Rząd nagle zaostrza ustawę. W efekcie stworzy cieplarniane warunki dla prawdziwych lichwiarzy

Branża pożyczkowa przeszła długą drogę - obecnie legalnie można pożyczyć pieniądze nawet w automacie Foto: Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Rząd postanowił wykończyć branżę firm pożyczkowych (tych legalnych, płacących podatki i objętych ścisłymi regulacjami). To nie żart – jeśli to prawo wejdzie w życie, pieniądze pożyczysz tylko w banku albo SKOK-u. Problem w tym, że te instytucje nie mają w ofercie szybkich pożyczek, które w Polsce bierze co roku 3 miliony osób.


Obecnie firmy pożyczkowe oferujące tzw. chwilówki nie zarabiają na oprocentowaniu, a przede wszystkim na kosztach pozaodsetkowych, czyli opłatach administracyjnych, ubezpieczeniu, etc. Obecnie limit tych kosztów wynosi 55 proc. (25 proc. kwoty kredytu plus 30 proc. kwoty za każdy rok trwania umowy) wartości pożyczki w skali roku.


Tydzień temu rząd przyjął projekt ustawy antylichwiarskiej, który zmniejszyłby ten próg do 45 proc. Ale teraz, w trybie ekspresowym i bez konsultacji, ten limit zredukowano do 20 proc. "Celem przyjętej przez rząd reasumpcji jest zwiększenie ochrony konsumentów przed nakładaniem na nich przez instytucje udzielające kredytów i pożyczek nieuzasadnionych kosztów" – czytamy w komunikacie z posiedzenia rządu.

Co do powiedzenia na temat decyzji Rady Ministrów w sprawie obniżenia maksymalnych pozaodsetkowych kosztów kredytu konsumenckiego do sumy 10 proc. i 10 proc. w skali roku mają firmy działające w tej branży?

– Po jej wejściu w życie, zakończy się działalność sektora instytucji pożyczkowych. Ponieważ projekt ustawy likwiduje podaż, a nie reguluje popytu, to likwidacji legalnego i nadzorowanego rynku pożyczkowego, z którego korzysta 3 mln osób rocznie, przyniesie wyniki sprzeczne z celami projektu ustawy – twierdzi Jarosław Ryba, prezes Polskiego Związku Instytucji Pożyczkowych.


Niech żyje szara strefa
Wśród skutków wymienia rozwój szarej strefy i branży lombardów w przypadku najbardziej zdesperowanych klientów. To nie wszystko: wiele osób zostanie po prostu odciętych od możliwości zaciągnięcia legalnej, drobnej, krótkoterminowej pożyczki, której nie było i nie ma w ofercie banków. Kolejnym skutkiem mogą być też próby obchodzenia limitu przez skomplikowane konstrukcje prawne lub struktury zagraniczne.

– Po wprowadzeniu limitu na poziomie zaproponowanym przez Ministerstwo Sprawiedliwości z bardzo dużym prawdopodobieństwem żadna z instytucji pożyczkowych, również tych działających w sektorze online, nie będzie w stanie zapewnić sobie rentowności. W konsekwencji z rynku całkowicie znikną oferty pożyczek na niskie kwoty i krótki termin. Lukę podażową zastąpi nowy kapitał o niewiadomym pochodzeniu, który stworzy podziemie pożyczkowe, co bezpośrednio wpłynie na wzrost przestępczości – mówi Jarosław Ryba.
Protestuje przeciwko nazywaniu biznesu pożyczkowego wysokodochodowym oraz wiązania go z lichwą. Twierdzi, że cechuje go przede wszystkim spore ryzyko. Za to ryzyko płacą zresztą klienci, bo koszty pożyczek w tego typu instytucjach są stosunkowo wysokie. Wyższe, niż w bankach, ale jeśli otrzymujemy pożyczkę szybko i łatwo, trudno domagać się tego, by była ona tania.

– Odnosimy wrażenie, że projektodawca zakłada, że koszt pozaodsetkowy w całości stanowi zysk firmy pożyczkowej – jest to nieprawda. Opłaty z tytułu odsetek i kosztów pozaodsetkowych stanowią przychód, nie dochód, instytucji pożyczkowej. I to tylko w tym zakresie, w którym pożyczki zostaną zwrócone. Każda niespłacona pożyczka oznacza stratę. Nieprawdą jest również, że firma pożyczkowa czerpie zyski z pożyczek przeterminowanych. Takie wierzytelności są oprocentowane odsetkami 14 proc. skali w roku, ale przeciętna firma pożyczkowa sprzedaje je już najdalej po 2-miesiącach do firmy windykacyjnej za przeciętnie 10-15 proc. wartości – szacuje.

Wyjaśnia, że w takim przypadku na transakcji realnie traci się do 90 proc. zainwestowanych w pożyczkę środków. Jest to działanie konieczne, aby zapewnić firmie pożyczkowej płynność, ponieważ jej działalność polega na udzielaniu pożyczek, a nie zarządzaniu wierzytelnościami – wymaga to zupełnie innych kompetencji.

Kim są klienci firm pożyczkowych?
– Liczbę potencjalnych klientów szacuje się od 3 mln osób. Społeczeństwo polskie cechuje wysoki popyt na kredyty konsumpcyjne, który wywołany jest przez wciąż stosunkowo niski poziom dochodów i relatywnie niewielkie zasoby majątkowe w porównaniu do obywateli państw Europy Zachodniej. Większość pożyczek przeznaczana jest na zakup sprzętu RTV, usługi i dobra o charakterze kulturalno-rozrywkowym oraz regulowanie bieżących zobowiązań wynikających np. ze zdarzeń losowych (bardzo wysoki rachunek za gaz, naprawa uszkodzonego samochodu, etc.) – przypomina Ryba.Dodaje, że wśród klientów instytucji pożyczkowych znajdują się także drobni przedsiębiorcy, którzy nader często w obrocie gospodarczym borykają się z problemem zatorów płatniczych. Szybkie pożyczki w wielu sytuacjach zaciągane są w celu dofinansowania funduszu płac dla pracowników tychże przedsiębiorstw.

Po otrzymaniu zapłaty za zaległe faktury, większość natychmiast reguluje swoje zobowiązanie wobec instytucji pożyczkowych. Po wprowadzeniu limitów, takie operacje będą niemożliwe, a to może zwiększyć ryzyko opóźnienia wypłat dla niektórych osób pozostających w stosunku pracy wobec drobnych mikroprzedsiębiorców.

Zdaniem Ryby wycięcie firm pożyczkowych z rynku spowoduje, że pracę straci 40 tys. zatrudnionych w nich osób a budżet nie doczeka się ok. 2,2 mld zł, jakie w formie podatków, składek ZUS i innych korzyści przynoszą one państwu.