Jest praca, ale brakuje chętnych. Trwa rozpaczliwe polowanie na tzw. "niebieskie kołnierzyki"

"Niebieskie kołnierzyki" ludzie pracujący na stanowiskach m.in. kelnerów, pracowników budowlanych, kasjerów czy kierowców.
"Niebieskie kołnierzyki" ludzie pracujący na stanowiskach m.in. kelnerów, pracowników budowlanych, kasjerów czy kierowców. Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Niebieskie kołnierzyki poszukiwane. Znaczny deficyt na rynku pracowników branż niewymagających wysokich kwalifikacji przyprawia warszawskich pracodawców o białą gorączkę. Sytuacja jest na razie patowa - stopa bezrobocia w stolicy to tylko 1,5 proc. i nic nie wskazuje na to, że miałaby w najbliższym czasie wzrosnąć, ostrzega portal pulshr.pl.


Brak niebieskich kołnierzyków
Kurierzy, pracownicy budowlani, kelnerzy, kucharzy, kierowcy, sprzedawcy czy kasjerzy - na takie stanowiska rozpaczliwie brakuje pracowników, w szczególności w stolicy. Jak wynika z ostatniego badania „Barometr Zawodów”, które przywołuje portal pulshr.pl, na deficytowej liście są również barmani, cukiernicy, pracownicy zawodów medycznych i opiekuńczych.

– Tak zwane "niebieskie kołnierzyki" - w przypadku Warszawy głównie pracownicy obsługi klienta, handlu, produkcji FMCG, transportu, logistyki, hotelarstwa czy gastronomii - to grupa zawodowa przez wiele lat traktowana przez pracodawców po macoszemu. Niskie stawki godzinowe, umowy śmieciowe, nieodpowiednie warunki pracy, niskie stawki godzinowe - w tych zawodach przez wiele lat były częstym zjawiskiem – tłumaczy w rozmowie z serwisem Katarzyna Godlewska, managing director Kiwi Jobs.

Czasy jednak się zmieniają i deficyt tych pracowników na rynku znacznie poprawił warunki zatrudnienia proponowane przez pracodawców. Coraz częściej mogą liczyć na benefity pozapłacowe i wyższe stawki. W wielu branżach zatrudniających niebieskie kołnierzyki stawki godzinowe są o kilkadziesiąt procent wyższe niż 5 lat temu.


Liczy się atmosfera pracy
Jednak jak wynika z badania Kiwi Jobs, to nie niskie wynagrodzenie jest głównym czynnikiem, dla którego mniej wykwalifikowani pracownicy z Warszawy zmieniali pracę. Najczęstszym powodem okazała się negatywna atmosfera w miejscu zatrudnienia, na którą wskazało 67 proc. ankietowanych, oraz relacje z szefem - 59 proc. wskazań.

Na niską ostatnio popularność zawodów z kategorii niebieskich kołnierzyków może mieć również wpływ wysoki czynnik stresu. Jak pisaliśmy w INNPoland.pl, pracując np. jako kelnerzy jesteśmy o 22 proc. bardziej narażeni na udar mózgu niż pracując jako neurochirurg. Zawody, które są bardzo wymagające, ale w znacznej mierze zautomatyzowane, wiążą się z największym uszczerbkiem na zdrowiu.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Para Polaków zrobiła biznes... na psich głowach. Sprzedają swoje rzeźby na całym świecie
0 0Stoją w kolejkach, kupują buty i sprzedają je drożej. Na parze zarabiają nawet 5 tys. zł
0 0E-sport w Polsce potrzebuje pracowników. Ale uczelnie nie potrafią ich kształcić
0 0Pływa w syrenim ogonie i uczy tego innych. "Dla syren nie ma górnej granicy wiekowej"
0 0"Piętno głupiej dziewczynki we mnie zostało". Tak po latach czują się ofiary mobbingu