"Koleje będą płacić same sobie". Tak mają działać nowe kary za spóźnienia pociągów

Spóźniony pociąg oznaczałby karę dla przewoźnika lub zarządcy infrastruktury
Spóźniony pociąg oznaczałby karę dla przewoźnika lub zarządcy infrastruktury Fot.: Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
W Ministerstwie Infrastruktury trwają prace nad wprowadzeniem kar za spóźnienia pociągów – mieliby je płacić zarówno przewoźnicy, jak i zarządcy infrastruktury. Finanse kolejowych spółek i samorządów może czekać poważne zamieszanie.


Odszkodowania za spóźnienie pociągu
Pomysł Ministerstwa stał się głośny po publikacji Pulsu Biznesu. Wśród komentujących panuje niemal bliźniacza zgodność – "a dobrze tak kolejom, w końcu będą płacić kary za swoje spóźnienia!".


Eksperci i kolejowe spółki są bardziej zdystansowani. Tym bardziej, że chodzi o coś zupełnie innego. W Parlamencie Europejskim toczą się prace nad ogólnoeuropejskim rozwiązaniem, w myśl którego jeżeli pociąg będzie miał 60-90 minut opóźnienia, pasażer otrzyma zwrot połowy kosztów biletu. Przy opóźnieniu 90-120 minut byłoby to 3/4 ceny. Poślizg powyżej 120 minut wiązałby się z ze zwrotem całości wydanych na bilet pieniędzy.


Niewiele osób pamięta o tym, że już dziś można się ubiegać o odszkodowania od kolei. Przy opóźnieniu rzędu 60-119 minut możemy ubiegać się o 25 proc. wartości biletu. Powyżej 120 minut w grę wchodzi możliwość odzyskania połowy zapłaconej za bilet kwoty.


W tym celu jednak konieczne jest złożenie pisemnej reklamacji w kasie biletowej danego przewoźnika, na poczcie lub za pomocą formularza na stronie przewoźnika. Pasażer powinien jednoznacznie zaznaczyć, że chce wypłaty rekompensaty w formie pieniężnej, inaczej może dostać rekompensatę w postaci bonu na zakup kolejnego biletu.
Każdy pasażer może dochodzić odszkodowania za naprawę szkody, która wniknęła z powodu opóźnienia pociągu. W tym celu jednak należy udowodnić stratę materialną.

Całości kosztów biletu nikt nam dziś nie zwróci. Nowa propozycja Parlamentu Europejskiego wiązałaby się ze zwiększeniem praw pasażerów. W przeciwieństwie do ogólnoeuropejskich propozycji, rządowy projekt wygląda zgoła inaczej.

Rekompensata dla zarządcy lub przewoźnika
W projekcie nowelizacji czytamy, że "przewoźnik kolejowy lub zarządca, który powoduje opóźnienie pociągu, wypłaca rekompensatę odpowiednio zarządcy lub przewoźnikowi kolejowemu, którego pociąg został opóźniony". Celem nowych przepisów jest wdrożenie do krajowego porządku prawnego postanowień unijnej dyrektywy.

– Nie za bardzo rozumiem sens karania narodowego przewoźnika. W Polsce znaczną część kursów robią przecież państwowe koleje, należące do Grupy PKP. A to spółka Skarbu Państwa. Wygląda na to, że państwowe koleje miałyby płacić kary same sobie. To może wystarczyłoby dać więcej pieniędzy na remonty linii kolejowych i lepszy tabor, a pociągi by się nie spóźniały – mówi w rozmowie z INNPoland.pl Jacek Liberski, konsultant w dziedzinie transportu.

Dodaje jednak, że w Polsce działają też oczywiście niezależni od PKP operatorzy, należący do samorządów. Na przykład Koleje Śląskie, Mazowieckie czy Małopolskie. Jeśli należący do nich pociąg spóźniłby się z powodu remontu bądź awarii infrastruktury należącej do jednej ze spółek PKP, samorząd mógłby naliczyć karę. Oczywiście w myśl tej idei samorząd musiałby płacić za spóźnienia swoich pociągów, wynikłe ze swojej winy.

Czy polskie pociągi często się spóźniają?
Cóż, większość z nich dojeżdża jednak punktualnie. W pierwszym kwartale tego roku ponad 93 procent pociągów pasażerskich poruszało się zgodnie z rozkładem jazdy. Kluczem do zrozumienia statystyk jest jednak definicja spóźnienia. Obecnie oznacza ono "do sześciu minut". Jeśli pociąg spóźni się o 5 minut i 59 sekund, to tak naprawdę się nie spóźnia, tylko jest o czasie.
Trzeba jednak pamiętać, że podobna definicja obowiązuje w wielu krajach i jest zgodna z europejskimi wytycznymi. W ten sposób łatwiej porównać punktualność pociągów w całej Europie.

A tu nie wypadamy wcale najgorzej – co dla wielu podróżnych może być sporym zaskoczeniem.
W Niemczech obowiązują obecnie identyczne zasady zwracania pieniędzy za bilet, co w Polsce. W 2018 roku Deutsche Bahn straciły w ten sposób 53,6 mln euro. Jeszcze rok wcześniej było to 34,6 mln euro. Z jednej strony niemieccy pasażerowie są coraz bardziej świadomi swoich praw, z drugiej pokazuje to zapaść Deutsche Bahn. W 2018 r. z wnioskiem o zwrot kosztów wystąpiło 2,7 mln osób, o jedną trzecią więcej, niż w 2017.

W 2018 roku punktualność swoich pociągów w ruchu dalekobieżnym niemieckich kolei oscylowała w okolicach 73 procent. W Polsce ten wskaźnik, z zastrzeżeniem, iż dotyczy wszystkich pociągów, przekracza 93 proc. Najwyższe wyniki osiąga Warszawska Kolej Dojazdowa (99,29 proc), dojeżdżający do Świnoujścia niemiecki Usedomer Baderbahn (98,80 proc.), PKP SKM w Trójmieście (98,49 proc.) i Ceske Drahy (97,49 proc.).