To nie jest kraj dla biednych ludzi. W Polsce najlepiej zarabiający płacą najniższe podatki

Im mniej zarabiasz, tym większe podatki płacisz - taka jest prawda o polskich realiach
Im mniej zarabiasz, tym większe podatki płacisz - taka jest prawda o polskich realiach Foto: Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Wszelkie zapewnienia władz o tym, że państwo wspiera najbiedniejszych i walczy o to, by najlepiej zarabiający płacili sumiennie podatki można włożyć między bajki. Oficjalne dane Ministerstwa Finansów pokazują jednoznacznie, że państwo zabiera osobom o najniższych przychodach nawet 60 proc. zarobków. Najbogatszym – tylko 20 procent.


Z danych przedstawionych przez Ministerstwo Finansów wynika, że na podatki i składki największą część swojego dochodu (prawie 60 procent!), przeznaczają osoby, których dochód roczny nie przekracza 10 tys. złotych brutto. Z kolei ludzie, których dochód roczny brutto zaczyna się od 1 miliona złotych rocznie płacą niewiele ponad 20 proc. podatku.


Z danych ministerstwa wynika też, że 10 proc. najbogatszych w Polsce osób ma aż 40 proc. dochodów brutto wszystkich podatników. Jednocześnie nie mówimy tu o ludziach z jakimiś kosmicznymi pensjami – granicą jest nieco ponad 69 tysięcy zł rocznie, czyli 5 776 zł miesięcznie. To stosunkowa szeroka grupa, licząca ponad 2,5 mln ludzi.

Co ciekawe - 1 proc. najbogatszych z najbogatszych (z zarobkami ok. 230 tys. zł rocznie, czyli niecałe 20 tys. zł miesięcznie) ma ponad 15 proc. dochodów wszystkich podatników. Ta grupa liczy ćwierć miliona ludzi. Średnio Polacy zarabiają prawie 5 tys. zł brutto, ale te oficjalne dane dotyczą tylko 40 proc. pracujących.

Jak to możliwe?
Najbardziej znane są dwie koncepcje podatkowe. Według jednej, teoretycznie działającej w Polsce, im więcej się zarabia, tym procentowo wyższy podatek dochodowy się płaci. U nas obowiązują stawki 18 i 32 proc. Pierwszą stawkę płaci się od rocznych zarobków w wysokości ok. 85,5 tys. zł, w drugą wpadają zarobki powyżej tej sumy.


W teorii to dość proste. W praktyce osoby zarabiające lepiej od innych narzekają, że są karane za swoją zaradność, ale zarabiający mniej twierdzą, że to bardziej sprawiedliwe.

Druga koncepcja polega na stosowaniu identycznej stawki dla wszystkich – dzięki temu bogatsi nie są karani za dobre zarobki i nie opłaca im się kombinować z unikaniem podatku i ukrywaniem zarobków.

Na przykład przedsiębiorcy (w tym tzw. samozatrudnieni) w Polsce bardzo często wybierają właśnie liniowy podatek w wysokości 19 proc. – w ten sposób często unikają wpadnięcia w drugi próg.

Kolejki do lekarzy? Zmęczeni i niskoopłacani nauczyciele? Tłok w klasach? Znowu zlikwidowali PKS? Niskie emerytury? Brak...

Opublikowany przez Jan Śpiewak Wtorek, 7 maja 2019
Ale żadna z tych koncepcji nie zakłada tego, co w praktyce dzieje się w Polsce. Otóż według oficjalnych dokumentów Ministerstwa Finansów największe podatki w stosunku do swoich zarobków płacą… najmniej zarabiający. Im wyższe dochody, tym procentowe obciążenie podatkami spada.

Są to podatki regresywne, zaprzeczające wręcz jakiejkolwiek solidarności społecznej. Oczywiście nie mówimy tu o sumach – bo nawet niewielki procentowo podatek płacony przez milionera przewyższy kwotą wysokie obłożenie osoby słabo zarabiającej. Chodzi o to, że im ktoś zarabia mniej, tym wyższy odsetek dochodów zabiera mu państwo.