sukcesu.

Na dodatek dziko żyjące zwierzęta po prostu nie mieszają się z zagrodowymi świniami. Zarazki do hodowli przenoszą ludzie, w praktyce wystarczy zachować rygor sanitarny, by nie dopuścić wirusa do hodowli. Tymczasem osoby chodzące po lesie, w tym myśliwi, przenoszą ASF do chlewni na odzieży i obuwiu. Martwe świnie i odpadki z rzeźni wyrzucane są do lasów, gdzie zarażają się nimi dziki.


Zarówno myśliwi, jak i ekolodzy, powtarzają, że ASF-u nie wyeliminuje się przez odstrzał dzików. Taką tezę postawiła też Europejska Agencja Bezpieczeństwa Żywności.

Myśliwi twierdzący, że dzików w Polsce jest za dużo, mogą mieć rację. Ale sami są odpowiedzialni za wzrost ich populacji. Na nęciskach leżą dosłownie tony gnijącego jedzenia, które ma wabić dziki i jest dla nich darmową stołówką. W lasach naprawdę można znaleźć całe stosy ziemniaków, buraków, kukurydzy a nawet psujących się bananów – odrzutów z supermarketów.
Dziki w Polsce
W Polsce nie ma też zbyt dużo drapieżników polujących na dziki. Jedynymi są wilki, na które myśliwi i tak mają chrapkę, mimo, iż populacja jest nieliczna i dopiero się odradza.

Ale nawet myśliwi nie zamierzają dokonywać rzezi dzików, mimo zachęt i gróźb ze strony urzędników. Minister rolnictwa, Krzysztof Ardanowski, kilka tygodni temu twierdził, że jeśli myśliwi nie wybiją zwierząt w lasach, to będą odpowiedzialni za rozprzestrzenianie się ASF. Wysuwał też zawoalowane groźby zmuszenia ich do takiej działalności i odbierania uprawnień do polowania.

Obecnie Ardanowski zamierza płacić myśliwym za strzelanie do dzików, zachęca wypłatą 650 złotych od sztuki. – To przekupywanie może nie być skuteczne, żeby zachęcić myśliwych do tego działania – twierdzi cytowany przez money.pl Miłosz Marszał, myśliwy, sekretarz Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Łowieckich i Okołołowieckich. Dodaje, że łowiectwo nie ma być źródłem dochodów.

Wcześniej okazało się, że mięso świń wybitych z powodu epidemii ASF i tak trafiło prawdopodobnie na rynek w postaci konserw dla wojska, szpitali i więzień.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Marek PorzeżyńskiMarek Porzeżyński

Geoblokowaniem nazywane są praktyki polegające na blokowaniu dostępu do stron internetowych lub przekierowywania na strony przewidziane dla danego rynku ze względu na przynależność państwową odwiedzającego. Takie praktyki uznawane są za dyskryminujące...

Bartłomiej DąbkowskiBartłomiej Dąbkowski

Pewne książki warto przeczytać, inne trzeba. Do tej drugiej kategorii zalicza się z pewnością „Siła Nawyku”, której autorem jest Charles Duhigg. Jak tłumaczy już sam podtytuł, książka pozwala zrozumieć „dlaczego robimy to co robimy i jak można to zmienić w życiu i biznesie”. Otóż okazuje się, że mózg działa według pewnych schematów.

Krzysztof SurgutKrzysztof Surgut

Twoja Firma została zaatakowana przez hakerów? No to może warto odpowiedzieć im "Pięknym za Nadobne" i przygotować lub zlecić kontratak? To nie jest najlepszy pomysł. Dlaczego? Zapraszam do lektury.