Firmy wydają miliony na współpracę z "gwiazdami Instagrama", a użytkownicy i tak im nie ufają

Influencerzy zbierają tysiące fanów na spotkaniach
Influencerzy zbierają tysiące fanów na spotkaniach Adrianna Bochenek / Agencja Gazeta
Internauci nie mają zaufania do gwiazd Instagrama i Facebooka. Według badań międzynarodowej agencji marketingowej, tylko osiem procent użytkowników serwisów społecznościowych wierzy w informacje tam wrzucane. Wartość ta spada o połowę, gdy pochodzi od influencerów.


Jeśli porównamy liczbę osób, które zdaniem agencji UM wierzy informacjom rządowym do osób, które wierzą influencerom, dane robią się jeszcze ciekawsze. Według badań 12 proc. osób na całym świecie twierdzi, że informacje udostępniane przez rządy były zgodne z prawdą.


Co ciekawe, znacznie więcej osób zadeklarowało, że porady celebrytów pomogły im w jakiś sposób w decyzjach zakupowych. Na świecie ok. 42 proc. osób stwierdziło, że ufa opiniom celebrytów na temat produktów i usług.

Badanie, którego wyniki cytuje serwis thedrum.com powstało na podstawie śledzenie ponad pięćdziesięciu sześciu tysięcy internautów z 81 krajów na świecie. Miało ono na celu sprawdzenie, na ile użytkownicy ufają w prawdziwość wiadomości w serwisach społecznościowych.


Warto zwrócić uwagę, że większość porad, zwłaszcza dotyczących zdrowia i stylu życia to po prostu bzdury. Zdaniem brytyjskich naukowców, osiem na dziewięć tego typu porad jest wyssana z palca.

Duże marki nie oznaczają reklam?
W Wielkiej Brytanii tamtejszy odpowiednik Rady Etyki Reklamy ostrzegał duże marki, że regularnie łamią przepisy dotyczące sponsorowanych postów w takich serwisach jak Facebook czy Instagram. Chodzi tutaj zwłaszcza o oznaczanie ich jako reklamy, by użytkownicy wiedzieli, co jest opinią, a co reklamą.


A to nie jedyny problem z influencerami, zwłaszcza jeśli chodzi o Instagram. Są oni bowiem regularnie oskarżani o to, że nabijają sobie zasięgi i wyświetlenia sponsorowanych postów przez fałszywe konta, tzw. boty.

Mechanizm jest prosty. Bot wyszukuje zdjęcia wrzucane pod określonymi hashtagami i zostawia pod postem lajka lub komplementuje w komentarzach fotograficzny dorobek. Część osób poczuwa się do pewnej formy rekompensaty i w zamian – lajkuje konto, które pochwaliło zdjęcia. W ten sposób na niektórych kanałach pojawia się cała masa przypadkowych użytkowników, którzy dla reklamodawców nie mają żadnej wartości.

Serwisy społecznościowe zrobią coś z botami?
Duże marki wywierają z tego powodu presję na właścicielach platform społecznościowych, by ci zrobili coś z masą fałszywych kont. Straszą, że jeśli nic się w tej sprawie nie będzie działo, budżety reklamowe zostaną wycofane.

Jak się jednak okazuje, media społecznościowe mogą mieć znacznie większy wpływ na nasze wybory, niż może się to wydawać. Wystarczy wspomnieć aferę Cambridge Analytica. Burza rozpętała się po tym, jak wyszło na jaw, iż firma potajemnie zebrała dane osobowe ponad 87 milionów użytkowników Facebooka.

Pozyskane w niejasny sposób informacje zostały wykorzystane do nakierowania konkretnych wyborców na reklamy i posty w mediach społecznościowych w nadziei, że wpłyną na ich decyzje przy urnie wyborczej. Nie wiadomo, czy ta taktyka perswazji rzeczywiście zadziałała, jest to obecnie przedmiotem badań i debat.