Kto robi najlepsze jednoślady na świecie? Ten Polak zdobył rowerowego Oscara

Adam Zdanowicz - oficjalny mistrz świata w budowaniu rowerów ze swoim dziełem
Adam Zdanowicz - oficjalny mistrz świata w budowaniu rowerów ze swoim dziełem Foto: archiwum Mad Bicycles
Kiedy kilka lat temu zrobił pierwszy rower dla samego siebie, nie spodziewał się, że kolejne będzie budował dla Slasha, Dody czy Zbigniewa Hołdysa. Nie wiedział też, że zrobi rower z tafli lodu i stanie się najbardziej cenionym na świecie konstruktorem jednośladów. Ciągle jest skromnym i fajnym chłopakiem z Podlasia, którego lubią wszędzie, gdzie się pojawi. Oto Adam Zdanowicz – mistrz świata w budowaniu customowych rowerów.


Trochę dziwnie się czuję. Nie co dzień mam okazję porozmawiać ze zdobywcą Oskara w świecie rowerów.

To najbardziej prestiżowa nagroda w świecie rowerów customowych. Jest wręczana podczas największej imprezy tej branży, dorocznego show w Las Vegas, które nazywa się OBC. W tym roku stwierdziłem, że czas na mój debiut, wcześniej tam nie byłem. To bardzo wyjątkowe miejsce, wyjątkowi ludzie. Już troszkę wcześniej mnie znali, bo na facebookowej grupie tego wydarzenia wrzuciłem film. Żeby się przedstawić i pokazać rower wykonany z wody.
Z lodu konkretnie. Ja widziałem ten film i do tej pory nie dowierzam, że lód był elementem konstrukcyjnym, musiałeś w środku zatopić jakieś pręty.Właśnie nie, cały bajer polegał na tym, żeby połączyć przód i tył roweru tylko za pomocą lodu! Umieściłem w nim tylko kotwy, za pomocą których zostały przymocowane inne elementy. I w środku nie było żadnych prętów, żadnych rur – tylko lód.


Nic dziwnego, że zrobiłeś wrażenie.

To było coś zupełnie innego, innowacyjnego. Taki szalony pomysł, ale wiesz – nazwa Mad Bicycles zobowiązuje. Kiedy przyjechałem na to wydarzenie w Vegas ludzie pokazywali mnie palcami, bo kojarzyli mnie właśnie z tego filmu. Reakcja była bardzo ciepła, zupełnie inna od tej, która była potrzebna do zamrożenia roweru. Ludzie podchodzili i mówili "You're the Iceman". To było coś wspaniałego, że zaczęli się tak bardzo utożsamiać z tym filmem.


W tej branży bardzo ceni się myślenie "out of the box". Zupełnie niesztampowe, wszystko co jest zrobione nieszablonowo zyskuje w oczach tej społeczności, bardzo zresztą dużej. "Człowiek z lodu" przyleciał do Stanów z wielką skrzynią, wszyscy pytali co jest w środku i nie mogli się doczekać prezentacji.
Zależało mi na tym, żeby oni wiedzieli, że nie jestem jakimś Amerykaninem ze słabym akcentem albo gościem znikąd. Chciałem, żeby wiedzieli, że jestem z Polski, Polski w której pada śnieg i o której krążą mity, że po ulicach wałęsają się niedźwiedzie polarne. Kiedy już poświęciłem im trochę czasu na opowiedzenie im na czy polega rower z lodu, mogłem pokazać to, co przywiozłem.


No właśnie! Z czego ty zrobiłeś ten rower? On wygląda kosmicznie, jak złożony ze złotych kryształów jakiegoś nieznanego ludzkości materiału.

Na sam pomysł tego kształtu, rzeźby, wpadłem jakieś 8 lat temu. Swój pierwszy rower zrobiłem jeszcze wcześniej. Jeździłem nim podczas studiów, bardzo go lubię, nazywa się Recydywa. To taki chopper.

Ile ta Recydywa ma długości? Bo wygląda na dłuższą niż autobus przegubowy.

