Dyrektor dostawała więcej od wiceprezes. Nowe fakty o zarobkach w NBP

Prezes NBP Adam Glapiński zdecydował się płacić swojej zaufanej dyrektor wyższą pensję, niż wiceprezes NBP
Prezes NBP Adam Glapiński zdecydował się płacić swojej zaufanej dyrektor wyższą pensję, niż wiceprezes NBP Foto: Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Pomieszanie z poplątaniem - tak można określić strukturę płac w Narodowym Banku Polskim. Opublikowano właśnie wszystkie dane o zarobkach w tej instytucji. Okazuje się, że prezes zawsze zarabiał dobrze, ale zdziwienie budzą pensje osób na dyrektorskich stanowiskach.


Narodowy Bank Polski opublikował zarobki kadry kierowniczej za ostatnie 23 lata (1995-2018). To skutek nowych przepisów. Po doniesieniach o wysokości zarobków zaufanych pracowników prezesa Glapińskiego, Sejm uchwalił ustawę dotyczącą jawności wynagrodzeń w banku centralnym.


Co wynika z zestawienia?
Są spore zaskoczenia. Na przykład NBP wcześniej utrzymywał, że zaufana współpracowniczka Adama Glapińskiego, Martyna Wojciechowska, nie zarabiała 65 tysięcy miesięcznie. Takie dane podawała wcześniej Gazeta Wyborcza.

Okazuje się, że faktycznie w 2018 roku Wojciechowska jako dyrektor departamentu komunikacji i promocji dostawała "jedynie" 49 tysięcy. Ale tuż po tym, jak objęła to stanowisko jej zarobki faktycznie mogły wynosić wspomniane 65 tysięcy.

Nie wiadomo jednak ile czasu przepracowała w 2016 roku (czy były to pełne 4 miesiące, czy 5 miesięcy) i stąd biorą się rozbieżności. Nawet jeśli pracowała przez 5 miesięcy, dostawała ok 52 tysięcy i to tuż po zatrudnieniu.

W 2017 roku dyrektor Wojciechowska zarobiła łącznie 598 759 zł, czyli prawie 50 tysięcy miesięcznie. Zdziwienie może budzić fakt, iż dyrektor departamentu komunikacji i promocji zarobiła w skali roku o ponad 41 tys. zł więcej niż wiceprezes NBP Anna Trzecińska.


Czy Wojciechowska zarabia lepiej, niż poprzednicy?
Tak - rocznie dostaje o ok. 50 tysięcy więcej od osób, które wcześniej piastowały to stanowisko.

Zresztą mowa tylko o zarobkach z NBP, Wojciechowska dostaje dodatkowe 12 tys. miesięcznie za zasiadanie w radzie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Delegował ją tam prezes NBP. Eksperci – mówiąc delikatnie – powątpiewają w jej kompetencje, dodając, że nawet gdyby je miała, powinna zarabiać o połowę mniej.


Jeśli chodzi o drugą z opisywanych przez media współpracowniczek Adama Galpińskiego, szefową gabinetu prezesa Kamilę Sukiennik, wiadomo, że jej średnie zarobki w ubiegłym roku wyniosły 42 760 zł miesięcznie. Zarabia więc sporo mniej od Wojciechowskiej, ale i tak mówimy o sumach oscylujących wokół pół miliona rocznie.

Co ciekawe, sam Glapiński zarabia świetnie, ale niekoniecznie lepiej od poprzedników. Więcej dostawał w 2015 roku Marek Belka. Było to 800 tys. zł rocznie, czyli prawie 67 tys. zł miesięcznie. Adam Glapiński w 2017 roku zarobił 777 tys. zł (ok 65 tys. zł miesięcznie), zaś w 2018 r. - ok. 710 tys. zł (czyli 59 tys. zł miesięcznie).