Ujawniła kulisy pracy przy wyborach. "Fuszerka. Ktoś powinien ponieść odpowiedzialność"

Zwiększone obwody wyborcze i zmniejszona obsada komisji. Deficyt pieczątek, budek do głosowania, a nawet długopisów. Przygotowanie wyborów samorządowych woła o pomstę do nieba.
Zwiększone obwody wyborcze i zmniejszona obsada komisji. Deficyt pieczątek, budek do głosowania, a nawet długopisów. Przygotowanie wyborów samorządowych woła o pomstę do nieba. Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta
Konsekwencje bezmyślności i skąpstwa organizatorów ponieśli wyborcy obu stron – pisała na Facebooku Katarzyna Kęsicka, warszawianka, która w wyborczą niedzielę pracowała w komisji wyborczej przy ulicy Nowoursynowskiej. Jej relacja to katalog błędów i zaniedbań niedzielnych wyborów.

– Jak się dowiedziałam, poprzednio były to dwa oddzielne obwody, każdy liczący ok. 1500 wyborców, każdy obsługiwany przez pięciu członków komisji. W tym roku obwody połączono w jeden – liczący około 3 tys. wyborców, ale obsługiwany nadal tylko przez pięć osób z komisji – podsumowywała Kęsicka.

W efekcie do południa kolejki formowały się już przed szkołą, w której usytuowano lokal wyborczy. Ba, do obligatoryjnego ostemplowania 12 tysięcy kart wyborczych w komisji był jeden stempel. Druga osoba przygotowywała pakiety czterech kart. Pozostałe trzy osoby pracowały przy stoliku, wydając karty.

Z czego jedna – kierowniczka komisji – większość czasu spędziła, próbując wyjaśnić, dlaczego niektórzy wyborcy nie są w stanie odnaleźć swoich nazwisk na liście uprawnionych do głosowania. Tyle że biuro wyborcze odsyłało do urzędu gminy, w którym wyborca dopisywał się do listy.


Praca w komisji wyborczej
– W pięć osób obsłużyłyśmy w pięć osób ponad 2400 wyborców – konkluduje autorka wpisu opublikowanego też na stronach warszawa.wyborcza.pl. Jak podkreśla, na wcześniejszym szkoleniu obiecywano dwugodzinną przerwę. W rzeczywistości było to 15 godzin ciągłej pracy, podczas której trudno było wyjść nawet do toalety, nie mówiąc już o tym, by samemu zagłosować.

Na całą komisję przewidziano trzy budki do głosowania i sześć długopisów. Na wysokości zadania stanęli wyborcy. – Nikt na nas nie krzyczał, nie odreagowywał godzinnego stania w kolejce, w zaduchu, w tłoku. Wielu wyborców wyrażało współczucie – czytamy. Później, po godzinie 21, zaczynało się jeszcze kolejne stemplowanie i podliczanie.

Kęsicka podkreśla, że problem nie ograniczał się do jednej komisji – to samo było w całej dzielnicy, może całym mieście. Organizacyjnie wszędzie wyglądało to tak samo: większe obwody, mniej liczne komisje. – Organizacyjnie to fuszerka, w której nic nie ma prawa wyjść, zdążyć na czas, odbyć się tak, jak należy – pisze.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Marek PorzeżyńskiMarek Porzeżyński

Geoblokowaniem nazywane są praktyki polegające na blokowaniu dostępu do stron internetowych lub przekierowywania na strony przewidziane dla danego rynku ze względu na przynależność państwową odwiedzającego. Takie praktyki uznawane są za dyskryminujące...

Bartłomiej DąbkowskiBartłomiej Dąbkowski

Pewne książki warto przeczytać, inne trzeba. Do tej drugiej kategorii zalicza się z pewnością „Siła Nawyku”, której autorem jest Charles Duhigg. Jak tłumaczy już sam podtytuł, książka pozwala zrozumieć „dlaczego robimy to co robimy i jak można to zmienić w życiu i biznesie”. Otóż okazuje się, że mózg działa według pewnych schematów.

Krzysztof SurgutKrzysztof Surgut

Twoja Firma została zaatakowana przez hakerów? No to może warto odpowiedzieć im "Pięknym za Nadobne" i przygotować lub zlecić kontratak? To nie jest najlepszy pomysł. Dlaczego? Zapraszam do lektury.