Dość sporo – 2,5 metra. To mój ulubiony rower. Któregoś dnia jeszcze na studiach pojechałem na przejażdżkę. Słuchałem muzyki, wyobrażałem sobie różne kształty, ich dynamikę cały czas przebiegającą w mojej wyobraźni. Zobaczyłem sześciany, które krążą, przemieszczają się po jakimś torze, mają pęd. Naszkicowałem ten pomysł na małej karteczce i odłożyłem do szuflady. Nie miałem pomysłu i możliwości jak to zrobić.
Skończyłem studia, otworzyłem firmę, wygrałem konkurs, dzięki któremu mogłem ją rozwinąć, dostawałem stypendia artystyczne. I zacząłem nad nim pracować. Zastanawiałem się czy spawać tę konstrukcję, odlewać ją, kleić z włókna węglowego. Była masa zmiennych – chciałem, żeby był elektryczny, nie za ciężki, wygodny i funkcjonalny i uszyty na miarę. Moją miarę, bo od dawna nie zrobiłem sobie żadnego roweru i było blisko tego, żeby szewc bez butów chodził.

No chyba zajęło ci to jednak kilka lat a nie miesięcy.

Po roku prac rower stał na kołach. Okazało się, że najlepszym rozwiązaniem był druk 3D, rama jest stalowa, wycięta laserem. Wraz z moim przyjacielem Karolem spędzaliśmy długie dnie, żeby zaprojektować model 3D, który miałby okalać ramę i mieścić w środku wszystkie elementy. Zrobiliśmy to, ale nie chwaliłem się nim, bo był nijaki, pokryty białym podkładem. Przez rok czekał w garażu, bo nie miałem czasu i pieniędzy, żeby się nim zająć. I stał tam do dnia, kiedy stwierdziłem, że pokażę go Slashowi.

Zaraz – chłopak z Podlasia dzwoni do rockandrollowego boga i mówi "Weź rzuć okiem na mój rower?"

Czemu nie? Mieliśmy niezły kontakt, bo zrobiłem dla niego jeden rower, odzywałem się do niego od czasu do czasu, jakieś życzenia na urodziny, te sprawy. Pokazałem mu ten rower, pomyślałem "zobaczymy co powie". A on na to wypalił "Wow, it’s insane. Can you make it real?". Ja na to, że tak, spróbuję. A pokazałem mu tylko wizualizację, bo połowicznym efektem nie było się co chwalić. Jego reakcja bardzo mnie zmotywowała.

A jak zacząłeś robić dla niego rowery?

Najpierw wykonanie roweru dla Slasha zleciła mi Doda. To był prezent dla niego, kiedy Guns N'Roses grali w Polsce w 2017 roku. A rok później zrobiłem dla niego wizualizację roweru "kawowego" (inspirowanego motywami kawy) dla jego dziewczyny. Odpisał, że ona padnie ze szczęścia, jak go dostanie. I to była fajna motywacja.

Zamówił?

Tak, specjalnie dla niego wybrałem się do Kalifornii. Przebyłem 10 tysięcy kilometrów z jej rowerem i kilkoma innymi, żeby na miejscu dowiedzieć się, że zostały zniszczone w transporcie. Pogięte błotniki, zniszczone zębatki, poobijane ramy... I tu zaczyna się przygoda Polaka w Ameryce. Zamiast być na wczasach, przez tydzień ciężko pracowałem nad ich odbudową. Ale wszystko się udało złożyć, i zyskałem radość Slasha i jego dziewczyny Meegan. No i nowych przyjaciół w Stanach.

Naprawiałeś te rowery w jakimś warsztacie?

Tak, dzięki temu poznałem kilka osób. Właśnie ci ludzie z branży rowerów customowych zasugerowali, żebym przyjechał w kwietniu na wystawę w Vegas. Zobaczyli moje rowery, wyrazili szacunek do tego, co robię i bardzo im się to spodobało. A to są ludzie 50, 60-letni, będący w branży po kilkadziesiąt lat. Niesamowicie doświadczeni, zobaczyli co przywiózł chłopak z Podlasia i naprawdę to docenili. "That's a nice bike, kid" - mówi rówieśnik mojego ojca, który widział już wszystko. Bardzo to przyjemne i motywujące.

