87-latka chciała dorobić do emerytury. On wynajął od niej mieszkanie i zmienił jej życie w piekło

Wynajęcie mieszkania czasem staje się początkiem problemów dla jego właściciela
Wynajęcie mieszkania czasem staje się początkiem problemów dla jego właściciela Marcin Stępień / Agencja Gazeta
Mam 87 lat i jestem schorowaną kobietą. Mam wielomiejscowe kompresyjne złamanie kręgosłupa, pęknięte żebra, więc nie jestem w stanie o własnych siłach opuścić mieszkania. Praktycznie jestem już jedną nogą na drugim świecie" - tak zaczyna się list, który dotarł na naszą redakcyjną skrzynkę.


Wiadomość pochodziła od właścicielki mieszkania, która postanowiła się podzielić z nami historią problemów z najemcą. Wynajmowała mu mieszkanie, które odziedziczyła. Miała nadzieję, że pieniądze pomogą jej zrównoważyć domowy budżet.


Najemca na początku nie sprawiał problemów. Jednak po jakimś czasie wpłaty za mieszkanie zaczęły spływać z opóźnieniem. Po roku osiągnęło ono ponad trzy miesiące, więc został on ostrzeżony, że albo zaczyna płacić, albo będzie musiał opuścić mieszkanie.


– Niestety, skutek był całkowicie odwrotny od oczekiwanego – tłumaczy kobieta. – Pan ten całkowicie zaprzestał płacenia, zmienił zamki w drzwiach, a na moje pytanie, kiedy ureguluje zaległości, otrzymywałam odpowiedź, że "nie ma z czego zapłacić" lub "jakoś sobie pani poradzi", "nie mam zamiaru się nigdzie wynieść" – dodaje.


Odcięli mu prąd, założył sobie sam
Zamiast wsparcia budżetu, zaczęło się utrzymywanie dwóch mieszkań. Po jakimś czasie właścicielka zdecydowała się na kontakt z zakładem energetycznym, który odciął prąd w mieszkaniu, do którego nie miała dostępu. To było jeszcze zanim weszły w życie przepisy, które zabraniały tego typu działań.

– Od tego czasu zaczęłam być telefonicznie straszona, że wsadzi mnie do więzienia, za to, że "odcięłam" go od prądu – mówi właścicielka. Pomimo tego w mieszkaniu miało nadal świecić się światło. To możliwe - do podpisania umowy z zakładem energetycznym nie jest wymagany akt własności mieszkania.

Sprawa trafiła przed sąd, który w czerwcu 2018 roku wydał wyrok. Sąd nakazał najemcy opuszczenie mieszkania, nie przyznał mu prawa do lokalu socjalnego i nakazał zwrot kosztów procesu.

Wyrok to nie wszystko
Jednak wyrok nie oznaczał końca problemów. Zgodnie z polskim prawem, jeśli najemcę usuwa z mieszkania komornik, może zrobić to wyłącznie do innego mieszkania - albo posiadanego przez najemcę, albo do mieszkania tymczasowego zapewnionego przez gminę. Jeśli gmina takiego nie zapewnia, dopiero po pół roku można usunąć takiego najemcę do noclegowni lub schroniska.

Należy pamiętać jednak, że tego typu wyroków nie wykonuje się w okresie od 31 listopada do 31 marca. Stąd właścicielka musiała w praktyce czekać, aż najemca wyprowadzi się sam, pomimo wyroku sądu w rękach. W tym przypadku na szczęście najemca sam zdecydował się na wyniesienie się z mieszkania. Długu nadal jednak nie oddał.

Próbowałem skontaktować się z eksnajemcą, jednak do momentu publikacji nie udało mi się uzyskać odpowiedzi na moje pytania.

Najemcy biorą sprawy w swoje ręce
Z powodu takiego prawa część właścicieli chce brać sprawy w swoje ręce. Raz na jakiś czas w sieci pojawiają się ogłoszenia osób, które szukają chętnych do dokwaterowania do takiego mieszkania.

– W praktyce często zdarza się, że nabywca „motywuje” lokatorów do dobrowolnej i szybkiej wyprowadzki na różne sposoby, w tym poprzez zapłatę określonej sumy pieniężnej – mówi w rozmowie z INNPoland.pl adwokat Jerzy Chojka.

Czasem też wśród internetowych komentatorów pojawiają się podpowiedzi, by używać wobec nieuczciwych lokatorów metod stosowanych przez "czyścicieli kamienic". Marek M., najsłynniejszy z warszawskich „czyścicieli” – oraz inne parające się takimi „inwestycjami” osoby – nie miał skrupułów. Odcinał media, drastycznie podnosił czynsze, straszył lokatorów.