Wróciłem zadowolony z tej Kalifornii i trzeba było zająć się rowerem Materialize – bo taką nadałem mu nazwę. Mnóstwo rzeczy było nieskończonych, zajęło to pół roku. Wydrukowali go Trójwymiarowi z Białegostoku, a pochromował Dawid Sojka z Żor.

Zaczekaj, czy ja dobrze zrozumiałem, że on jest elektryczny?

Tak! Ma silnik o mocy 1000 Watów, 14 amperogodzin baterii, możesz spokojnie jechać 50 km/h. Jest naprawdę bardzo fajny, nietypowy, siedzi się nisko, masz całą karoserię wydrukowaną w 3D. Ona jest nasuwana na specjalne prowadnice, silnik elektryczny jest przy pedałach, ma rozkładaną kierownicę, która pomaga w transporcie. Tu jest sporo nowoczesnych technologii.
Ten rower przetrwał podróż, czy była powtórka z rozrywki?

Trochę przygód jednak było. Do Stanów poleciałem z końcem marca, mój zespół jeszcze kończył prace nad rowerem. Musiałem przygotować logistykę, zbudowaliśmy dla niego specjalną skrzynię. Dotarł do Vegas po wielkich bojach z urzędami celnymi. Papierologia, dokumenty, podpisy, znowu przygoda Polaka w Ameryce. Za samą przesyłkę w jedną stronę zapłaciłem 8 tysięcy złotych. To był wymagający wyjazd...

Ale rower dotarł, do warsztatu Juana, którego widziałem po raz pierwszy w życiu. Wszyscy zebrali się przed skrzynią, oderwali się od swojej codziennej dawki trawki (bo tam jest legalna) i oniemieli. Dwa dni później był gotowy i odbyłem nim dziewiczą przejażdżkę, byłem pod wielkim wrażeniem. Do końca życia nie zapomnę jakie to uczucie.

Na twój projekt głosowało jury czy np. goście imprezy?

Do konkursu zgłoszono masę rowerów, jurorami były osoby ściśle związane z branżą, zasłużone, z wiedzą i doświadczeniem. Wybierali najlepsze rowery w bodajże 13 kategoriach. Pojawiają się tam takie jak "najlepszy lakier", "najlepszy rower damski", "najlepszy klasyk". A my zwyciężyliśmy w ostatniej, najważniejszej – "best one off radical custom” – najbardziej niesamowity rower, charakteryzujący się czymś, czego nie ma żaden inny. To jest traktowane jak mistrzostwo świata.

Ponoć bardzo to przeżyłeś, zresztą nie ma się czemu dziwić.

Rozmawiałem z wieloma osobami, od których można się uczyć, jak robić rowery. Podczas przemowy głos mi się łamał, próbowałem wydusić podziękowania i swoją wdzięczność dla ludzi, którzy mnie tak fantastycznie i ciepło przyjęli, bo kiedy pierwszy raz ich zobaczyłem byłem dla nich przecież kompletnie obcym człowiekiem. I że to materializacja moich marzeń - dlatego nazywa się Materialize. Później przystąpiliśmy do prezentacji.
Odkręciłem śruby, opuściłem klapę i stało się coś, czego się kompletnie nie spodziewałem - wszyscy zaczęli krzyczeć, podskakiwać, wyciągnęli telefony i zaczęli robić zdjęcia. Spiker i organizator zaczął wszystko komentować i nazwał to "The OH SHIT! moment". To było niesamowicie przyjemne, poczułem napływ niesamowitej energii. Ludzie, którzy przejechali również tysiące kilometrów, żeby pokazać swoje rowery, rozpoczęli owacje, każdy chciał zrobić ze mną zdjęcie i uścisnąć rękę.

Wydawałoby się, że dla Polaka najważniejszy powinien być rynek europejski. A ty przebojem podbijasz Stany. Teraz ten rynek będzie dla ciebie najważniejszy?

Ja w swojej działalności rozróżniam 3 rynki: Polska, Europa i Ameryka. Na każdym mam inną klientelę. W Polsce robimy kompletne rowery, najwięcej w sektorze B2B – dla firm, dla lodziarzy, rowery promocyjne. Robimy też customowe rowery dla celebrytów i innych osób, które chcą mieć wyjątkowy pojazd. W Europie sprzedajemy tylko rowery dla indywidualnych odbiorców.

A w Stanach z kolei jest mnóstwo osób, które chcą na własną rękę personalizować swoje rowery i potrzebują do tego bazy – czyli ramy, kierownicy, osprzętu. Przygotowujemy komponenty w Polsce i wysyłamy je do Stanów do zaprzyjaźnionej firmy. Tam będzie można je uzupełnić w cokolwiek sobie klient zamarzy – napęd, elektrykę, nawet głośniki.

Zastanawiam się jak wiele części jesteście w stanie stworzyć sami.

Większość. Nazywamy te rowery customowymi nie bez przyczyny – całość powstaje pod konkretną osobę, pod jej wzrost, długość nóg i rąk. Oprócz tworzenia ramy, robimy dokładnie wszystko – widelec, kierownicę, pedały i zębatki. Amerykanie zresztą bardzo lubią customizowane elementy. Pedały można zrobić w kształcie diamentów, ziaren kawy, logotypów - tak samo jest z zębatkami. Są firmowe, klubowe. Robimy też obręcze, tapicerowane siodełka, nawet najbardziej wyrafinowane elementy dla najbardziej wymagających klientów.
Tanio nie jest, prawda?

My nie mamy sztywnego cennika. Ostatnio żeby zrobić rower dla Aleksandra Barona z zespołu Afromental musiałem zdobyć wspornik w kształcie czaszki. Wygląda to tak, że czaszka trzyma kierownicę w zębach. Takiego egzemplarza użyłem w rowerze Slasha i to był ostatni na rynku. Ich produkcja zakończyła się 10 lat temu. Skąd wziąć kolejny? Okazało się, że czaszkę ma człowiek, którego poznałem w Nowym Jorku, gdzie byłem zaledwie kilka godzin. Udało nam się dogadać. On mi przesłał czaszkę, zamontuję ją w rowerze Barona, ale temat musiałem negocjować przez kilka miesięcy.
Wrócisz za rok do Los Angeles? Tytuł mistrza świata chyba zobowiązuje.

Fajne jest to, że taki człowiek jak ja, Polak, trafił do Ameryki a tam go przyjęli jak swojego. Daje mi to dumę z tego, co robimy, że jesteśmy akceptowani a wręcz doceniani za Oceanem. Kiedy dostałem nagrodę, wysłałem Slashowi film z "otwarcia skrzyni". Powiedział, że należało mi się. To było bardzo miłe z jego strony. Podchodzę do tego ze skromnością. Rower jest świetny, ale to jedno z wielu marzeń.

Kiedy odbierałem nagrodę coś wpadło mi do głowy i nie może z niej wyjść. Uważam, że to oryginalny pomysł i będziemy go realizować. Nadrabiamy teraz zaległości i zobaczymy co pokaże ten rok, bo już jest spektakularny.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Są zarzuty dla zamieszanych w aferę SK Bank Wołomin. Jeden z największych przekrętów ostatnich lat
0 0Tak kantują turystów Holendrzy. Ujawniono skandal na kwiatowym targu
0 0Ważny rejestr, o którym mało kto mówi. Jeśli się nie wpiszesz, wlepią ci gigantyczną karę
0 0Twój szef cię nienawidzi? Nie musisz się zwalniać. Oto co powinieneś zrobić
BIZNES 0 0Wymyślił, że będzie przynosił korpoludkom książki. "Znikają w 5 minut. Ludzie się na nie rzucają"
0 0Oto dziejowa sprawiedliwość. Ofiara naciągnęła na kasę internetowego oszusta
0 0Nie obserwujecie nas jeszcze na Instagramie? Będziecie zaskoczeni, co tam się wyprawia
0 0Tak zachowasz produktywność, gdy pracujesz zdalnie (a tak naprawdę wcale tego nie chcesz)
0 0Nobel z ekonomii trafił w dobre ręce. Ci ludzie pomogli 5 milionom dzieci
0 0Zdobywca Nagrody Nobla: Nie oszukujmy się, nie skolonizujemy egzoplanet
KARIERA 0 0Rzuciła pracę programistki, żeby opiekować się cudzymi kotami. I świetnie na tym wyszła